15 kwietnia 2014

Witajcie w ciężkich czasach

„Historia lubi się powtarzać. Inteligencję, która nie zgadza się z polityką Putina nazywa się narodowymi zdrajcami. Myślę, że nadeszły dla nas ciężkie czasy. Nie znamy i nie nauczyliśmy się historii, nie uświadomiliśmy sobie naszych błędów. Żyjemy cały czas w systemie niewolników i panów. Wygrali ci sami ludzie, których nazywamy nowymi czekistami. Dzisiejsza rzeczywistość jest wytworem ich mentalności.” – mówi w rozmowie z Aleksandrą Nowakowską Jelena Czyżewa, laureatka rosyjskiego Bookera za „Czas kobiet”.

header - Czyzowa2

Debiutowała pani w 2000 roku. Trzy lata później otrzymała pani nominację do nagrody Bookera. Zawrotne tempo, ludzie zazwyczaj pracują na takie wyróżnienie latami.

Wcześniej zajmowałam się wychowaniem dzieci i zarabianiem pieniędzy. Do czterdziestki pisałam w tak zwanym międzyczasie – najpierw wiersze, potem, w połowie lat dziewięćdziesiątych, prozę, której nikomu tego nie pokazywałam, bo uznałam, że nie jest wystarczająco dobra. Ale zawsze czułam – i to było bardzo dziwne uczucie – że niewłaściwie żyję, jakby nie swoim życiem.

 

Czyzowa_Czas_kobietW „Czasie kobiet” jest taki moment, w którym główna bohaterka dokonuje rewolucji i wywraca swoje życie do góry nogami.

Płynęłam z Turcji na Krym statkiem, który zaczął się palić. Czekaliśmy na pomoc sześć godzin, więc miałam czas na przemyślenia. Kiedy doholowali nas do brzegu, wiedziałam, że będę robić to, co powinnam. Literaturą nie da się zająć na poziomie amatorskim – popisać pół godziny, a potem iść do pracy. Trzeba rzucić wszystko pozostałe, więc tak zrobiłam. Ta myśl, że muszę coś zrobić, żeby zająć się pisaniem, nachodziła mnie już wcześniej. Wypadek na statku przyspieszył decyzję.

 

Ma pani wrażenie, że znalazła się w końcu na swoim miejscu?

Tak, jak najbardziej. Wcześniej obroniłam doktorat, uczyłam języka angielskiego, zajmowałam się biznesem – jednym słowem, miałam na koncie jakieś sukcesy. Ale uczucie spełnienia przyszło dopiero teraz.

 

Opłaca się zostawić bezpieczną posadę?

To nie jest prosta kalkulacja. Cokolwiek by się nie działo, czuję, że żyję swoim życiem. Może być różnie, ale to moje życie. A oprócz tego zarabiam na tyle, żeby żyć normalnie.

 

Pisała pani przez dwadzieścia lat, choć czuła pani, że jej proza nie jest wystarczająco dobra. Da się opanować takie dążenie do perfekcji?

Wie pani, ja dużo i długo pracuję, wiele razy przepisuję każde opowiadanie i powieść. Decyduję się na publikację, kiedy wiem, że nic więcej nie da się zrobić. Na przykład „Czas kobiet”, za który dostałam Bookera, przerabiałam sześć razy. Pod koniec pracy nienawidziłam tego tekstu. Przed publikacją znajduję się w takim stanie, że nie jestem w stanie ocenić, czy to, co napisałam, jest dobre czy złe, do tego stopnia jestem umęczona tekstem.

 

Polityka Putina to systematyczne ograniczanie i łamanie praw do swobody wypowiedzi. Jak to jest być pisarzem w takich czasach?

Sytuacja nie jest czarno-biała, czasy są dużo bardziej skomplikowane. Cenzura istnieje na państwowych kanałach telewizyjnych, w radiu i gazetach, istnieje też spis ludzi, których nie wolno zapraszać, bo ich zdanie władza uznaje za niepotrzebne lub niekorzystne. W ciągu paru ostatnich lat sytuacja stawała się coraz bardziej skomplikowana i trudna, ale my w tym czasie uspokajaliśmy siebie, że przecież przeszliśmy przez cięższe czasy i cieszyliśmy się, że literatura jest wolna od cenzury. Tyle że te wszystkie uspokajające tłumaczenia nie trafiają do mnie. Historia lubi się powtarzać. Inteligencję, która nie zgadza się z polityką Putina nazywa się narodowymi zdrajcami. Myślę, że nadeszły dla nas ciężkie czasy.

 

Czyzowa2Ma pani ma pomysł, do czego może prowadzić obecna sytuacja w Rosji?

Nikt tego nie wie. Wszyscy mamy wrażenie, że władza po prostu zwariowała. Trafnie skomentowała to Angela Merkel – nikt nie wie, co myśli Putin. Może on naprawdę myśli, że to, co robi, jest dobre dla państwa? Putin powiedział kiedyś, że rozpad ZSRR to geopolityczna katastrofa. On ma bardzo sowieckie wyobrażenie o pomyślności kraju i wydarzenia na Krymie tego dowodzą.

 

Jak media przedstawiają konflikt Ukraina – Rosja? Mam wrażenie, że informacja o konflikcie, szczególnie na początku, była jednym z wielu niusów, nie tak ważnym jak Igrzyska Olimpijskie w Soczi.

Ale olimpiada w Soczi zakończyła się przed głównymi wydarzeniami. Poza tym, olimpiada, gdziekolwiek by się nie odbywała, zawsze jest niusem na pierwszą stronę. Teraz media zajmują się właściwie tylko wydarzeniami na Krymie, ba, nawet wydłużono czas trwania wiadomości, aby ukształtować odpowiedni stosunek widowni. Można było usłyszeć, że pomoc naszym braciom na Ukrainie jest koniecznością, potem propaganda zaczęła być bardziej ordynarna i wszyscy, którzy stali na Majdanie, zostali nazwani banderowacami i faszystami.

 

Czy tak myśli przeciętny Rosjanin?

Około dziewięćdziesiąt procent chce przyłączenia Krymu do Rosji. Prości, przeciętni ludzie uważają to za historyczną sprawiedliwość. Wydawało mi się, że ludzie nie popierają wprowadzenia wojsk na Ukrainę, ale badanie pokazało że około siedemdziesiąt pięć procent jest za tym rozwiązaniem. Jeśli za trzy miesiące media zaczną bombardować nas informacjami, że nie należy wprowadzać wojsk na Ukrainę, te same siedemdziesiąt pięć procent zmieni zdanie.

 

Jak ludzie kultury komentują sytuację?

Najpierw z inicjatywy ministra kultury powstał list poparcia dla polityki Putina, podpisany przez około czterysta osób, niedługo później w Moskwie zorganizowano marsz pokoju, wzięło w nim udział około pięćdziesiąt tysięcy osób. W przeddzień oficjalnego wystąpienia Putina pojawił się list przeciwko powrotowi propagandy i totalizmowi, również podpisany przez czterysta osób. W oficjalnym wystąpieniu Putin użył sformułowań „zdrajcy narodowi” i „piąta kolumna”. Inteligencja jest bardzo podzielona.

 

Rozdarcie to główna cecha rosyjskiego społeczeństwa?

Zdecydowanie. W Rosji toczy się obywatelska zimna wojna i konflikty wewnętrzne są jej efektem. List ministra kultury podpisało wielu utalentowanych i znanych artystów na przykład muzyk Denis Matsujew. Najprostsze wyjaśnienie jest takie, że większość z nich to ludzie zależni od państwa, reżyserzy w teatrach narodowych, reżyserzy filmowi. Ale myślę, że chodzi o coś więcej – oni błyskawicznie zareagowali na sytuację, bo do tej pory istnieje w nich sowiecka, imperialistyczna świadomość. Kiedyś inteligencja musiała podpisywać listy popierające polityczne decyzje, teraz sytuacja się powtarza i znów bardzo wyraźnie można odczuć, czego wymaga państwo od inteligencji. Podział, który pojawił się wewnątrz inteligencji jest bardzo wyraźny i będzie funkcjonować po wydarzeniach na Krymie.

Historia ZSRR to nieprzerobiony temat w Rosji? Pytam, bo każda Pani książka dotyczy dwudziestowiecznej Rosji.

Zdecydowanie. Piszę o sowieckiej Rosji, bo w gruncie rzeczy te czasy się zatrzymały, cały czas trwają. Nie znamy i nie nauczyliśmy się historii, nie uświadomiliśmy sobie naszych błędów. Żyjemy cały czas w takim samym systemie, systemie niewolników i panów, który na rożnych etapach historycznych wygląda inaczej. XVII to czasy absolutyzmu, XX wiek – czasy partiokracji, gdzie zamiast chłopa i pana mieliśmy lud i wyższych naczelników państwowych, XXI wiek to czasy elit. Absurdalnie bogatych ludzi, którzy eksploatują bogactwo państwa i w gruncie rzeczy zachowują się jak okupanci. System powtarza się od wieków właśnie dlatego, że Rosjanie nie mogą zrozumieć swojej historii. Mam wrażenie, że za każdym razem zaczynamy od początku i niewiele się zmienia.

 

Ludzie patrzą na lata dziewięćdziesiąte jako na początek nowej ery, którą od czasów sowieckich oddziela gruba kreska. Naprawdę nic się nie zmienia?

To błąd, który popełniają nie tylko Rosjanie. W latach dziewięćdziesiątych wydawało się wszystkim, że nasza przeszłość to temat skończony i właśnie zaczyna się nowe życie. Tyle że wygrali ci sami ludzie, których nazywamy nowymi czekistami, pracownicy organów bezpieczeństwa. Dzisiejsza rzeczywistość jest wytworem ich mentalności. Nikt, włączając Putina, nie chce żyć w Związku Radzieckim – po co im to, przecież nie mogliby tyle posiadać – ale posługują się tymi samymi mechanizmami, sposobem nacisku na ludzi. Nie rozumieją pojęcia pomyślności i dobrobytu obywateli i wydaje im się, że wszystko można zrobić starym, dobrym sowieckim sposobem. Elity oczywiście nie wierzą w obecną propagandę, ale Putin ma nadzieję kontrolować w ten sposób przeciętnego obywatela.

 

W pani książkach Rosja XX wieku jest apatyczna, ludzie stłamszeni. Jeśli pisałaby pani powieść o współczesnej Rosji, jakie uczucie byłoby dominujące?

Nie ma czegoś takiego jak Rosja. To zbyt duży kraj, żeby mówić o takim pojęciu. Inaczej napisałabym o Moskwie, gdzie ciągle się coś dzieje, inaczej o małych miejscowościach. Tam zostało tak jak było – apatycznie. Od czasu do czasu zapraszają mnie na odczyty do małych miejscowości i widzę, że to, co mówię, bardzo dziwi ludzi.

 

Co ich tak dziwi?

Stopień swobody, z jakim mówię o polityce. Ludzie boją się mówić głośno. W tych małych miasteczkach słychać narzekanie „za czasów radzieckich mieliśmy powód do dumy, byliśmy pionierami kosmosu, a teraz?”. Do tej pory zadają sobie pytanie, co jest ważniejsze – los pojedynczego człowieka czy majestat państwa. To bardzo charakterystyczne pytanie dla takiego państwa jak Rosja.

 

Jaka najczęściej pada odpowiedź?

Ludzie dopiero szukają odpowiedzi. Pewnie sowiecką historię i zadane przez nią pytania będziemy przerabiać przez cały XXI wiek.

 

W „Laurze” jeden z bohaterów mówi, że cerkiew jest antidotum na moralne problemy społeczeństwa.

Ja tak nie uważam – mój maż był księdzem i osobistym tłumaczem władyki Kiryła, patriarchy Rusi i prawosławnej cerkwi, więc miałam okazję sprawdzić słuszność tego twierdzenia.

 

Była pani wątpiącą żoną księdza?

Byłam wątpiącym człowiekiem, nie wątpiącą żoną. Niektórzy ludzie wierzyli, że wystarczy przeżegnać się, iść do cerkwi, a ona wskaże drogę do światła, wierzyli, że cerkiew wejdzie w nowe tysiąclecie w białej szacie, nieskalana. Ja wiedziałam, że tak się nie stanie, bo znałam sytuację od środka. Byliśmy małżeństwem w latach siedemdziesiątych, rosyjska cerkiew prawosławna była wówczas chora chorobami sowieckiego społeczeństwa.

 

A jak jest teraz?

Państwo współpracuje z cerkwią, przekształcając ją w coś w rodzaju ideologicznego oddziału KPZR. Chcą, żeby prawosławie było nową ideologią, a cerkiew dąży już nie tylko do pieniędzy, ale i do władzy. „Laurę” opublikowałam w 2002 roku. Książka znalazła się na shortlisćie Bookera i jednocześnie była najbardziej krytykowana spośród moich powieści, absolutnie przez wszystkich, szczególnie przez rosyjską inteligencję. W sowieckiej Rosji cerkiew była prześladowana, współpraca z państwem była wymuszona, w takiej samej sytuacji była inteligencja, więc alians był naturalny. W nowych czasach to cerkiew jest prześladowcą. Proces Pussy Riot otworzył ludziom oczy. I rzecz nie w tym, że to, co robi Pussy Riot, się komuś podoba, ale w tym, że cerkiew rozprawiła się z dziewczynami rękami państwa. Nie może więc pomóc wyrwać się z moralnej obojętność, bo sama jest obojętna.

 

Co w takim razie może pomóc?

Wiara? Przecież wiara w cerkiew i wiara indywidualna nie jest tożsama. Może kultura?

 

Rosyjska kultura ma tyle do zaoferowania ?

Ocenimy to za dwadzieścia-trzydzieści lat, ale myślę, że problemem jest jakość kultury, jej banalność. Czasy sowieckie to czasy ponurej szarości w kulturze, z paroma wybijającymi się osobowościami, jak Wasilij Grossman, Michaił Bułhakow. Później ta szarość zmieniła się w banał, który ma udawać elitarność. Z tekstu znikają niedopowiedzenia, nawiązania, które czytelnik powinien chwytać z tekstu. Książki pisane są tak, aby zrozumiał je przeciętny obywatel.

 

Który z rosyjskich pisarzy wybija się na tym tle?

Ciężko wybrać tak na zawołanie. Podoba mi się bardzo książka Eduarda Koczergina „Lalka anioła”, ale bardziej lubię czytać zachodnią literaturę, Orhana Pomuka, Iana McEwana.

 

Nad czym teraz pani pracuje?

Właśnie czekam na wersję książkową powieści „Planeta Gribow”. Tym razem akcja dzieje się w czasach współczesnych, ale jej istotą jest przeszłość. To pseudomiłosna opowieść o tym, na ile historia i decyzje (nie tyle własne, co przeszłych pokoleń) mogą dogonić i zabić człowieka.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także