15 lipca 2014

Parowozy i krasnoludy

Terry Pratchett przyzwyczaił swoich fanów, że potrafi pisać znakomite parodie wszelakich gatunków literackich, a przy okazji świetnie odmalowywać problemy współczesnego świata. Nie inaczej jest tym razem. Autor wykorzystuje modę na steampunk i tworzy steampunkowy świat dysku, który okazuje się o wiele bardziej skomplikowany i malowniczy, niż te tworzone z powagą i patosem.

 

Przez pustkę kosmosu płynie olbrzymi żółw, na nim stoją słonie, na słoniach leży wielki dysk, a na po dysku jedzie parowóz. Jeszcze kilka lat temu takie zdanie opisujące kolejną książkę Pratchetta byłoby nie do pomyślenia. Brytyjski pisarz kojarzył się bowiem przede wszystkim z pełnym humoru światem w stylu fantasy, zaludnionym przez magów, wiedźmy, bohaterów, krasnoludy, wampiry, smoki bagienne i setki innych osobników, których pojawienie się wywoływało salwy śmiechu u czytelnika. Zaawansowana technika w Świecie Dysku pojawiała się incydentalnie – jako anomalia czasoprzestrzenna, którą w większości przypadków należało pokonać, by rzeczywistość nie uległa rozpadowi. Jednak postępu nie da się powstrzymać, zwłaszcza gdy w wiejskiej szopie eksperymenty z parą rozpocznie Dick Simnel, chłopak, który wierzy w siłę suwaka logarytmicznego.

 

„Para w ruch” to kolejna książka, w której pojawia się genialny oszust Moist von Lipwig, człowiek obdarzony szczególnym darem – sama jego obecność, kilka uśmiechów i odpowiednio dobranych słów mogą sprawić, że pozornie niewykonalne przedsięwzięcie uda się bez problemu zrealizować. Tym razem takim przedsięwzięciem jest właśnie kolej parowa. Jednak kolej jest tylko pretekstem, bo tak naprawdę chodzi o ukazanie globalnej zmiany technologicznej i kulturowej, przekroczenie kolejnej fazy globalizacji. Wraz z pojawieniem się nowego wynalazku, pojawiają się nowi ludzie, nowe profesje, nowe sposoby spędzania wolnego czasu, ale także nowi oburzeni. Drugim obok kolejowego wątkiem przewodnim powieści jest bowiem ekstremizm religijny i terroryzm. Terrorystami okazują się najbardziej wierne tradycjom krasnoludy – zresztą są to postacie jakby stworzone do odgrywania tej roli – nieduże, brodate, wojownicze, ubierające się w taki sposób, żeby nie odróżnić ich płci, w dodatku bardzo wyczulone na swoim punkcie. Idealnie wpisują się w funkcjonujący na Zachodzie stereotyp islamskiego terrorysty.

 

Pratchett niespodziewanie okazuje się ukrywającym się pod maską prześmiewcy uczniem Marshalla McLuhana. Zmianę w sposobie komunikacji pokazuje przede wszystkim jako wielką zmianę kulturową zarówno na dobre, jak i na złe, a zamiast kolei czytelnik może sobie podstawić równie dobrze jakąś o wiele nowszą technologię – lotnictwo, internet, telewizję.

 

Pisarz, zmagający się z choroba Alzheimera naprawdę trzyma formę, choć wydaje się, że jego ostatnie książki stały się odrobine poważniejsze, co akurat w tym przypadku niekoniecznie stanowi zaletę. Pratchett już nie tylko bawi, ale chce uczyć.

 

Fani podgatunku literackiego jakim są historie ze Świata Dysku na pewno jednak będą mieć dużo przyjemności z lektury. W tym miejscu warto zaznaczyć pewien istotny szczegół – ci, którzy będą chcieli zacząć dopiero przygodę z Pratchettem, niestety nie będą mieć aż takiej zabawy i nie wszystko będą w stanie zrozumieć.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także