24 kwietnia 2015
wywiady

Zamiłowanie do pułapek (część 2)

W drugiej części rozmowy z Janem Gondowiczem przedstawiamy opowieść o intelektualnym seksapilu prof. Artura Sandauera – krytyka literackiego, eseisty i tłumacza.

„Prof. Sandauer czasem po seminariach odwoził mnie do domu. Spacerowaliśmy i w pewnym momencie profesor pyta mnie: „A kiedyż to, Panie Janku, zamierza pan wydać książkę? Na co odpowiedziałem mu: „Poeta powinien być młody, prozaik powinien mieć doświadczenie życiowe, a krytyk… krytyk dojrzewa długo” – opowiada Jan Gondowicz.

Jak długo dojrzewa się do własnych tekstów?

„Od czasu zbioru szkiców „Pan tu nie stał” szczęście mi sprzyja, tzn. ręka ułożyła się do mnie samego. Od czasu do czasu w środku organizmu następuje jakaś przedziwna synteza – tak jakby puzzel sam się układał na filmie animowanym”.

Czy tłumacz jest zwierzęciem socjalnym?

„Jestem tłumaczem nie całkiem prawdziwej genealogii. Strasznie chciałem dorównać ludziom gór, prawdziwym taternikom, ale zarazem zdawałem sobie sprawę, że jestem tylko turystą. Wiedziałem, że najważniejszą rzeczą jakiej muszę się nauczyć, to jest umiejętność poradzenia sobie w trudnym terenie. Nie było innej metody, jak nauczenie się rzemiosła taternickiego. Dokładnie ta sama ambicja poruszała mną kiedy w życie wtrąciły mi się tłumaczenia. Byłem wściekły, że naokoło jest tyle tekstów, o których wiedziałem, że nie są przetłumaczone; że są mi niedostępne językowo. Cały świat pełen jest niesamowitych, pięknych opowieści. Trzeba jednak mieć metodę, żeby do nich dotrzeć. Tłumaczenie jest przygodą na całe życie” – opowiada Gondowicz.