22 maja 2013

Zdeptani i poniżeni

Widziałam spojrzenia pełne pogardy, jakimi Aborygeni byli obdarzani w autobusach. Wysłuchałam tyrad, o tym, jak bardzo są źli i głupi. Australia pełna jest takich uprzedzeń. Jeśli więc wybierasz się tam, przeczytaj koniecznie „Niewidzialnych” Mariusza Marczewskiego. To trudna, ale wspaniała lektura, która zmienia płytkie myślenie o Australii jako kraju kangurów, koali i surferów, a stawia ją pośród państw, w których dochodziło do aktów rasistowskiej przemocy.

 

Trudno określić, czym dokładnie są „Niewidzialni”. Trochę to reportaż, trochę rzecz ocierająca się o utwór poetycki. Autor prowadzi nas przez drogi i bezdroża, miasta i wioski Australii, osamotnionego kontynentu na końcu świata, do którego dotarli kiedyś biali ludzie i wprowadzili swoje zasady.

 

W „Niewidzialnych” Mariusz Marczewski pisze o Aborygenach, ich mitach, sile ustnego przekazu, niejednoznacznym i niezrozumiałym dla białych systemie społecznych zależności, umiłowaniu natury i potędze snu, a także o malarstwie i sztuce, którą mało kto może pojąć. Na Australię patrzymy oczami autora, który w niespiesznej podróży przez czerwony, pylisty, spalony słońcem kontynent, próbuje zbadać, pojąć i opisać jedną z najstarszych duchowych kultur na ziemi.

 

Aborygen po łacinie oznacza „ten, który był tu od początku”. Rozległa australijska ziemia kiedyś była tylko i wyłącznie ich, a oni, nomadzi, czuli z nią niezwykle silny związek. Żyli w oparciu o wewnętrzny kodeks moralny, a trzonem ich tradycji były opowieści i pieśni. Podzieleni na plemiona wytworzyli własne języki i zwyczaje. Żywili się tym, co dała im natura. Busz był ich domem. Wierzyli w duchy przodków, którzy ukształtowali ziemię w dalekiej przeszłości; przeszłości, którą nazywali Czasem Snu. W ich spokojną egzystencję wtargnęli pierwsi osadnicy z Europy.

 

Marczewski pisze o przepaści, jaka dzieli Aborygenów od europejskich kolonizatorów, którzy zagrabili ich ziemię, rozgościli się na niej i już zostali. Dysonans między tymi grupami jest ogromny. Aborygeni często egzystują w biedzie – kiedyś żyli z tego, co upolowali, ale zderzenie z kulturą białych zabrało im nie tylko ziemię, lecz także podeptało ich dumę i wieloletnie tradycje. Wskutek eksterminacji ciemnoskórych natywnych mieszkańców Australii, wskutek głodu i chorób przywleczonych przez zamorską ludność, liczba Aborygenów w początkach XX wieku znacznie spadła. Ze sporej społeczności stali się ludem wymierającym. Z dumnych ludzi, jakimi byli, zrobiono człekokształtne kreatury, wybryki natury, które wpisano do Księgi Fauny i Flory Australii. Byli inni, a więc niebezpieczni i nieprzewidywalni.

 

W wyniku przymusowej asymilacji dzieci z mieszanych związków zabierano matkom i oddawano pod opiekę misji, do domów dziecka albo na wychowanie do białych rodzin. Niektóre dzieci zabierano za zgodą rodziców, jednak większość została oderwana od swoich bliskich na siłę. Dokładnie nie wiadomo ile dzieci w taki sposób odseparowano od rodzin – na pewno dziesiątki tysięcy. Marczewski wspomina, że część dzieci ze Skradzionego Pokolenia (tak nazwano wszystkich, którzy w dzieciństwie zostali zabrani od rodziców w latach 1900-1970), która trafiła do prowadzonych przez kościół misji, padła ofiarą przemocy seksualnej i psychicznej. Aborygeni dopiero w latach sześćdziesiątych zeszłego wieku oficjalnie stali się obywatelami Australii, a w 1984 roku przyznano im prawa wyborcze.

 

Marczewski sięga w przeszłość. Szuka przyczyn zła, które spotkało Aborygenów na ich własnej ziemi. Można na nich spojrzeć jedynie z zewnątrz, bo przecież zrozumieć ich wewnętrzny świat jest niezwykle trudno, tak jak niezwykle trudno jest się z nimi zaprzyjaźnić i zdobyć ich zaufanie. Autor tylko z perspektywy obcego może przyglądać się kulturze, która została podeptana, wyśmiana i upokorzona, z której zrobiono atrakcję turystyczną, muzealną ekspozycję, aby potem wyrzucić ją na margines społeczeństwa i zanurzyć w alkoholu oraz przemocy. Błędne koło, z którego mało komu udaje się wydostać.

 

Książka Marczewskiego nie jest pozbawiona emocji, choć autor stara się miarkować własne wzburzenie. To wyjątkowy poetycki reportaż o społeczności, na której dokonano przestępstwa, które według konwencji ONZ z 1948 roku jest ludobójstwem.

Książki, o których pisał autor