7 kwietnia 2015

Czy można jeszcze zepsuć rynek książki?

Na temat czytelnictwa w Polsce i wysokości podatku VAT na książki namnożyło się przeróżnych dyskusji. Wiele też powiedziano na temat niskich zarobków pisarzy, problem ten nagłośniła Kaja Malanowska, która napisała na swoim FB: „6800 zł za 16 miesięcy ciężkiej pracy. Mam ochotę strzelić sobie w łeb”, czym wzbudziła falę nie tylko uznania, ale i krytyki. Obecnie pojawił się nowy wątek w debacie na temat zarobków pisarzy, poruszyła go dość pobieżnie Gazeta Wyborcza, a dokładnie „Książki. Magazyn do czytania”, na którego jednej ze stron otwierających ostatni numer miesięcznika można przeczytać: „Bonda psuje rynek”.

header - 678x239 - Cena_Ksiazek 

Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą – Katarzyna Bonda jest obecnie najpopularniejszą polską pisarką kryminałów. Okrzyknięta królową i mistrzynią gatunku sprzedaje się naprawdę świetnie. Pisze głównie powieści, ale popełniła także książki dokumentalne i kilka scenariuszy, a dodatkowo opublikowała podręcznik kreatywnego pisania. Przy promocji najnowszych książek można ją było spotkać chyba w każdym medium, bo autorka chętnie udziela wywiadów i spotyka się z czytelnikami. Bonda jest pewna siebie i mówi wprost, co myśli. Nic dziwnego, że łatwo wyrwać z kontekstu parę jej słów i dać powód do dyskusji, całkiem zresztą ciekawej.

Czy Bonda faktycznie psuje rynek? Niezupełnie. Jak dokładnie wygląda jej umowa z wydawnictwem, trudno powiedzieć, bo Muza SA zdecydowała się “nie komentować biznesowych ustaleń”. Oczywiście każde wydanie kieszonkowe rządzi się niższą ceną ze względu na formę publikacji, tańszy papier, mniejszą ilość stron. Jednak warto oddać głos pisarzom, którzy wiedzą najlepiej jak skomentować gest autorki. Jakub Ćwiek, który swojego czasu prowadził walkę o honorarium z Fabryką Słów, mówi: „Uważam, że to, co robi Kasia, to bardzo miły i szlachetny ale raczej symboliczny gest, niż rozwiązanie na dłuższą metę dla kogokolwiek. Procent, jaki pisarz dostaje od książki, jest zwykle na tyle niski, że nawet gdyby autor zrezygnował z całości swojego wynagrodzenia, i tak nie byłaby to zniżka porównywalna do obecnych promocji. Jeżeli w przypadku książki można na czymś ciąć koszty, to tylko na paskudnych stawkach dystrybutorów. Podobny gest z ich strony robiłby solidną różnicę”.

Pisarze kryminałów, obok autorów popularnej literatury kobiecej i fantastyki, są jedną z najlepiej opłacanych grup literatów. Nakłady są imponujące, ale na takie również trzeba zasłużyć wieloletnią i ciężką pracą. Gaja Grzegorzewska, pisarka zyskująca coraz większą popularność, nazywana również mistrzynią powieści kryminalnej, nie jest jednak przekonana do takich działań: „Szczerze mówiąc nie wiem co o tym myśleć, musiałabym wiedzieć, jaki Kasia ma przychód z książek w normalnej cenie (a tego raczej żaden autor całkiem szczerze nie powie, nawet koleżanka), zakładam jednak, że zarabia na tyle dobrze, że może sobie pozwolić na taki gest. Książki z dyskontów to pewnie niewielki procent całości nakładu. Wydaje mi się, że wszystko zależy od proporcji jednego i drugiego, wielkości nakładów, procentu autora i ogólnie tego, ile zarabia na jednym tytule w skali roku. Osobiście zaczęłam lepiej zarabiać dopiero po przejściu do Wydawnictwa Literackiego. Wcześniej to były tylko skromne zastrzyki gotówki od czasu do czasu. Ale opublikowałam w WL dopiero jedną książkę i nadal to nie wygląda tak, że żyję tylko z pisania książek. Piszę też recenzje, opowiadania, felietony, artykuły, prowadzę spotkania. Na razie nie wyobrażam sobie, by obniżać honorarium z książek. Chyba tylko wtedy, gdy przekładałoby się to na ilość wydanych egzemplarzy i specjalną intensywną promocję. Tak aby ostatecznie ten zarobek nie był mniejszy niż w przypadku sprzedaży książek w normalnej cenie. Ale ten końcowy wynik to i tak w ogromnym stopniu ruletka”.

 Jeszcze inne spojrzenie ma na sprawę pisarz literatury postapokaliptycznej Michał Gołkowski, który jest także zatrudnionym na stałe tłumaczem w komercyjnej telewizji: „Dzieło należy z definicji do autora, więc każdy autor ma prawo zrobić z nim, co tylko mu się żywnie zamarzy. Na podobnej zasadzie można będzie niedługo dopłacać wydawcy, by naszą książkę wydrukował… Chociaż nie, zaraz, to już można robić – nazywa się to samizdat. Wszelkie próby odgórnego regulowania cen na cokolwiek (począwszy od chleba, na książkach kończąc) zawsze mają przezabawne skutki ekonomiczne i społeczne”. Nie każdy jednak traktuje pisarstwo jako zajęcie dodatkowe czy hobby, inni próbują najzwyczajniej w świecie z tej profesji wyżyć.Cóż, każdy autor orze jak może, żeby wyciągnąć coś ponad “przysłowiowy” Malanowski grosz. Pani Bonda ma prawo realizować, czy też współtworzyć politykę cenową swoich książek i mi nic do tego. Ja jednak bym tak nie postąpił. Honorarium autora, przypomnijmy, to średnio dziesięć procent ceny okładkowej. Czasem więcej, częściej mniej. Chciałbym, aby hurtownik zrezygnował ze swoich kilkudziesięcioprocentowych narzutów, a detalista obniżył swój wysoki przecież próg tantiem. Niech drukarnia zejdzie z ceny, niech wydawca zarobi mniej, przećwiczmy też redaktorów i korektorów, przy tej okazji niech robią za mniej. Cała sprawa wydaje mi się dość desperacką próbą szukania nowych kanałów zbytu, sytuujących się poza empikiem, ale i próbą praktycznego określenia mocy marki „Katarzyna Bonda”. Życzę jej powodzenia, tym śladem nie pójdę” komentuje Łukasz Orbitowski, który ma na swoim koncie imponującą liczbę różnego typu publikacji, a pod koniec kwietnia ukaże się jego najnowsza powieść w niedawno otwartym wydawnictwie Tomasza Sekielskiego.

Warto dodać, że poza kilkoma wyjątkami zarobki pisarzy nigdy nie były zbyt wysokie, co potwierdza komentarz Jakuba Żulczyka do wypowiedzi Malanowskiej: „Pani Kaju, proszę się, k***a, nie mazgaić, i nie kompromitować naszego zawodu. Jest trudny. Bywa słabo płatny. Nie jest, co również trzeba sobie uświadomić, zawodem pierwszej potrzeby społecznej. Ale to my go, do cholery, wybraliśmy”.

Dla niektórych działania Bondy mogą być przezabawne, dla innych opłakane w skutkach, jednak nie ma co doszukiwać się w tym wszystkim kontrowersji, bo ostatecznie bycie pisarzem to wybór, a z pozycji czytelnika każda forma obniżenia ceny książki jest korzystna, bez względu na to, któremu autorowi zagląda się do portfela.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także