27 października 2014

Potęga narracji

Jacek Dehnel już swoimi pierwszymi utworami udowodnił, że jest artystą, któremu należy się bacznie przyglądać. Jego debiutancki tomik poezji „Żywoty równoległe” przyciągnął uwagę Czesława Miłosza i został uhonorowany nagrodą imienia Kościelskich, jednak swoją pozycję na polskim rynku wydawniczym Dehnel umocnił dzięki powieściom. Wydana 2006 roku „Lala”, najbardziej osobista książka autora, przyniosła młodemu twórcy Paszport „Polityki” i nominację do Nagrody Angelusa. W „Matce Makrynie” znajdziemy wszystkie charakterystyczne dla twórczości błyskotliwego prozaika cechy – wrażliwość, ogromną wiedzę, a także rzadką umiejętność zabawy literackimi stylami i językiem. Najnowsza powieść Dehnela wciąga i hipnotyzuje.

header - DehnelJacek

Makryna Mieczysławska to jedna z najciekawszych postaci w historii Polski pierwszej połowy XIX wieku. Była ona przełożoną sióstr bazylianek w Mińsku, gdzie władze rosyjskie poddały unitów, którzy nie zgodzili się przejść na prawosławie, ostrym represjom. Przez siedem lat wszystkie bazylianki cierpiały największe upokorzenia, były bite, głodzone, pławione w rzece i zmuszane do ciężkich prac fizycznych. Większość sióstr zmarła z wycieńczenia, ale Makrynie udało się uciec i po długiej tułaczce dotrzeć do Paryża. Tam opowiedziała swą historię. Dowodem na jej prawdziwość było pokryte bliznami ciało, co wstrząsnęło środowiskiem polskiej emigracji – wydano wspomnienia Makryny i zaczęto otaczać ją czcią godną świętej męczennicy, co widać wyraźnie w poemacie Słowackiego „Rozmowa z Matką Makryną Mieczysławską”. To właśnie siostra zakonna miała wpłynąć na Mickiewicza, który pozostawał wówczas pod mocnym wpływem Towiańskiego. Dzięki wstawiennictwu księdza Jełowieckiego Makryna spotkała się z papieżem, aby po raz kolejny opowiedzieć o swych cierpieniach. Jełowiecki przyczynił się również w dużej mierze do wybudowania domu zakonnego bazylianek, w którym Makryna miała zostać przełożoną.

Mieczysławska zmarła w 1869 roku, kiedy wydawało się, że zainteresowanie jej osobą zupełnie wygasło. Czternaście lat później ukazały się jednak pamiętniki Józefa Siemaszki – biskupa, który zgodnie z relacją Makryny miał znęcać się nad bazyliankami – potwierdzające wcześniejsze pogłoski o oszustwie Mieczysławskiej, ponieważ jeszcze przed pierwszą wizytą u papieża dopatrzono się rażących nieścisłości w opowiadanej przez nią historii, ustalono nawet, że klasztor w Mińsku nie istniał.

Tropem badań zniesławionego przez Makrynę Siemaszki podążył ks. Jan Urban, który dotarł do informacji o jej prawdziwym pochodzeniu – nazywała się Wińczowa, a po śmierci męża, który był rosyjskim wojskowym, pracowała jako świecka kucharka w klasztorze wileńskich benedyktynek i nigdy nie złożyła ślubów zakonnych. Na podstawie broszury wydanej przez ks. Urbana powstała sztuka Antoniego Waśkowskiego ukazująca Makrynę w zupełnie innym świetle niż zrobił to Słowacki, a nieco później Wyspiański umieścił zakonnicę-oszustkę w „Legionie”.

Na tych i wielu innych tekstach źródłowych bazował Jacek Dehnel tworząc swą powieść, zbudowaną z dwóch przeplatających się monologów Makryny spisanych w formie spowiedzi. Pierwszy monolog dotyczy wspomnianych wyżej wydarzeń, drugi, znacznie obszerniejszy, opowiada o tym, jak naprawdę mogło wyglądać życie Makryny oraz co spowodowało, że została uznana za jedną z największych hochsztaplerek religijnych swoich czasów. Dzięki temu z powieści Dehnela wyłania się niezwykle ciekawy portret psychologiczny prostej kobiety mającej na swych usługach dostojników kościelnych oraz polską inteligencję. Osobowość Makryny i przyświecające jej działaniom intencje znajdują odbicie przede wszystkim w języku.

Dehnel w swoich wcześniejszych dziełach wielokrotnie udowadniał, że z narracją radzi sobie bardzo dobrze”, ale w „Matce Makrynie” widać wyraźnie jak bardzo rozwinął się na tym polu. Historia trzyma czytelnika w napięciu i hipnotyzuje do tego stopnia, że po pewnym czasie tekst przestaje być tylko tekstem, a staje się prawdziwą opowieścią snutą przez Makrynę w zakonnej celi. Poddajemy się pasji z jaką Mieczysławska opowiada o swych cierpieniach, wiedząc jednocześnie, że musi zachować czujność, ponieważ to, co pozostaje niedopowiedziane lub zupełnie pominięte milczeniem ma dla historii równie duże – jeśli nie większe – znaczenie niż żale starej kobiety głęboko przekonanej o swej krzywdzie. To właśnie dzięki językowym subtelnościom widać jak płynne jest granica między prawdą a kłamstwem, jak różnorodnie można interpretować fakty w zależności od tego, co zamierzamy dzięki nim zyskać, i jak podatni bywają ludzie na to, co chcą usłyszeć. Siłę opowieści potęguje również stylizacja na prozę XIX-wieczną i archaiczne słownictwo doskonale oddające ducha tamtych czasów.

Jackowi Dehnelowi udało się połączyć w spójną całość dwa skrajne wizerunki Mieczysławskiej – świętej męczennicy i wyrachowanej oszustki. Dzięki narracyjnemu wyrafinowaniu otrzymujemy zaś najlepszą w dorobku wciąż młodego prozaika powieść. Jeśli Dehnel będzie rozwijał swój talent w tym tempie, narzekania na brak dobrze opowiedzianych historii przez polskich prozaików będzie trzeba w końcu odłożyć do lamusa.

***

Zapraszamy również do obejrzenia „Młodej Polskiej Prozy” z Jackiem Dehnelem w roli głównej.

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także