24 lutego 2014

HollyŁódź

Łódzka Wytwórnia Filmów Fabularnych dorobiła się wreszcie biografii. To tu narodziła się polska kinematografia. To na Łąkowej pierwsze kroki na wielkim ekranie stawiali tacy artyści jak Andrzej Munk, Janusz Morgenstern, Andrzej Wajda, Kazimierz Kutz, Krzysztof Kieślowski, Juliusz Machulski czy Roman Polański. Od końca drugiej wojny światowej aż po czasy najnowsze kręcono tu jedne z najważniejszych filmów polskich – żeby nie powiedzieć, że wszystkie naprawdę ważne.

 

Stanisław Zawiśliński we współpracy z Tadeuszem Wijatą stworzyli niepowtarzalny album o Łąkowej 29. Album wyjątkowy nie tylko ze względu na to, że pierwszy i jedyny dotyczący wytwórni, ale i dlatego, że zebrano w nim materiały archiwalne i fotografie. Na publikację składa się przede wszystkim wielogłos postaci tworzących to niezwykłe miejsce, dzięki czemu staje się ona prawdziwie żywą opowieścią o polskiej kinematografii. To świetnym podręcznikiem czy też przewodnik po historii naszego kina. Książka pełna jest przepięknych zdjęć, skanów archiwalnych dokumentów oraz przeróżnych wspomnień, między innymi takich postaci, jak Allan Starski, Jerzy Rutowicz, Stefania Koprowicz, Danuta Szaflarska, Alina Jankowska, Jarzy Hoffmann, Wojciech Wójcicki, Jerzy Kawalerowicz, Andrzej Sołtysik. Relacje zdają tu reżyserzy, scenarzyści, operatorzy, dźwiękowcy, aktorzy i ich rodziny… Zdradzają tajniki swojej współpracy, ale i opisują życie codzienne filmowej Łodzi.

 

Autorzy skupiają się nie tylko na wspomnieniach wybitnych postaci. Pokazują także warunki, w jakich w Łodzi pracowano. Tuż po wojnie, a także w okresie socrealizmu i stanu wojennego większość urządzeń, materiałów czy zwykłych produktów była po prostu niedostępna. Trudna sytuacja społeczno-polityczna i ekonomiczna wymuszała na artystach kreatywność. Jak bowiem nakręcić „Kanał” w 1956 roku bez możliwości kręcenia w prawdziwych kanałach? Jak stworzyć 300-400 metrów żywopłotu do „Akademii Pana Kleksa”, kiedy nie było w Polsce fabryki, która mogłaby wyprodukować sztuczne liście? Dla Łódzkiej Wytwórni nie było przeszkód nie do przebycia. W najtrudniejszych latach zadziwiała swoją innowacyjnością nawet zachodnich twórców, a w 2002 roku zachwyciła chociażby Davida Lyncha, który chciał nawet stworzyć studio filmowe w łódzkiej elektrowni.

 

„Fabryka snów” to część wieloletniego projektu odnowy terenów Wytwórni Filmów Fabularnych w Łodzi. Mimo że można odnieść wrażenie, iż publikacja jest również wielką, pięknie ubraną reklamą Grupy TOYA, to cieszy sam fakt, że znalazły się środki na jej powstanie, i że po kilku dekadach udało się wydobyć zapomniane anegdoty i historie, które wiążą się z tym miejscem.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także