9 września 2014

Czy Masterton jeszcze straszy?

Graham Masterton to jeden z najbardziej znanych i rozpoznawalnych współczesnych pisarzy grozy. Tym razem straszy czytelników wizją apokaliptycznej wręcz suszy, która pociąga za sobą wielowątkowe polityczne intrygi. Ale czy aby na pewno straszy?

 

Kalifornia staje przed dramatem rozprzestrzeniającej się suszy. Próbą rozwiązania problemu jest rotacyjne zakręcanie wody w poszczególnych dzielnicach. Rozwiązanie jest jednak prowizoryczne – od wody odcięte zostają jedynie najbiedniejsze rejony, podczas gdy w bogatych dzielnicach wciąż podlewa się pola golfowe. Najważniejsze stają się polityka, nienaruszalne grupy wpływów i marketing. Przerwy w dostawie wody wydają się nie mieć końca, nic więc dziwnego, że na ulicach wybuchają zamieszki. Ludzie kradną nie tylko napoje – zaczynają folgować wszystkim, najniższym nawet, instynktom, próbując szukać rekompensaty za dręczące ich pragnienie.

 

Pośrodku tego znajduje się Martin, były wojskowy, obecnie zaś pracownik opieki społecznej. Musi uratować swojego syna przed niesłusznie zasądzonym więzieniem i uciec od polityków, którym nie podoba się jego prawdomówność oraz solidaryzowanie się z biedniejszymi. Z pomocą przyjść może jedynie stary, schorowany Indianin, który wie, jak dotrzeć do znanego tylko jego przodkom zbiornika wodnego. Czy uda im się uciec przed suszą, a także ścigającymi Martina politykami i siłami specjalnymi? Czy warto ufać tym, którzy pozornie bardzo potrzebują pomocy? Czy wreszcie duchy przodków nie zemszczą się na białych ludziach, plugawiących ziemię Indian?

 

„Susza” właściwie niczym nie zaskakuje, nie wnosi nic nowego do powieściowego dorobku Mastertona. Wykorzystuje wielokrotnie sprawdzone już przez pisarza zagrania (na czele z bardzo plastycznymi opisami scen erotycznych – jak na autora poradników seksuologicznych przystało). Nie ma tu wprawdzie tak lubianych przez Szkota duchów, bóstw i demonów – powieść jednak nieodparcie przypomina wydany w 1981 roku (a w Polsce w roku 1993) thriller „Głód”. Co więcej – „Susza” nawet niespecjalnie trzyma w napięciu. Ot – kolejne czytadło, które zapewne nie zostanie w pamięci na dłużej.

 

Masterton swoje najlepsze dzieła ma już chyba za sobą. Powieść nie dorównuje ani słynnemu „Manitou”, ani „Wizerunkowi zła” czy „Dziecku ciemności”. Nie znaczy to jednak, że „Susza” jest zupełnie nieudana. Wręcz przeciwnie – pochłania się ją bardzo szybko i z pewnego rodzaju sadystyczną przyjemnością (miłośnicy grozy doskonale wiedzą, o jaką przyjemność mi chodzi). Tylko wciąż pamięta się o tym, że Masterton naprawdę potrafił kiedyś solidnie nastraszyć.

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także