13 maja 2013

Odyseusz w wielkim mieście

Psychiatra orzekł, że Hilary Mantel cierpi na nienaturalną dla kobiety przypadłość – nadmierną ambicję. Lepszym lekarstwem od przepisanych przez niego antydepresantów okazały się dwie nagrody Bookera oraz miejsce wśród stu najbardziej wpływowych ludzi na świecie według magazynu „Time”. Tę znakomitą kurację pisarka zawdzięcza sobie i Thomasowi Cromwellowi. Doradca króla Henryka VIII powrócił zza grobu, by zapewnić Mantel sławę i chwałę.

Hilary i Thomas

 

Nikt nie wspomina zbyt dobrze szkoły, a już szczególnie szkoły katolickiej. Nie dziwi więc, że absolwentka przyklasztornej placówki edukacyjnej zafascynowała się człowiekiem, który zamykał klasztory zawodowo. Hilary z Thomasem łączy o wiele więcej. Oboje wiele podróżowali: Mantel mieszkała w Botswanie i Arabii Saudyjskiej, Cromwell walczył na ziemi francuskiej, handlował z Hiszpanami, gotował dla włoskich bankierów. Oboje pragmatycznie traktują instytucję małżeństwa: doradca Henryka VIII potrafił unieważnić każdy związek, pisarka rozwiodła się z mężem, gdy wyszło na jaw, że nie może mieć dzieci, następnie wyszła za niego powtórnie przed wyjazdem do krajów arabskich. Oboje – Mantel i Cromwell – wytrwale dążyli na szczyt, by zdobyć go w wieku dojrzałym. Pozostaje mieć nadzieję, że autorka „W komnatach Wolf Hall” nie podzieli smutnego końca swojego bohatera.

 

Dramat

 

O historii można pisać w różny sposób: epicko jak Homer, dramatycznie jak Szekspir, łotrzykowsko i romansowo jak Sienkiewicz. Ta ostatni forma zdecydowanie dominuje na księgarskich półkach. Pomimo popularności romansu historycznego do rąk czytelnika od czasu do czasu trafia dzieło wybitne i oryginalne. Na naszym gruncie był to „Faraon” Prusa – genialna powieść filozoficzno-intelektualna. Literatura brytyjska może za to poszczycić się książką „Ja, Klaudiusz” Roberta Gravesa łączącą traktat o władzy z powieścią psychologiczną. Mantel w trylogii o Cromwellu sprytnie żongluje różnymi tradycjami powieści historycznej – mamy tu i błyskotliwy portret psychologiczny, i mechanizmy rządzenia państwem, i intelektualne pojedynki złotoustych mistrzów renesansu. Główny urok powieści tkwi jednak w formie. Mantel to nieodrodna córa Szekspira. Zarówno „W komnatach Wolf Hall”, jak i „Na szafocie” mają strukturę dramatu. Kolejne sceny odgrywane są w komnatach zamków i londyńskich domostw przez najlepszych aktorów epoki. Dialogi są wartkie jak nurt Tamizy, cieszą ucho melodyjnością i sarkastycznym humorem. Takich kwestii nie znajdziemy w żadnej innej literaturze poza anglosaską.

 

Anamorfoza

 

W 2009 roku Anglicy hucznie obchodzili 500 rocznicę koronacji Henryka VIII. Można było pomuzykować w starym stylu, zapolować z sokołem czy postrzelać z ukochanego przez tłustego Tudora łuku. Przemysł filmowy również nie przegapił swojej szansy. Ze wszystkich ekranów kinowych patrzyły na nas piękne oczy Anny Boleyn, a po powrocie do domu mogliśmy ugasić głód dworskich intryg, śledząc przed telewizorem losy „Dynastii Tudorów”. Klątwa nadmiaru u niektórych zrodziła boleynofobię, sam widok litery „B” przyprawiać mógł o torsje. Jak w takich warunkach Hilary Mantel udało się odnieść sukces z kolejną opowieścią o grzesznych igraszkach Henryka VIII? To czar anamorfozy. Cichym bohaterem pierwszej części trylogii jest malarz Hans Holbein. Przez kilkaset stron nie może ukończyć portretu Cromwella, pracuje bowiem nad obrazem przedstawiającym ambasadora de Dinteville’a. „Ambasadorowie” – bo taki tytuł nosi ukończone dzieło – do historii przejdą jako podręcznikowy przykład anamorfozy. Gdy stoimy na wprost obrazu, widzimy dwóch strojnie ubranych szlachciców i ich atrybuty – globus, cytrę, utensylia matematyczne. Gdy jednak spojrzymy na płótno pod innym kątem, naszym oczom ukaże się wielka czaszka – symbol śmierci. Na tym właśnie polega sztuka anamorfozy: na przyjęciu dziwacznej perspektywy. Sztukę tę w stopniu mistrzowskim opanowała Hilary Mantel. Najpierw sama spojrzała na epokę Tudorów pod nietypowym kątem – Cromwell w końcu do historii przeszedł raczej jako chciwy brutal, niż budzący sympatię, diablo sprytny dyplomata. Następnie stworzyła postać, która nie tylko zwinnie zmienia perspektywę patrzenia, ale i sama z lubością deformuje rzeczywistość.

 

Utopia

 

Każdy dramat rozpoczyna się od konfliktu. „W komnatach Wolf Hall” to historia pięcia się Cromwella na sam szczyt. Wśród jego licznych wrogów na plan pierwszy wysuwa się Tomasz Morus. Przyobleczony we włosiennicę autor „Utopii” z chłodnym uśmiechem pali na stosie kolejnych zwolenników reformacji, niszczy przyjaciół Cromwella. To starcie dwóch światopoglądów – fanatycznie idealistycznego z pragmatycznym. Sympatia czytelnika lokuje się oczywiście po stronie Cromwella. To jego dom przy Austin Friars otwarty na włóczęgów, biedaków i wdowy przypomina bardziej Utopię niż morusowskie Chelsea, w którym dzień zaczyna się od rutynowego biczowania.

 

Machiavelli

 

„Na szafocie” przedstawia złoty okres w życiu królewskiego doradcy. Doszedł już do władzy i krok po kroku realizuje swoje niecne ewangelickie plany. Nie dziwi więc, że w tle powieści przewija się motyw „Księcia” Machiavellego. Cromwella naturalnie śmieszy prostota i naiwność mrocznych porad swojego włoskiego kolegi po fachu. Chciałby „Księcia” ulepszyć albo napisać własne dzieło na podobny temat. Jednak nie starcza mu czasu. Oto ułamek z tego, co mogłoby się pojawić w książce, której Cromwell nie zdążył napisać.

 

O sobie samym:

„Wskaż kopiec, a znajdziesz mnie na jego szczycie.”

„W moich żyłach płynie miłosierdzie, które czasem się ze mnie wylewa” – po udostępnieniu córce Morusa jego odciętej głowy.

 

O gładkiej wymowie:

„Są środki tak subtelne, że potrafią zmienić znaczenie w pół wersu, w sylabie, w pauzie czy średniówce.”

 

O paznokciach świętego Edmunda:

„Nieszczęśnik musiałby mieć z pół tysiąca palców.”

 

Rady ojcowskie:

„Bądź przezorny i nie zadawaj się z ladacznicami. Nie wolno Ci złapać francuskiej choroby, co przytrafiło się Walezjuszowi. Poza tym dobrze jest wiedzieć, ze dziecko, które jakaś ci urodzi, jest twoje, a nie innego mężczyzny.”

 

O zakonnikach:

„Zakonnicy twierdzą, że wiodą święte życie, cóż jednak świętego jest we wzajemnym macaniu się po jajach?”

 

Odyseusz

 

Trudno nie lubić Tomasza Cromwella. Ma wszystko, o czym marzą mieszkańcy wielkich miast: władzę, pieniądze, niewyczerpany zapas ironii, gust i inteligencję godną Cycerona. Tomasz Cromwell je najwykwintniejsze potrawy, kupuje najznakomitsze wyroby i najdostojniejszych ludzi. Tomasz Cromwell żyje. To nowy Odyseusz. Nadmieszczanin. Może robić dobre rzeczy, robiąc złe rzeczy. Pozbawiając Morusa głowy, chroni reformatorów. Nagabując niczym alfons Henrykowi kolejne dwórki do alkowy, dba o mądrego i sprawiedliwego monarchę. Sprytem, nie orężem, zwycięża wysoko urodzonych Don Kichotów. Osiąga wszystko, czego zapragnie – wsłuchuje się w syreni śpiew sukcesu, nie tonąc. Przynajmniej póki co…

 

Mantel a sprawa polska

 

Na ostatnią część trylogii przyjdzie nam poczekać do 2015 roku. Czas pokaże, czy Mantel zasłuży sobie na trzeciego Bookera. Tymczasem autorka pracuje równocześnie nad książką o dramatopisarce i morfinistce Stanisławie Przybyszewskiej. Jeśli uda jej się stworzyć rzecz na miarę „Na szafocie”, możemy dostać najlepszą „polską” powieść od lat!

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także