25 maja 2015

Zmiany w krajobrazie

Najpierw nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Klikałem jak szalony w tę i z powrotem i nic! Ani jednego! Pomyślałem, że to musi być jakaś pomyłka i postanowiłem sprawdzić raz jeszcze.

Krzysztof Racoń / BZ WBK Press Photo

Krzysztof Racoń / BZ WBK Press Photo

 

Zadzwoniłem nawet do znajomego by potwierdził moje odkrycie. Też nie mógł uwierzyć. Skończyła się pewna epoka. Oto bowiem ogłoszono wyniki dwóch najważniejszych polskich konkursów fotografii prasowej – Grand Press Photo  i BZ WBK Press Photo. I wśród nagrodzonych zdjęć nie było żadnych tematycznych evergreenów, które przez całe lata na tych konkursach dominowały. Ich lista nie jest długa – należą do nich: Kalwaria Zebrzydowska, Święta Góra Grabarka, złomiarze, targ koni w podradomskim Skaryszewie, zjazd Żydów w Lelowie, wypalanie węgla drzewnego w Bieszczadach, procesja w Lipinach na Śląsku i biedaszyby w Wałbrzychu. Całymi latami zgraje fotografów zajeżdżały te tematy do nieprzytomności. To zrozumiałe bo każdy z nich oferował dość łatwy dostęp do rzeczywistości efektownej i egzotycznej, a przez to bardzo fotogenicznej. W samym ich fotografowaniu nie ma nic złego, tego rodzaju wydarzenia są zresztą świetną okazją do tego by się nieco z fachem otrzaskać.

Nie rozumiałem jednak jak to możliwe, że przez lata kolejne jury obu konkursów nagradzały tego typu fotoreportaże. Czego nowego możemy dowiedzieć się o Polsce i świecie z pięćdziesiątego czarno-białego fotoreportażu o lelowskich Żydach? Nie mam zielonego pojęcia, ale trochę współczułem kolegom, którzy postanawiali tam jechać by pokazać to „ze swojej perspektywy”. Zwykle była ona inna od tej, którą jakiś fotograf zaprezentował rok temu, ale całkiem podobna  czy wręcz identyczna z tym co pokazano pięć lat wcześniej.

Czasami dochodziło wręcz do sytuacji kuriozalnych. W 2010 roku dwóch związanych ze Śląskiem fotografów – Aleksander Prugar oraz Bartek Wrześniowski zarzuciło trzeciemu – Robertowi Wiąckowi zbyt silne inspirowanie się ich dokonaniami. Wiącek został akurat nagrodzony za swoje prace w BZ WBK Press Photo. Zdobył w nim dwie nagrody – pierwszą w kategorii Cywilizacja za fotoreportaż  z procesji Bożego Ciała w Lipinach i trzecią w kategorii Społeczeństwo za materiał o śląskich złomiarzach. Prugar i Wrześniowski odkryli w zdjęciach Wiącka kadry bliźniaczo podobne do swoich zdjęć oraz fotografii Ireneusza Drożańskiego. Napisali więc otwarty list, dość szeroko komentowany w środowisku polskich fotografów prasowych. Zaapelowali w nim o rozpoczęcie rzeczowej dyskusji nad granicą między inspiracją, a plagiatem.

Sam Wiącek odpierał zarzuty tłumacząc, że fotografowanie tego samego tematu, nie oznacza splagiatowania innych twórców, a podobieństwo kadrów jest w wielu sytuacjach po prostu nieuniknione.

Sprawa podzieliła na moment środowisko. Część uznała, że Wiącek przekroczył granicę inspiracji, inni wskazywali, że nawet zdjęcia Prugara czy Wrześniowskiego nawiązują do wcześniejszych fotografii, robionych choćby na początku lat dziewięćdziesiątych.

Znana była też historia innego fotografa – niezwykle utytułowanego i szanowanego Tomasza Tomaszewskiego, który również fotografował w Lipinach. Gdy za swoje zdjęcie otrzymał nagrodę pojawiły się informacje, że fotografia przedstawiająca dziewczynki rozrzucające kwiatki pod jednym z ulicznych ołtarzy była ustawiona. Scena miała się wydarzyć już po zakończeniu procesji, a Tomaszewski miał prosić dziewczynki by nieco tymi kwiatkami jeszcze porzucały.

Jury kolejnych edycji konkursów tego typu historiami pozostawało jednak nieporuszone. I z uporem maniaka nagradzały kolejne odsłony fotograficznych hitów, które już wszyscy znamy.

Dlatego z drżeniem serca wyczekiwałem tegorocznych wyników. I stąd moje zdziwienie gdy odkryłem, że nic z tamtych szlagierów nie zyskało uznania w oczach jurorów. Co więcej, okazuje się, że odcięci od redakcji fotografowie podejmują coraz ciekawsze i ważniejsze tematy. Dość dobrze jak na bliskość i możliwości Polski mamy w tych konkursach obfotografowaną Ukrainę i toczącą się tam wojnę. Sporadycznie pojawiają się tematy ze scen innych konfliktów (z Syrią na czele – fotografia Macieja Moskwy z obozu syryjskich uchodźców stała się Zdjęciem Roku Grand Press Photo).

Co jednak najbardziej zwróciło moją uwagę, to dość duża reprezentacja fotografii traktujących o zmianach w polskim pejzażu. Trudno mówić jeszcze o ich wysypie, ale z pewnością jest to wątek, który w tym roku zyskał na znaczeniu.

W obu konkursach nagrodzony został na przykład cykl uznanego, śląskiego fotoreportera Arkadiusza Goli, który sfotografował krajobrazy pokopalnianych hałd. Gola znany jest przede wszystkich z klasycznego fotoreportażu, tutaj jednak niemal całkowicie zrezygnował z obecności żywych ludzi w kadrze. Arcyciekawy jest też cykl Krzysztofa Zająca z Kielc, który postanowił udokumentować przemiany modernizowanego na potęgę krajobrazu miejskiego. Jego fotografie (II nagroda w kategorii „Środowisko” Grand Press Photo) aż pękają od nagromadzenia ekranów akustycznych, barierek i innych elementów infrastruktury drogowej, które umówmy się, piękna naszym miastom nie przydają. Za cykl o samych ekranach stojących przy polskich drogach Zając otrzymał zresztą także nagrodę w kategorii „Przyroda” konkursu BZ WBK Press Photo.Nagrodę otrzymało też zdjęcie Rafała Siderskiego przedstawiającego sztuczne drzewo sklecone z drewnianych płyt i postawione w miejscu wycinki prawdziwego drzewa.

Krzysztof Racoń / BZ WBK Press Photo

Krzysztof Racoń / BZ WBK Press Photo

 

Dla mnie jednak największym tegorocznym hitem, który tylko chyba ze względu na niszowy temat nie mógł dostać żadnej wyższej nagrody jest cykl Krzysztofa Raconia o zanikaniu (na skutek zamulania) dwóch małopolskich jezior – Rożnowskiego i Czchowskiego. To bardzo subtelne, spokojne, ale jednocześnie poruszające fotografie, które w doskonale poetycki sposób opowiadają o stopniowej i przez to dla wielu niewidocznej przemianie krajobrazu. Właśnie od tego mamy fotografów. Mają dostrzegać coś, czego inni nie widzą bo nie  mają czasu patrzeć.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także