21 kwietnia 2015

Książka z drogą w tytule

Sieć polskich dróg krajowych budowano (i buduje się) mozolnie od stu lat. Tym bardziej dziwne, że polska literatura nie doczekała się powieści drogi. Ale jest szansa na zmianę. Niesie ją „Siódemka” Ziemowita Szczerka.

 

header - 678x239 - Siodemka

Polskie drogi nie istnieją

Powieść drogi, jak również film drogi – gatunki kanoniczne w kulturze amerykańskiej (ale nie tylko, o czym za chwilę) – w Polsce właściwie nie istnieją. Fabularny motyw wędrówki jako sposobu dochodzenia do samoświadomości, wybijania się na niezależność, docierania do prawdy o sobie i o świecie, ale też oswabadzającego pędu ku wolności, nie ziścił się w polskich warunkach z wielu powodów, z których dwa są najważniejsze. Po pierwsze – odwieczny topos bohatera-wędrowca, człowieka w drodze, rzecz jasna w jego współczesnym aspekcie kulturowym, pojawił się wraz z narodzinami „Beat Generation”. Biblią tego ruchu stała się opublikowana po raz pierwszy w 1957 powieść „W drodze” (On the Road) Jacka Kerouaka. Dla jej bohaterów – i dla protagonistów większości późniejszych powieści i filmów wykorzystujących motyw drogi – wędrówka staje się wyrazem buntu przeciw zastanej rzeczywistości, outsiderskiej postawy wobec odgórnie narzucanych norm. Nic dziwnego, że w Polsce Ludowej taka postawa nie mogła być opisana za pomocą literackich lub filmowych środków. Włóczęga-buntownik, uciekinier z siermiężnej ludowej rzeczywistości mógł się pojawić jedynie w poezji o bitnikowskich inklinacjach – najpierw u Stachury, potem u Podsiadły.

W prozie (oraz filmie) i droga, i wędrowcy pojawiali się rzadko. W „Następnym do raju” Marka Hłaski (powieści, jak „W drodze”, z roku 1957) drogi tak naprawdę nie ma, choć bohaterami są kierowcy. Inne „drogowe” dzieła z okresu PRL są już naznaczone ingerencją systemu – kierowca PKS Marian Szyguła (niezapomniany Wiesław Gołas), główny bohater serialu „Droga”, w swoich służbowych wyjazdach poznawał bolączki ówczesnych Polaków, zaś Duduś i Poldek z „Podróży za jeden uśmiech” niby realizowali marzenie o beztroskiej włóczędze, choć kto czytał powieść Bahdaja (lub oglądał zrealizowany na jego podstawie serial), ten wie, że wszystko było dokładnie nadzorowane. Opiekuńcze państwo czuwa. Przez długie lata najmocniejszym polskim akcentem pojawiającym się w kontekście buntowniczej opowieści drogi pozostawało nazwisko bohatera filmu „Znikający punkt” (Vanishing Point) – Kowalski.

Droga-Matka

Drugi powód nieobecności polskich utworów wykorzystujących motyw drogi jest okrutnie prozaiczny – przez długi czas sieć dróg (rozumianych oczywiście po amerykańsku jako asfaltowe wstęgi ciągnące się po horyzont) istniała w Polsce w formie zalążkowej. Trudno sobie wyobrazić brawurowy rajd po naszych wertepach. Brak dróg, a co za tym idzie całej infrastruktury drogowej, powodował, że w Polsce przez długi czas nie mogły powstać powieści drogi ani rozmaite warianty „drogowej” literatury. W 1982 roku Julio Cortazar z żoną Carol Dunlop opisali w „Autonautach z Kosmostrady” podróż z Paryża do Marsylii tzw. francuską Autostradą Południową. Najwięcej miejsca zajmują w książce opisy postojów na ponad 60(!) parkingach przy autostradzie. Rzecz w Polsce sprzed 30 lat nie do pomyślenia. Francja Francją, ale ojczyzną opowieści drogi są Stany Zjednoczone. Amerykanie, którzy jeden ze swoich założycielskich mitów zbudowali na motywie wędrówki, już w 1926 roku doczekali się wybudowania kultowej Route 66, czyli Drogi-Matki, jak ją nazwał w „Gronach gniewu” John Steinbeck. Podróż Route 66 – ale i sama droga, przecinająca Stany Zjednoczone ze wschodu na zachód – przez lata obrosła ogromną ilością kulturowych reprezentacji.

Podobnie kulturotwórcze okazały się podróże przez pustkowia Australii (większość australijskich filmów) czy Ameryki Południowej („Dzienniki motocyklowe” Che Guevary) oraz rosyjski bezmiar (tutaj akurat do historii kultury przeszła trasa Kolei Transsyberyjskiej). Polska na tym tle wypada ubogo – najzwyczajniej w świecie nie ma gdzie się rozpędzić, nie mówiąc o złapaniu „epickiego” oddechu. Route 66 to prawie 4000 kilometrów – żeby przejechać ten dystans, jeden dzień nie wystarczy. A dodajmy do tego ilość przydrożnych bogactw przyrodniczych, kulturowych i historycznych! I nałóżmy na to podróż A2 ze wschodu na zachód Polski. Nie ma co opisywać.

Szos polskich królowa

Nic więc dziwnego, że polscy pisarze, jeśli zabierali się do opisywania kraju z perspektywy podróżnej, wybierali krótkie dystanse i preferowali raczej tempo piechura. A co za tym idzie, ograniczali się do miast. Jak choćby Krzysztof Varga, który wyprawia Stefana, bohatera swojej najnowszej powieści „Masakra”, w odyseję alkoholową po nocnej Warszawie. Ta powieść drogi, czy też raczej drogi przez mękę (Stefan peregrynuje po stolicy na straszliwym kacu) za punkt wyjścia obiera inną warszawską powieść – „Wniebowstąpienie” Tadeusza Konwickiego, które również można czytać z planem miasta w dłoni. A jest jeszcze przecież „Zły” Leopolda Tyrmanda czy, z rzeczy nowszych, „Nocne zwierzęta” Patrycji Pustkowiak. Inne miasta również doczekały się szczegółowych opisów – czy to Gdańsk (Paweł Huelle, Stefan Chwin i Gűnter Grass), czy Białystok („Niehalo” Ignacego Karpowicza), czy Opole (poemat „Dwanaście stacji” Tomasza Różyckiego). Mało kto jednak odważył się wyruszyć w Polskę. Andrzej Stasiuk, gigant prozy podróżnej, zazwyczaj pisał o swoich wędrówkach poza granice kraju – na południe („Jadąc do Babadag”, „Taksim”) oraz na wschód („Wschód”). Jednakże właśnie we „Wschodzie” pojawiło się pierwsze chyba w literaturze polskiej wyznanie miłości (w duchu amerykańskiego uwielbienia dla Route 66) do konkretnej drogi, a mianowicie do drogi wojewódzkiej nr 801, czyli tzw. Trasy Nadwiślańskiej prowadzącej z Warszawy do Puław.

Jednak pierwszą stu-, a nawet dwustuprocentową polską powieścią drogi jest „Siódemka” Ziemowita Szczerka, która już w tytule anonsuje drogowe konotacje, a w początkowej apostrofie rozwiewa wszelkie złudzenia co do głównego bohatera. Nie jest nim Paweł Żmejewicz, dziennikarz portalu informacyjnego Światpol.pl, mknący swoim oplem vectrą z Krakowa do Warszawy, ale droga krajowa nr 7, prowadząca przez cały kraj z południa na północ i mająca historyczne znaczenie. Siódemka to „szos polskich królowa, droga, która jest kręgosłupem polskiego państwa” (tutaj się ze Szczerkiem nie zgodzę – drogowym kręgosłupem, osią, pionową belką w krzyżu, który dźwiga ten kraj, jest dla mnie, zgodnie zresztą z numeracją, jedynka – przyp. MR).

Paweł jedzie do Warszawy „przez zgrabne Słomniki, niezapomniany Miechów, Jędrzejów, co to zobaczyć i umrzeć, Kielce – metropolię środkowopolską, prężną Skarżysko-Kamienną, rozmaszysty Radom, dumne Whitebanks, godny Grójec” i chłonie polski krajobraz, tę Polskę w wersji hard, Polskę najpolstszą, skrytą pod kostką brukową i blachą falistą, oraz spotyka w trakcie swojej podróży indywidua, które pomagają mu ten kraj zrozumieć. Jest wśród nich ekipa rebeliantów estetycznych, przystankersi przesiadujący w barach na stacjach benzynowych, postszlachcic na zagrodzie, niemiecki autostopowicz, którego fascynuje postapokaliptyczny charakter Polski. Po drodze Paweł zalicza „siedem cudów siódemki” – architektoniczne kurioza, urągające poczuciu estetyki i zbudowane bez pozwolenia zajazdy, zameczki, hotele. Do celu nie dojedzie – gdy będzie pod Radomiem, wybuchnie wojna, rosyjskie wojska przekroczą polską granicę i wszystko się skomplikuje. Ale zdąży zrozumieć jedną rzecz (osiągnięcie samoświadomości dzięki byciu w drodze – najważniejszy postulat powieści drogi spełniony!) – nie ma sensu obrażać się na polski „rozpierdol”, bo w pełni oddaje on stan ducha Polski i jej mieszkańców. Szczerek dostrzega estetyczny chaos, ale nie nawołuje do rewolucyjnych działań. „Lubiłeś to wszystko tak, jak się lubi rzeczy po prostu znane od dzieciństwa i kojarzące się z domem. Rzeczy dla Polski pospolite, rzeczy ojczyste, najoczystsze, najpolstsze”. Jest w tej melancholii coś ze Stasiuka. Żeby to poczuć, trzeba trochę pojeździć.

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także