23 listopada 2012

Pięćdziesiąt twarzy perwersji

„Najbardziej dziwacznym ze wszystkich zboczeń seksualnych jest zachowanie wstrzemięźliwości” – stwierdził niegdyś Remy de Gourmont. A że był Francuzem i poetą w jednej osobie, od razu nasuwa się myśl, że na seksie znać się musiał bardzo dobrze. Oczywiście to tylko stereotyp. Jeden z wielu, które krążą wokół twardego jądra tabu kultury Zachodu, jakim od wieków jest seksualność.

 

Niewątpliwie jednak są wśród Was tacy, którym teza ta spodobała się od razu, po prostu i intuicyjnie, niezależnie od referencji jej autora. Oto dwie konsekwencje tego faktu. Po pierwsze, powinniście raz jeszcze zastanowić się nad tym, co tak naprawdę sądzicie o różnych adeptach celibatu i zrzeszających ich instytucjach, od kościelnych począwszy na instytucji małżeństwa z wieloletnim stażem skończywszy. Po drugie, świeżo wydana, poświęcona perwersjom seksualnym książka Ewy Wanat i Andrzeja Depki powinna być dla Was lekturą o rzeczach zadziwiających tylko trochę, w każdym razie mniej wstrząsających niż wymienione na wstępie ekstremum.

 

O książce zrobiło się głośno przede wszystkim ze względu na nazwiska autorów. Duet Depko – Wanat znamy z prowadzenia edukacyjnych audycji radiowych o seksie. Podstawowym celem programów jest doradztwo oraz próba wydobycia tej dziedziny życia ze sfery tabu. Doktor Andrzej Depko to seksuolog, Ewa Wanat jest zaś znaną dziennikarką, byłą redaktor naczelną radia TOK FM. Właśnie na antenie tej rozgłośni można było ich słuchać przez kilka ostatnich lat, niedawno zaś audycja przeniosła się do radiowej Jedynki. O ile wcześniej edukowano głównie mieszkańców wielkich miast, o tyle teraz ewangelię tytułowego przykazania „kochaj się długo i zdrowo” Depko i Wanat głoszą już w całej Polsce. Rozmowy o seksie bez tabu trafiły pod strzechy.

 

Na podstawie rozmów ze słuchaczami autorzy doszli do wniosku, że wielu Polaków wstydzi się swoich nietypowych upodobań seksualnych i książkę poświęcili właśnie temu problemowi. Oczywiście grupa dzwoniących nie była reprezentatywną próbką polskiego społeczeństwa, ale – podobnie jak w przypadku przełomowego niegdyś raportu Kinseya – próbka taka może stanowić dobry punkt wyjścia do dalszych badań czy wręcz zainicjowania obyczajowych przemian.

 

 

Niestandardowe preferencje seksualne, o których przeczytacie na przeszło 450 stronach, określane są zwykle mianem dewiacji. Ze względu na negatywne skojarzenia z tym słowem w książce używa się głównie neutralnego terminu naukowego – parafilie. Co ciekawe, badania pokazują, że aż co piąty z nas żywi pewne potrzeby seksualne, które wykraczają poza tzw. kulturową normę. Książka Depko i Wanat pomyślana jest zarówno jako poradnik dla parafilistów, mówiący im jak ze swoją przypadłością żyć, jak też jako informator dla całej reszty, pozwalający im zrozumieć zachowania (w końcu nie tak małej) mniejszości.

 

Używając pojęć Michaela Foucaulta, autora klasycznej już „Historii seksualności”, jest to książka o polskich realiach tzw. seksualności peryferyjnej. A zatem o wszelkich zachowaniach sytuujących się „na lewo” od tych, które dana kultura zarazem nadal krytykuje, ale i już oswoiła. Krótko mówiąc, jesteśmy na libertyńskiej lewicy od spowszedniałego już nieco onanizmu, cudzołóstwa czy też rozwiązłości. Oto rzecz o „Życiu seksualnym dziwnych” – powiedziałby Bronisław Malinowski. Współczesny homo pervertus i jego przygody.

 

Czym ów zadziwia? Bogactwo zdiagnozowanych parafilii jest niezwykłe. Najczęściej fiksujemy się na to, co w młodości przypadkiem nam się napatoczyło i sprawiło intensywną przyjemność erotyczną, lub też jej towarzyszyło. Oczywiście należy do tego jeszcze dodać pewne niepowodzenia w klasycznych kontaktach erotycznych w życiu dorosłym i… fiksacja na miłych wspomnieniach już na nas czyha. Przykładowo, jeśli chodziliście za młodu po drzewach a ocieranie sprawiało Wam więcej przyjemności niż bólu, to jesteście obiecującym materiałem na dendrofila. Agalmatofil z kolei pobudza się pomnikami, sitofil jedzeniem, arachnefil pająkami, flatufil gazami jelitowymi, mysofil brudem, autonepiofil pieluchami (popularne w Japonii). Depko odnotowuje również przypadki tak osobliwe, że nie doczekały się jeszcze ogólnych nazw. Seks z płytą chodnikową, latarnią uliczną, odkurzaczem (autentyczne historie opisane w raportach policyjnych). Szokujące? No cóż, w osiemnastym wieku markiz de Sade opisywał sceny przy których te z „Chuci…” to co najwyżej niegroźny soft. I nie były to wówczas jedynie fanaberie zgniłego Zachodu, również na Wschodzie mieliśmy fankę koni, carycę Katarzynę, czy też sadomasochistyczne praktyki sekty religijnej Chłystów. Perwersje funkcjonują w naszej kulturze od zawsze, książka skandalu zatem nie wywoła.

 

„Kochaj i rób co chcesz” – doradzał niegdyś św. Augustyn. Słowa te świetnie oddają ideę „Chuci…”. Zawarte w niej analizy, jak też wywiady z parafilistami, pokazują, że dopuszczalne są właściwie wszystkie te zachowania seksualne, które nie wyrządzają komuś krzywdy. Depko jak mantrę powtarza, że „granicą jest zawsze ludzkie cierpienie”, zarówno własne, jak i partnera seksualnego. Jeżeli jednak osoba o skłonnościach sadystycznych spotka się z osobą o preferencjach masochistycznych, to taka para będzie dobrana idealnie. Stworzą szczęśliwy związek dwóch dewiantów/parafilistów. A zatem, jak to zawsze bywało, podstawowy w tym ambaras, aby dwoje chciało naraz. Ostatecznie łacińskie deviatio oznacza jedynie zejście z drogi, którą kroczy większość. A ze jesteśmy różni, to nie każdy musi iść razem z tłumem.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także