22 października 2012

Na tropach historii

Jeden duet, trzy wspólnie napisane reportaże – opowieści o przeszłości i o tym jak wielka historia wpłynęła na losy jednostek. Bez niepotrzebnego ubarwiania, upiększania czy moralizowania. Bez odautorskich komentarzy i narzucania czytelnikowi własnej interpretacji. Pollack i Ransmayr piszą oszczędnie, wnikliwie i z dużym szacunkiem dla czytelnika, któremu pozostawiają trud wyciągnięcia wniosków z opowiadanych przez siebie historii.

 

Pierwsza opowieść pochodzi z Mucznego. Autorzy przybyli tu, by w bieszczadzkich górach (na południowo-wschodnim krańcu Polski, niedaleko ukraińskiej granicy) odnaleźć resztki zniszczonych osad. Odnaleźć ślady mieszkających tu kiedyś Ukraińców, Łemków i Bojków, którzy w 1947 roku zostali zmuszeni do opuszczenia swoich domów i przeniesienia się na północ i zachód Polski. Pollack i Ransmayr kierują się starą mapą, ukazującą jeszcze łemkowskie i bojkowskie wsie. Podczas jednej z wypraw spotykają Bojka Wasyla Borsuka i poznają jego przeszłość. Jak się później okazuje, reszta mieszkańców tamtych rejonów pamięta opowiedzianą przez niego historię nieco inaczej.

 

Drugi reportaż opowiada o losach Otto Schimka, austriackiego żołnierza rozstrzelanego w 1944 roku przez pluton egzekucyjny Wehrmachtu, ponieważ – jak głosi napis na jego nagrobku – nie chciał strzelać do polskiej ludności. Jego grób w Machowej był swego czasu częstym obiektem pielgrzymek, do czego przyczyniły się między innymi wydarzenia w komunistycznej Polsce. O Schimku powstało wiele opowiadań, każdy zna inną prawdę na jego temat, a „to, co było naprawdę, nie ma żadnego znaczenia. Liczy się jedynie mit, rzeczywistość nic nie znaczy”.

 

Trzeci z tekstów to snuta powoli opowieść Szymona Lublinera – Żyda pochodzącego z Zamościa, który powraca pamięcią do wydarzeń z 1968 roku, kiedy to państwo polskie zmusiło go do zrezygnowania z polskiego obywatelstwa i wyjazdu do Izraela („Izrael! Ale ja przecież nie chciałem wyjeżdżać ani do Izraela, ani gdzie indziej. Chciałem zostać w Polsce. Byłem przecież Polakiem”). W rezultacie trafia do Wiednia, gdzie próbuje wraz z żoną i małym dzieckiem ułożyć sobie na nowo życie. Lubliner opowiada też o swoim synu – Leonie a z jego narracji wyłania się obraz dwóch różnych pokoleń, dwóch różnych światopoglądów. Leon w przeciwieństwie do ojca nie interesuje się Polską, nie lubi czytać po polsku. Nauczył się natomiast hebrajskiego i – inaczej niż ojciec – do Izraela chciałby się wybrać.

 

„Pogromca wilków…” to trzy literackie śledztwa, z których zdaje się płynąć jeden wniosek: nie jesteśmy tym, kim myślimy, że jesteśmy. Przeciwnie: istniejemy tak, jak widzą nas inni. A może i to ułuda? Może w cudzym spojrzeniu, zamiast naszej własnej, przegląda się jakaś obca twarz? Historie Borsuka, Schimka i Lublinera pokazują, że między indywidualnym poczuciem prawdy, a prawdą, w którą każą nam wierzyć, rozciąga się niekiedy przepaść. Historia zaś, wbrew temu, co głosi popularne powiedzenie, nikogo nie osądza i nikomu nie przyznaje racji. Zupełnie jak Pollack i Ransmayr.

Książki, o których pisał autor