20 września 2012

Królowie mambo

Książka Oscara Hijuelosa „Mambo Kings śpiewają o miłości” wprowadza w gorące rytmy kubańskiej muzyki. Pochodzący z Kuby pisarz otrzymał za nią nagrodę Pulitzera w 1990 roku. Powieść doczekała się ekranizacji pod polskim tytułem „Królowie mambo”, w której Armand Assante i Antonio Banderas uwodzili swoim czarem.

 

W latach czterdziestych XX wieku, gdy na salach tanecznych królowało mambo, dwaj muzykujący bracia Nestor i Cesar Castillio, postanowili opuścić rodzimą Kubę. Przybyli do Nowego Jorku, by podbić amerykański rynek muzyczny. W ciągu tygodnia ciężko pracowali w fabryce, a w weekendy wraz z orkiestrą występowali w klubach. Starszy z nich, Cesar, swoją charyzmą przyciągał tłumy. W krótkim czasie zespół zyskał pewną popularność. U szczytu swojej kariery muzycy wydawali płyty winylowe, występowali nawet w telewizji, a przy okazji świetnie się bawili. Jednak nic nie trwa wiecznie. Śmierć jednego z nich przekreśliła ich wspólne muzyczne marzenia.

 

Powieściowy świat oglądamy oczyma starszego brata, Cesara. Siedzący w hotelowym pokoju, wyniszczony alkoholem starusze, wspomina swoją szaloną młodość. Z wyrywkowych zdarzeń wyłania się postać silnego, pewnego siebie mężczyzny, którego głównym celem było dobrze się bawić i zdobywać piękne kobiety. Przez wiele lat nie liczył się z uczuciami jakimi go obdarowywały, pragnąc jedynie ich ciał. Jako wieczny kawaler czerpał radość z życia wciąż goniąc za wolnością. Jednak nie jest to postać jednowymiarowa – poznajemy go również od strony szlachetnej bezinteresowności. To sprawia, że powieść Hijuelosa jest czymś więcej niż portretem latynoskiego lowelasa – to podszyta cierpieniem historią człowieka, który zdobył wszystko i wszystko przegrał.