11 września 2013

Arcydzieło mniemane

Marketing książek to trudna dziedzina. Literatura mało kogo w mediach interesuje, Polacy niewiele czytają, a do tego, ponieważ mówimy o Kulturze przez duże „K”, o artystach i ich dziełach, trzeba bardzo ostrożnie dobierać słowa. Łatwo bowiem przekroczyć granicę absurdu.

header - MariuszC i Mysliwski

Piszę te słowa a propos wydanej właśnie powieści Wiesława Myśliwskiego, wydanej nakładem Znaku, który – a mówię to z pełnym przekonaniem z perspektywy kilkunastoletniej znajomości rynku książki – ma zdecydowanie najlepszy marketing w kraju. A jednak tym razem, granicę absurdu przekroczył, informując na okładce, że „Ostatnie rozdanie” to „kolejne powieściowe arcydzieło”.

 

Kim jest Wiesław Myśliwski wie każdy, kto w Polsce interesuje się literaturą. Jeśli chodzi o naszą prozę to dziś niekwestionowany numer 1, żywy klasyk, jedyny bodaj prawdziwy epik w kraju poetów. Jego „Kamień na kamieniu” i „Widnokrąg” należą do najlepszych polskich powieści XX wieku. Jest Myśliwski pisarzem, na którego książki się czeka i który literaturę traktuje serio, więc i my powinniśmy serio traktować Myśliwskiego.

 

Dlatego należy jego książki wnikliwie czytać i uczciwie oceniać. „Ostatnie rozdanie” nie jest arcydziełem, co najwyżej jest książką dobrze napisaną, z bardzo dobrymi fragmentami. Ale nie w tym rzecz. Chodzi o to, że nie da się zadekretować arcydzieła. Nie sposób założyć, że wielki pisarz, jakim niewątpliwie jest Myśliwski, będzie zawsze pisał arcydzieła. Wybitny artysta, jak każdy człowiek, ma prawo do pisania książek lepszych i gorszych. To, że już kiedyś napisał coś wielkiego nie znaczy, że tak będzie zawsze. Ba, nawet literacki Nobel nie gwarantuje, że twórca będzie już zawsze pisał arcydzieła.

 

Dlatego, jeśli dziś czytacie państwo w recenzjach, że „Ostatnie rozdanie” to arcydzieło, nie wierzcie. Po prostu polscy krytycy, nie mając własnego zdania, polegają na opinii specjalistów od marketingu. Arcydzieło to „work in progress”, książka staje się nim dzięki pokoleniom czytelników i historykom literatury, a na to potrzeba trochę czasu. Można zrozumieć zachwyty nad Myśliwskim, bo mamy w pamięci jego największe osiągnięcia, ale pamiętam że kiedyś pisano o „arcydziełach” Czesława Miłosza i Wisławy Szymborskiej, okadzając niekwestionowane wielkości bez względu na to, czy był powód, czy też nie. Tymczasem każda książka to oddzielna opowieść i to na niej się skupiamy podczas lektury, a nie na tym, co autor napisał kiedyś.

 

Literatura na ostro. Środa z Cieślikiem.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także