12 lipca 2013

Najbardziej przeceniani i niedoceniani polscy pisarze

Robert Pruszczyński przygotował ranking najbardziej przecenianych i niedocenianych polskich pisarzy współczesnych. Zapraszamy do lektury i zachęcamy do dyskusji.

PRZECENIANI

 

Jarosław Iwaszkiewicz

 

Trudna sprawa z Iwaszkiewiczem! Nie sposób mu odmówić pisarskiego talentu czy umiejętności przekładania filozofii na język literacki. Czy naprawdę jednak Iwaszkiewicz zasługuje na miano jednego z najlepszych polskich pisarzy? „Sława i chwała” nudzi niemiłosiernie (kto to „zmęczył” w całości, niech się przyzna!), składnia niektórych opowiadań zgrzyta niemiłosiernie, sporo wierszy trąci banałem… Iwaszkiewicz dostał „drugie życie” jako czołowy autor homoseksualny, ale czy z jego czarownych opowiadań coś ciekawego wynika? Chyba mało, bo kopiowanie schematów antycznych i ciągłe sublimowanie (mówiąc normalnie: owijanie w bawełnę) niczego świeżego nie wnosi.

 

Czesław Miłosz

 

Miłosz zastawił kilka sprytnych pułapek, które uniemożliwiają krytykę. Po pierwsze – pisał długo i dużo. Po drugie – jest laureatem Nagrody Nobla. Po trzecie – jest autorem podręcznikowym, o którym zawsze można westchnąć: „ach! popsuła recepcję, przecież on tyle dobrych rzeczy spłodził!”. Czytaniu Miłosza często towarzyszy tajemniczy głos nucący w naszych głowach: „ale to już było”. Narzekasz, drogi malkontencie? To nie znasz się na klasycyzmie, humanizmie, czyli mieleniu tego samego po raz tysięczny, abyśmy w hermeneutycznym kole upewnili się, że słońce wschodzi na wschodzie, a wszyscy jesteśmy ludźmi.

 

Jacek Dehnel

 

W przypadku Miłosza i Iwaszkiewicza mamy do czynienia z dobrymi pisarzami, którzy byli przeceniani, zagłaskiwani i wynoszeni na piedestał. Jacek Dehnel para się kilkoma fajnymi rzeczami: całkiem dobrze tłumaczy, wygrzebuje ze starej prasy artykuły-perełki i z wdziękiem nosi stare tużurki. Niestety, pisze również poezję i prozę. Cytując jeden z wierszy autora: „Te codzienne, conocne, te żmudne ćwiczenia”. Te słowne składaki, ech! Może mam uraz do tego autora po wieczorze spędzonym w towarzystwie pijanej nauczycielki (przedmiot: łacina), która po paru głębszych chuchała mi wyznaniem: „Czepiasz się Dehnela? To napisz coś jak on, nic twojego nie czytałam”.

 

 

Wisława Szymborska

 

Czy Wisława Szymborska była dobrą poetką? Pytanie obrazoburcze, bo wszyscy wiedzą, że była cudowna! Chociaż znają tylko wiersz o kocie i powtarzają maksymę „nic dwa razy się nie zdarza”. Szymborska była niezwykle czarującą postacią, idealną ciocio-babcią (babcia zwykle obciążona jest nudnymi wspomnieniami z odprowadzania do przedszkola i wmuszania szpinaku, cioteczne babki mają urok kolorowych ptaków!), zasnutą dymem papierosowym (za co ją kochamy), zakorzenioną w Krakowie (pośmiertnie wybaczamy), dowcipną i inteligentną. Oszczędna w słowach Szymborska czasem jest zbyt oszczędna, zbyt banalna i powtarzalna, co w kulturze blogów i ekonomii słowa jest wielką zaletą.

 

Krzysztof Kamil Baczyński

 

Przed laty dwoje poważnych literaturoznawców toczyło dyskusję, czy czynienie z Baczyńskiego wybitnego poety nie robi mu krzywdy. Naszym „dobrem narodowym” stał się młodziutki chłopak, maturzysta, dopiero wchodzący w świat poezji, miłości. Rozpisany powstaniec robi wrażenie ilością i gęstością wierszy. Gdyby pociąć jego wiersze, rozrzucić wersy i raz jeszcze poskładać w dowolnej kolejności, powstałyby nowe, równie wzniosłe i wzruszające utwory. Wszystko do wszystkiego pasuje, Baczyński to Osiecka okresu okupacji. Nie zapominajmy, że w grupie „Kolumbów” znajduje się nie mniej ciekawy Andrzej Trzebiński…

 

NIEDOCENIANI

 

Tadeusz Różewicz

 

Nie, nie oszalałem. Uważam Różewicza za pisarza niedocenionego, niedocenionego w skali światowej. Dlaczego Nobel ominął kogoś niezwykłego? Różewicz jest żywą (nadal otwartą!) historią polskiej literatury, debiutował prawie 70 lat temu! Autor „ Kartoteki” miał znaczący wpływ na dwa rodzaje literackie, odcisnął odcisnął piętno na polskim kinie autorskim (Różewicz jako scenarzysta filmów brata Stanisława). Mało? Faktycznie, lepiej napisać „Chłopów”. Oczywiście, od lat twórczość Różewicza nie ma już takiej mocy jak dawniej, ale słaba forma mistrza i tak zawsze jest czymś więcej niż dobra forma wyrobnika.

 

Ewa Lipska

 

Poetka, której nagrodami, stypendiami i wyróżnieniami można obdzielić niejeden dom kultury kipiący od grafomanów. Jej wiersze śpiewane były przez Skaldów, Grechutę, Turnaua. Autorka zmienna, poszukująca, ale obdarzona charakterystycznym stylem. Zamiast cenionej współcześnie wyrazistości ma po prostu talent i pracowitość, co chyba nie wystarczy, aby mocniej zaistnieć w świadomości czytelników czy nawet badaczy literatury. Wszyscy „młodzi i zdolni” deklarują, że są sobą, że są oryginalni, że unikają zaszufladkowania. Niestety, nie wiedzą, że dobrą alternatywą dla słabych tekstów jest próżnia.

 

Roman Jaworski

 

Najgorzej z trafieniem na literacki Olimp mają autorzy, tworzący groteskę. Zawsze trzeba usprawiedliwić ich „dziwactwa”, osadzić historycznie i naprawić deformacje. Legion polonistek zmienia drapieżnych „Szewców” Witkacego we flaki z olejem. Roman Jaworski, autor „Historii maniaków” i „Wesela Hrabiego Orgaza”, wykręca język na drugą stronę, programowo nie konstruuje ani jednego normalnego zdania. Brzydota, okrucieństwo, „haluny” – powinno chwytać, takie mamy przecież odjechane czasy, mamy Masłowską! Jaworski pisze książki, których przeczytanie wymaga nakładu pracy i uwagi. Większość czytelników i tak sięgnie po „McDusię” czy inną potworę, więc nieprędko „Historie maniaków” zagoszczą pod strzechami.

 

Manuela Gretkowska

 

Ludzie mówią, że Gretkowska jest pisarską beznadziejną. Tandeciara, która felietonistyczne popłuczyny zagęszcza do konsystencji fabuły. Kiedyś napisała kilka zgrabnych postmodernistycznych książeczek. Dopóki Manuela G. kreśliła groteskowe obrazy Francji, wybaczaliśmy jej złośliwe kąsanie, gdy jednak skupiła się na wadach i zaletach Polaków, taryfa ulgowa się skończyła. Piętą Achillesową Gretkowskiej są wątki damsko-męskie i metafizyczne wstawki, które mają usprawiedliwiać sceny solidnego rżnięcia, a ściągają pisarkę w niebezpieczne rejony spod znaku Andrzeja Żuławskiego. A co z „Polką”, „Europejką”, które oprócz ciekawej warstwy anegdotycznej, zawierają również dziwną konstrukcję Polki-inteligentki-kobiety, żyjącej na skraju kultur itd. Wszystko gówno?

 

 

Natasza Goerke

 

Natasza G. powinna być boginią! Kiedy 20 lat temu zaczynała pisać krótkie opowiadania (większość nie jest dłuższa niż ¾ strony), patrzono na nią jak na uroczą wariatkę. Żyjemy w czasach Facebooka, Twittera, smsów i czatów, kiedy organicznie przestajemy być zdolni do przeczytania „Anny Kareniny”, więc styl Goerke zrobił się bardzo en vogue. Natasza-emigrantka, wielokulturowa, poznańsko-niemiecko-buddyjska, nie je mięsa i medytuje; przewidziała cały ten komunikacyjny i językowy śmietnik, który nas oblepia, więc szkoda, że większości jej nazwisko kojarzy się z …, właściwie z niczym się nie kojarzy.

Książki, o których pisał autor