21 stycznia 2015

Fandorin Noir

Rewolucja zbliża się wielkimi krokami, a I wojna światowa właściwie już się zaczęła, a tymczasem w upalnym Baku słynny rosyjski detektyw Erast Pietrowicz Fandorin wplątuje się w gangsterskie porachunki i problemy świata filmu.

Boris Akunin uwielbia bawić się gatunkami literackimi. W cyklu o przygodach Fandorina dokonywał swoistego remiksu nie tylko klasycznych motywów powieści sensacyjnej i kryminalnej, ale także klasyki literatury, która uznawana jest za stojącą ponad gatunkami – choćby przepisując na nowo „Zbrodnię i karę” Dostojewskiego.
Tym razem trop ukryty jest, niezwykle niedbale, już w tytule – tak, „Czarne miasto” odsyła nie tylko do przedmieść Baku, gdzie wydobywa się w dość prymitywny sposób ropę naftową, ale również do kryminału noir. Klimaty niczym z Dashiella Hammetta czy Chandlera w Carskiej Rosji? Czemu nie, zwłaszcza, jeśli będzie to pastisz gatunku. Erast Pietrowicz i jego wierny sługa-przyjaciel Masa przybywają do stolicy rosyjskiego przemysłu naftowego ścigając nieuchwytnego terrorystę, który odważył się zastrzelić wysokiego carskiego oficera. Mimo żelaznej dyscypliny, zarówno fizycznej, jak i intelektualnej Fandorin ma już swoje lata i jest człowiekiem na swój sposób zgorzkniałym, czyli idealnie pasuje na bohatera czarnego kryminału.

Właściwie w książce można znaleźć wszystkie elementy, które obecne są w prozie autora „Długiego Pożegnania”. Miejscem akcji jest duże miasto, powstałe praktycznie z niczego i bardzo niedawno, pełne przepychu, luksusowych rezydencji, nie zawsze w dobrym guście, położone nad morzem, na terenach roponośnych. Ta charakterystyka pasuje równie dobrze do Los Angeles, jak do Baku. Główny bohater przemierza miasto nie tylko geograficznie, ale socjologicznie – w poprzek wszelkich warstw społecznych – od naftowych oligarchów, po muzułmańską społeczność i ludzi ulicy. A wszystko po to, by przekonać się, że bogaci i biedni, źli i dobrzy nie różnią się zbytnio między sobą. Czyż podobnych peregrynacji nie odbywał Philip Marlowe – z rezydencji milionerów, do podrzędnych moteli, gdzie często spotykał tych samych ludzi. Światem, który zgłębia bohater rządzi pieniądz, namiętności. Nikt nie jest tym za kogo się podaje, a jednocześnie każdy zna swoją cenę.

Akunin przenosi ponurą wizję upadku nowoczesnego społeczeństwa do samego początku XX wieku, niektórzy powiedzieliby, do najdalszego czasowo punktu, w którym możliwe jest zachowanie paralelności z klasyczną narracją noir. Są samochody, jest ropa, ale jest też „najważniejsza ze sztuk”, czyli kino – żona Fandorina rzuca teatr, by stać się wielką gwiazdą filmu niemego. Fandorin w wielu książkach posiada cechy, które można określić holmesowskimi – upodobanie do wynalazków, eksperymentów, biegłość w wielu pozornie niepotrzebnych sztukach.  W „Czarnym mieście” nabiera cech chandlerowskich. Jest traktowany jak ktoś z odchodzącej epoki, nieznający się na tym, co w tej chwili jest modne, mimo siły i twardości charakteru stale obrywający, manipulowany przez innych. Prowadzi to w konsekwencji do chandlerowskiego zakończenia, w którym mimo poznania prawdy, zresztą w sposób kompromitujący metodę dedukcji, główny bohater nic nie może zrobić, jest na to za słaby, może zadowolić się tylko moralnym zwycięstwem.

Jednocześnie tłem książki jest wielka polityka w przededniu Wielkiej Wojny (niejako przy okazji czytelnik dowiaduje się dlaczego musiała wybuchnąć). Oczywiście jest to wizja autora, ale naprawdę smakowita.

 

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także