28 listopada 2013

Magia słów Ursuli Le Guin

Ursula Le Guin na opowiedzenie historii Geda i Tenar potrzebowała sześciu książek i trzydziestu lat życia. Polski czytelnik ma wreszcie okazję, by poznać tę epicką opowieść w całości, za jednym zamachem.

header - ULeGuin Ziemiomorze

Wyobraźnia o polskich korzeniach

 

Le Guin, flickrOsiemdziesięcioczteroletnia Ursula Kroeber Le Guin jest jedną z najpopularniejszych na świecie pisarek, opublikowała kilkadziesiąt książek – niektóre stanowią już dziś klasykę gatunku – wielokrotnie odbierała najważniejsze nagrody przyznawane twórcom fantastyki, a samo jej nazwisko brzmi jak z klasycznej powieści fantasy. Polscy miłośnicy jej twórczości podkreślają często jeszcze jedną ważną rzecz dotyczącą autorki „Ziemiomorza”, mianowicie jej nadwiślańskie korzenie.

 

Praprababką Ursuli Le Guin była Paulina Kraków, redaktorka pierwszego w Polsce pisma dla kobiet, „Pierwiosnka”, autorka dzieła pod tytułem „Nowa książka do nabożeństwa dla Polek”. Sama Le Guin swój związek z polskimi czytelnikami nazywa „długim i szczęśliwym”. Bardzo chwaliła sobie zawsze pracę tłumacza, Stanisława Barańczaka, który przełożył pierwszy tom „Ziemiomorza”, cieszyła się również z możliwości obcowania z wydawaną po angielsku prozą Stanisława Lema. Zresztą to właśnie Lem, mile zaskoczony świeżością jej pomysłów, na początku lat osiemdziesiątych zarekomendował krakowskiemu Wydawnictwu Literackiemu publikację „Czarnoksiężnika z Archipelagu”, od którego wszystko się zaczęło. O listach wymienianych z pisarką Lem wspomina choćby w wydanym niedawno tomie korespondencji pod tytułem „Sława i Fortuna”.

 

Trylogia w sześciu częściach

 

Le_Guin_EarthseaPierwszy tom cyklu „Ziemiomorze” ukazał się w roku 1968 jako „powieść dla młodzieży” i zawierał zamkniętą historię, która niekoniecznie musiała doczekać się kontynuacji. Po czterech latach pojawiła się jednak część druga, „Grobowce Atuanu”, a dwa lata później – „Najdalszy brzeg”, uznawany za domknięcie trylogii. Przez długi czas wszystko wskazywało na to, że Le Guin poprzestanie właśnie na tych trzech częściach. Po pewnym czasie okazało się jednak, że mieszkańcy Archipelagu domagają się następnych opowieści i Le Guin po raz kolejny wróciła do świata Geda i Tenar. W roku 1990, ku zdziwieniu czytelników, pisarka ogłosiła powieść, „Tehanu”, którą opatrzyła podtytułem: „Ostatnia księga Ziemiomorza”, ale i tym razem była to deklaracja przedwczesna. Jedenaście lat później ukazały się bowiem dwie kolejne części cyklu, powieść „Inny wiatr” i zbiór opowiadań „Opowieści z Ziemiomorza”, które ostatecznie domknęły historię pisaną przez ponad trzydzieści lat.

 

 

Moc słowa

 

Świat Ziemiomorza powstaje, gdy pradawny Segoy wymawia Pierwsze Słowo i wyciąga nim wyspy z prawód Morza Otwartego. Na świecie istnieje wtedy tylko jedna, skrzydlata rasa, która włada tak zwaną Prawdziwą Mową. Po pewnym czasie plemię ulega podziałowi, w efekcie czego tworzą się dwie odrębne rasy: smoki oraz ludzie. Ci ostatni tracą umiejętność posługiwania się Prawdziwą Mową. Okazuje się, że jednak nie wszyscy. Raz na jakiś czas rodzi się człowiek, który potrafi władać zapomnianym językiem. Osoba taka zostaje czarnoksiężnikiem. Jednym z nich jest wiejski pastuch, Ged, bohater pierwszego tomu „Ziemiomorza”.

 

Le_Guin_ZiemiomorzeChłopiec przypadkiem odkrywa w sobie moc i usiłuje zrobić z niej użytek. Pewnego razu broni mieszkańców swojej wioski, przekonując się, że za korzystanie z magii trzeba słono płacić (w kolejnych częściach cyklu autorka nie raz jeszcze przypomina o tym czytelnikom). Niedługo później zaczyna pobierać nauki u małomównego, spokojnego mistrza, Ogiona, który po pewnym czasie wysyła go na wyspę Rode, do szkoły dla przyszłych magów. Tak rozpoczyna się barwne życie człowieka, który w przyszłości zostanie Arcymagiem i jednym z najpotężniejszych czarnoksiężników w historii Archipelagu. Rzucany pomiędzy najdalszymi zakątkami poznanego świata, Ged mierzy się na kartach kolejnych tomów nie tylko z ucieleśnionym złem, ale przede wszystkim z dylematami, na które niełatwo znaleźć mu odpowiedzi. W drugim tomie cyklu poznajemy przyszłą towarzyszkę życia Geda, Tenar, a liczne przygody tej dwójki umożliwiają spojrzenie na fikcyjny świat z wielu perspektyw.

 

Magia na Ziemiomorzu to nie różdżki i cudowne wywary, ale słowa, które posiadają moc odmieniania rzeczywistości. Poznanie prawdziwej nazwy przedmiotu (lub imienia człowieka) oznacza zdobycie nad nim władzy, a największe niebezpieczeństwo stanowi to, co nienazwane. Zapytana, skąd pomysł na taką właśnie interpretację nadnaturalnej sfery Ziemiomorza, Ursula Le Guin zwróciła uwagę, że pisarz jest artystą zajmującym się słowem, więc to naturalne, że w nazywaniu rzeczywistości potrafi dostrzec magię.

 

Następne części cyklu – kierowane do coraz starszego odbiorcy – to przede wszystkim próby wyjaśnienia konstrukcji świata i człowieka. Le Guin postanowiła, że doświadczając swoich bohaterów i zmuszając ich do szybkiego wkraczania w dorosłość, nie odbierze im całkiem prostej radości życia. Ambitna literatura jest zwykle mroczna, posępna i, jak w prawdziwym życiu, brak w niej happy endów, jednak Le Guin sprzeciwia się takiemu pojmowaniu pisarskiej sztuki – chciałaby, żeby rzetelny autor mógł dać czytelnikowi choćby odrobinę nadziei. „Czy pisarze są wyłącznie od tego, żeby w imię szczerości straszyć czytelnika i wpędzać go w depresję?”, pytała w jednym z wywiadów. „Czy nie możemy równie dobrze dać mu czegoś prawdziwego, ale jednocześnie pocieszającego?”

 

Urok bezczynności

 

Pomysł, od którego wszystko się zaczęło, nie powstał wcale w głowie Ursuli Le Guin. Pisarce podsunął go jej wydawca, ponieważ potrzebował akurat książki dla młodszego czytelnika. Le Guin, która nigdy wcześniej nie próbowała sił w tego rodzaju literaturze, postanowiła, że zmierzy się z wyzwaniem. Po rozmowie z wydawcą wróciła do domu i wymyśliła podstawy świata, na którym oparła później jeden z najpopularniejszych cyklów fantasy wszech czasów.

 

Ale co tak naprawdę sprawia, że „Ziemiomorze” to dzieło ponadczasowe, czytane po trzydziestu latach zarówno przez młodych jak i tych, którzy z historiami o smokach i magii od dawna nie mają już nic wspólnego?

 

W wywiadzie dla „The Guardian” pisarka wyjaśniła, że u podstaw jednej z jej powieści znalazło się następujące założenie: „jeśli coś jest zepsute, a ty nie wiesz, jak to naprawić, lepiej w ogóle się za to naprawianie nie zabieraj”. W „Najdalszym brzegu”, trzecim tomie dzieła, podobne przekonanie wyraża główny bohater: „Ludziom znacznie łatwiej przychodzi działanie niż powstrzymywanie się od niego. Nadal będziemy czynić dobro i zło… Jednakże gdyby na tronie w Havnorze zasiadł król i jak za dawnych czasów poprosił o radę maga, a ja byłbym owym magiem, rzekłbym mu: Panie mój, nie rób nic dlatego, że jest to słuszne, godne pochwały lub uznania. Nie rób nic, nawet jeśli sądzisz, że wyniknie z tego dobro. Czyń tylko to, czego naprawdę nie zdołasz uniknąć”. Dewiza ta funkcjonuje w całym Ziemiomorzu i to właśnie ona sprawia, że opowieści Le Guin charakteryzują się specyficznym ciepłem, do którego chce się wracać. Ratunek dla rozpędzonego świata Le Guin widzi w harmonii i spokoju. Przekonanie to przesiąka też powoli do głowy czytelnika. Po lekturze tych blisko tysiąca stron ma się ochotę usiąść w zimowy wieczór pod kocem i pozwolić, by wszystko wokół zwolniło.

 

Przeżyjmy to jeszcze raz

 

W tym szczególnym wypadku trudno nie pochylić się nad oprawą graficzną książki. Pierwsze w Polsce zbiorcze wydanie wszystkich tekstów wchodzących w skład cyklu robi duże wrażenie. Te prawie tysiąc stron zamknięte w sztywnej okładce i opatrzone znakomitą szatą graficzną w wykonaniu Piotra Cieślińskiego, to jedna z najładniejszych książek, jakie w tym roku ukazały się na rynku.

 

Ci, którzy nie mieli jeszcze okazji odwiedzić Ziemiomorza, otrzymują wyjątkową sposobność, by teraz to nadrobić, natomiast dla osób, które w świecie Geda i Tenar spędziły już wiele godzin, nowa edycja książki może okazać się zachętą, by przeżyć wielką przygodę raz jeszcze. Nadchodzą w końcu długie zimowe wieczory. Doskonała okazja, żeby trochę zwolnić.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także