7 listopada 2012

Anna Zielińska-Elliott – wywiad

Jak przekłada się książki Harukiego Murakamiego? Po którą z nich warto sięgnąć i dlaczego właśnie po nią? Rozmowa z Anną Zielińską-Elliott, tłumaczką, dzięki której dzieła autora “Kroniki ptaka nakręcacza” pojawiły się w Polsce.

Mówi się o Pani jako o jednej z głównych sprawczyń sukcesu Murakamiego w Polsce. To chyba miłe uczucie?

Nie wiedziałam, że tak o mnie mówią, ale skoro tak, to bardzo się cieszę. Kiedy zaczęłam czytać Murakamiego pod koniec lat osiemdziesiątych i postanowiłam spróbować przedstawić go polskim czytelnikom, nie spodziewałam się, że stanie się aż tak popularny. Myślałam, że spotka go los innych japońskich pisarzy na polskim rynku – tzn. książka znajdzie stosunkowo niedużą grupę odbiorców. O ile wiem wcześniej jedynym utworem japońskiego pisarza, który zyskał dużą popularność, była “Kobieta z wydm” Kobo Abe.

 

„Zniknięcie Słonia” to już 12 książka Murakamiego, którą Pani przetłumaczyła. Kiedy pojawiło się zainteresowanie jego twórczością?

W 1987 roku, kiedy byłam akurat w Tokio. W księgarniach leżały stosy egzemplarzy “Norwegian Wood” w lśniących czerwonych i zielonych okładkach. Paru znajomych powiedziało, że muszę przeczytać Murakamiego, bo to coś zupełnie nowego. Przeczytałam więc i doszłam do wniosku, że styl Murakamiego bardzo różni się od stylu japońskich pisarzy dostępnych wówczas na polskim rynku. Pomyślałam, że dobrze byłoby go polskim czytelnikom przedstawić, żeby nieco zburzyć mit tajemniczej, dalekiej i egzotycznej Japonii.

 

Czy jest Pani fanką prozy Murakamiego? A jeśli tak to za co Pani ją ceni?

Tak, lubię Murakamiego. Cenię go za umiejętność opisywania szczegółów codzienności, których zwykle nie zauważamy. Podoba mi się też filmowy charakter jego scen. Chwilami wydaje się, że czyta się scenariusz.

 

Co sprawia Pani największą trudność w tłumaczeniach Murakamiego?

Jego teksty w oryginale miewają pewne elementy jakby obce, jest w nich coś dziwnego, niezwykłego pod względem językowym. Czasem bierze się to stąd, że Murakami eksperymentuje z językiem, na przykład dosłownie tłumaczy na japoński angielskie idiomy. Trudność polega na tym, by to w tłumaczeniu zachować, oprzeć się chęci „wygładzania”. W Stanach Zjednoczonych redaktorzy są często przekonani, że amerykański czytelnik nie zniesie żadnej nienaturalności i że przetłumaczony tekst powinien brzmieć tak, jakby został od początku napisany po angielsku, a nie jak tłumaczenie z obcego języka. Dlatego też w tłumaczeniach angielskich ta „obcość” często zanika, w innych językach europejskich jednak pozostaje.

 

Która z książek była największym wyzwaniem?

Najtrudniejsze było dla mnie chyba tłumaczenie rozdziału obdzierania ze skóry w “Kronice ptaka nakręcacza” ze względu na niezwykle naturalistyczny opis niewyobrażalnego okrucieństwa. Poza tym ta powieść była bardzo długa, Murakami posłużył się w niej różnymi stylami, więc w sumie stanowiła wyzwanie dla tłumacza. Poza tym wersja polska była znacznie dłuższa niż na przykład amerykańska czy niemiecka, bo w amerykańskiej dokonano poważnych skrótów, a wersja niemiecka była jej tłumaczeniem.

 

Czy każde tłumaczenie to nowa, fascynująca przygoda, czy z czasem popada się w pewną rutynę?

Dla mnie każde tłumaczenie to nowa przygoda i nowe wyzwanie. To czytelnicy powinni ocenić, czy popadam w rutynę.

 

A jak pracowało się nad “Zniknięciem Słonia”?

Bardzo przyjemnie. W tej antologii znalazły się opowiadania z siedmiu zbiorów japońskich, publikowanych na przestrzeni 13 lat, więc czytając opowiadania, mamy okazję śledzić rozwój autora, pewnych motywów i tematów, choć opowiadania w zbiorze nie są ułożone chronologicznie.

 

Czy tłumacząc Murakamiego poprawiała Pani czasem autora?

Czasami zdarzało mi się wprowadzać niewielkie zmiany, ale dosyć rzadko. Japoński lepiej znosi powtórzenia. Po polsku zdarza się, że to razi. Raczej staram się jednak niczego nie zmieniać. Wiele osób twierdzi, że tylko czytając oryginał można poczuć magię książki.

 

 

 

Jestem ciekawa, czy tłumacze książek też tak twierdzą?

Oczywiście najlepiej byłoby, gdybyśmy wszyscy znali wszystkie języki i mogli czytać całą światową literaturę w oryginale, ale ponieważ tak nie jest, nie mamy wyjścia i musimy się opierać na tłumaczeniach. Mam wrażenie, że dobre tłumaczenie może w dużym stopniu oddać magię oryginału albo stworzyć inną magię. Coś zostaje utracone, ale coś może też zostać dodane. Słyszałam na przykład, że Coelho jest dużo lepszy w tłumaczeniach niż w oryginale.

 

Zna Pani Murakamiego osobiście. Czy znajomość z autorem wpływa pozytywnie na Pani pracę, czy bardziej Pani czuje to co autor chciał przekazać?

Nie, sądzę, że pomaga raczej czytanie esejów, wywiadów z autorem i innych tego typu publikacji.

 

Czy może Pani zdradzić, jaki jest Murakami prywatnie?

Murakami bardzo ceni swoją prywatność, unika publicznych wystąpień, dlatego wydaje mi się, że powinnam to uszanować.

 

W przewodniku „Haruki Murakami i jego Tokio” widać niesamowitą pasję, z jaką Pani opowiada o tym niezwykłym mieście. Wydaje mi się, że jest to Tokio Murakamiego, ale też Pani. Pracując nad tą książką myślała Pani o obecnych czytelnikach Murakamiego, o przyszłych odbiorcach, czy może o ludziach zafascynowanych tym miastem?

Myślałam, że jeżeli ktoś zna tę prozę i zamierza odwiedzić do Tokio, to być może sprawi mu przyjemność zwiedzanie miasta widzianego oczami bohaterów książek Murakamiego. Ale miałam też nadzieję, że inni czytelnicy chętnie obejrzą na zdjęciach miejsca opisywane w powieściach. A także, że fragmenty dotyczące biografii autora, cytaty z niepublikowanych esejów wspomnieniowych i odpowiedzi na pytania czytelników ze strony internetowej pozwolą przybliżyć polskim czytelnikom postać autora.

 

Grono fanów Murakamiego ciągle się powiększa. Co Pani poradziłaby osobom, które zaczynają dopiero przygodę z tym autorem?

Kiedy rozmawiam z czytelnikami, okazuje się, że każdy ma inną ulubioną książkę. Ja lubię “Przygodę z owcą”, bo była to pierwsza długa powieść i moje pierwsze tłumaczenie. Pobrzmiewają w niej echa Raymonda Chandlera, a jednocześnie obecne są wszystkie elementy prozy Murakamiego. “Zniknięcie słonia” pozwala też poznać styl jego wczesnej twórczości, bo opowiadania są bardzo różnorodne: jedno przypomina bajkę, inne jest nieco w stylu science fiction, jeszcze inne to czysta komedia opisująca stosunki rodzinne. Jeżeli ktoś lubi długie powieści z wielkim rozmachem i tłem historycznym, może go zainteresować “Kronika ptaka nakręcacza”. “1Q84” to także powieść o interesującej strukturze, historia miłości, ale mówiąca o poważnych problemach społecznych z wieloma odwołaniami do innych utworów literackich i muzycznych. Innym czytelnikom na pewno przypadnie do gustu “Norwegian Wood”, nostalgiczna historia studenckiej miłości pod koniec lat sześćdziesiątych.

 

Rozmawiała Aleksandra Rogatka-Lipińska

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także