20 maja 2014

Jasny, dziwny moment

Wygląda na to, że Alice Munro rozkochała w sobie polskich czytelników. Do ich rąk trafia właśnie kolejny jej zbiór opowiadań. Nieczęsto zdarza się, że z taką determinacją wydawane są teksty jednej autorki, nawet jeśli to noblistka.

 

„Księżyce Jowisza” to dość wczesne dzieło Kanadyjki. Po raz pierwszy ukazało się w 1982 roku. Opowiadania powstawały na przestrzeni czterech lat, po grubo ponad trzydziestu latach otrzymujemy je po polsku. Szczęśliwie dla czytelnika wczesna Alice Munro jest tak samo dobra jak późniejsza. Ci, którzy znają jej prozę, nie będą zawiedzeni. Ci, którzy jej nie znają, mogą zaczynać równie dobrze od „Księżyców Jowisza” jak i od dowolnego innego zbioru. Munro obiera sobie za bohaterki kobiety w momencie przełomu. Przypomina to trochę łapanie decydującego momentu w obiektywie aparatu przez Cartier-Bressona. Nagle dzieje się coś, co jest spektakularne w najcichszym tego słowa znaczeniu – widzimy bohaterki która doświadczają fundamentalnej zmiany, choć niewiele na to wskazuje. Czytamy między wierszami to, co dzieje się w ich głowach i sercach. Te wszystkie postaci, rozstrojone, na bezdrożach, nagle odnajdują w sobie to, czego zawsze szukały – pewność siebie i wewnętrzny spokój wbrew emocjom i uczuciom, które zajmowały je raptem chwilę temu. Odnajdują się na chwilę w tym wszystkim i przestaje to być ważne na ten ułamek sekundy, ten jasny moment.

 

Opowiadania Munro rozgrywają się w ubojni drobiu, na małej turystycznej wyspie, w domu spokojnej starości, na trasie pomiędzy jednym małym miasteczkiem a drugim, wreszcie w prowincjonalnych miasteczkach w całej ich okazałości. Bohaterki to głównie kobiety. Są dojrzałe, doświadczone, można by rzec stateczne, gdyby nie to, że jednak zaskakują. Tak jakby Munro udowadniała, że nigdy nie jest za późno, by zrewidować własne poglądy i ocenę sytuacji, tak jakby nigdy nie było za późno zarówno na bunt i rewolucję, jak i pojednanie i złagodzenie swojej postawy. Teksty biegną tym samym rytmem – poznajemy nasze bohaterki, dostajemy obrazek, wycinek z ich życia, ich charakterystykę po to, by za chwilę została w pewnym sensie zakwestionowana, by dokonał się cichy przełom, by to, co mają przed oczami od lat nagle stało się jasne i czytelne, by zrobiły coś nieoczekiwanego lub wreszcie po to, by to, co robią, nabrało nowego znaczenia. Ta wewnętrzna przemiana może zostać zupełnie niezauważona przez otoczenie i tak zwykle jest, z rzadka talerz roztrzaska się na ścianie w kuchni, ale czytelnik wie, że został dopuszczony do czegoś przełomowego i jednocześnie intymnego, czegoś, co ma ogromne znaczenie w życiu tych bohaterek.

 

Wszystkie te zmiany dotyczą sposobu postrzegania relacji międzyludzkich, najczęściej damsko-męskich, choć w dużej mierze mają one znaczenie zarówno bardziej uniwersalne (okazuje się, że rzutują również na sposób postrzegania świata), jak i intymne (świadczą o odnalezieniu nowego miejsca w świecie). Mamy więc kobietę, której pochodzenie jest źródłem szyderstw ze strony męża i która postanawia to ukrócić, bo zyskuje pewność, że kpiny z jej krewnych są równocześnie obrazą jej samej; jest bohaterka, która musi wrócić z izolacji na wyspie do swoich trosk dnia codziennego i podarunek w postaci suszonych alg morskich zmienia jej spojrzenie na własną przyszłość; jest samotna matka z dwiema młodymi córkami, która próbuje sobie ułożyć życie na nowo i w pewnym momencie dociera do niej, że nie chce tego dokonać za wszelką cenę. Pojawia się tutaj szereg pospolitych historii z zaskakującym punktem kulminacyjnym.

 

Jest też i drugi plan, niejednoznaczny. W paru opowiadaniach pojawia się np. wątek homoseksualizmu. Munro nie podejmuje go jednak wprost. Zastanawiam się, jak wyglądały lata 70. I 80. w Ontario. Czy naprawdę kobiety mogły wówczas tłumaczyć samym sobie, że „nikomu nie robi krzywdy, biedaczek”, jakby eliminacja z potencjalnej gry w gody czyniła z niego kogoś godnego współczucia i specjalnej troski?

 

Munro to pisarka wrażliwa i subtelna. Jej proza zaś jest jednocześnie przejmująco piękna, delikatna i okrutna. Daleko jej do pisarzy pokroju Italo Calvino, którzy zawsze zaskakują i wprawiają niemal w osłupienie różnorodnością swoich tekstów. Ona zawsze jest taka sama. Tak samo dobra.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także