26 czerwca 2015
wywiady

Pomiędzy dotykaniem, lizaniem i wąchaniem (część druga)

„Mam wrażenie, że w Polsce poezja i obchodzenie się z nią cały czas jest czymś odświętnym. Wmawia się czytelnikom i stwarza taką atmosferę, że do odbioru poezji trzeba być nie wiadomo jak przygotowanym; że to jakaś dziedzina dla wtajemniczonych, podchodzi się do niej na kolanach. Jednak gdyby zapytać ludzi na ulicy czy poezja jest im do czegoś potrzebna, powiedzieliby pewnie, że jest ona czymś ogromnie ważnym. Ale na pytanie jaka poezja, jakiego autora i kiedy ostatnio wiersz panu/ pani pomógł? Pewnie z odpowiedzią byłoby trudniej” – mówił Tadeusz Dąbrowski.

W drugiej części rozmowy pytamy m.in. o sytuację poezji w USA:

„Ogromną rolę w takim wychowaniu w Stanach pełnią szkoły twórczego pisania. Prawie każdy uniwersytet ma tego typu kurs. Wiadomo, że nie da się komuś wszczepić talentu; że nie da się z osoby kompletnie głuchej na poezję zrobić wybitnego poety. Natomiast większość ludzi kończąc tego typu kursy po prostu wraca do wierszy. Wiedzą, że wiersz nie jest fanaberią (…)”- tłumaczy Dąbrowski.