2 kwietnia 2013

Co tak naprawdę wiemy o III RP?

Jak pisać o dziejach najnowszych, nie narażając się na zarzut stronniczości? Antoni Dudek w wywiadach podkreśla, że w swoim projekcie przybliżania politycznej historii III RP stara się stawać w poprzek podziałów. Jednak dyskusja na temat historycznej interpretacji ostatnich dekad nie będzie możliwa, dopóki książki Dudka pozostaną właściwie jedynym punktem odniesienia.

 

Kult obiektywizmu

 

Znakomicie wspominam „Pierwsze lata III Rzeczypospolitej”, książkę, która jest podstawą dla kolejnych, obszernie uzupełnionych i przeredagowanych części „Historii politycznej Polski”. Nigdy jednak nie miałem złudzeń, że pozycja dotycząca historii najnowszej może stwarzać coś więcej niż pozory maksymalnego obiektywizmu. Nie chcę w ten sposób uderzać w autora, raczej w samą wizję: nawet zestaw tabel z Wikipedii nie jest po prostu „obiektywny”, a już z pewnością nie stanowi przyjemnej lektury. Stosunku do tego specyficznego kultu nie kryje zresztą sam Dudek, który w przedmowie pisze:

 

„Każdy historyk jest też obywatelem, posiadającym mniej czy bardziej wykrystalizowane poglądy polityczne. W przypadku gdy podejmuję się pisania o dziejach najnowszych, elementarna uczciwość wobec Czytelnika nakazuje ich przedstawienie. Niech będzie mi zatem wolno stwierdzić, że bliska jest mi tradycja antykomunistycznej opozycji z czasów PRL, wiara w przewagę gospodarki rynkowej nad innymi modelami ekonomicznymi, a przede wszystkim demokratyczny system polityczny i związany z nim system wartości”.

 

Spróbujmy łatwego ćwiczenia stylistycznego. Dudek jest wszak nie tylko autorem znakomitej „Reglamentowanej rewolucji”, dzięki czemu opis Okrągłego Stołu i działań PZPR w tym okresie wybiega daleko poza rozpowszechnione uproszczenia. Jest również członkiem Rady IPN, i pisząc o Instytucie czy lustracji, daje się czasem ponieść emocjom. Wbrew zapewnieniom warstwa informacyjna nie jest wcale wyraźnie oddzielona od warstwy komentarzowej. Przyjrzyjmy się choćby poniższemu fragmentowi:

 

„Związki byłego prezydenta z Libertas wywołały spore poruszenie w tych kręgach, które wcześniej bardzo ostro wystąpiły w obronie Wałęsy po opublikowaniu w 2008 r. przez IPN książki na temat sprawy tajnego współpracownika „Bolka” oraz losów dokumentów z jego teczki.”

 

Trzeba trochę czasu poświęcić na zagłębianie się w publicystyczną nowomowę ostatnich lat, żeby zobaczyć drugie dno takich „neutralnych” zdań. Bo i co wspólnego ma współpraca Wałęsy z Libertas z ujawnianiem teczki „Bolka”? Te enigmatyczne „kręgi” to w myśl języka nakreślonego przez prawicę „Gazeta Wyborcza”. Tylko czy faktycznie „te kręgi” trzeba w domyśle naznaczać za hipokryzję? To trochę taki wytrych a la Rafał Ziemkiewicz: „Wyborcza” w 1990 nazywała Wałęsę chamem z siekierą, a w 2007 go broni, bo obraża Kaczyńskich! Wytrych efektowny, ale do jego rozwikłania potrzeba mieć więcej wiedzy na temat współczesnej polityki niż felietony trzech prasowych myślicieli na krzyż.

 

Demokracja w powijakach

 

Uzbrojony w tę wiedzę czytelnik otrzyma naprawdę potężne kompendium, pełne dat, niuansów i źródeł, oraz przynajmniej kilka optyk, które po groteskowym światku polskiej polityki pozwolą poruszać mu się z większą łatwością. Weźmy choćby perspektywę marketingu politycznego, od oficjalnego życiorysu Tadeusza Mazowieckiego przygotowanego przez jego sztab przed wyborami w 1990 roku, do którego ktoś zaproponował dopisanie zdania „w związku z tym proszę o przyznanie mi renty inwalidzkiej I klasy”, przez próby marketingowego wsparcia z zagranicy w kampaniach KLD w 1993 roku czy Kwaśniewskiego w 1995 roku, po prawdziwą Polskę spin doctorów od 2005 roku.

 

Na każdym ze wspomnianych, licznych planów jest to historia dorastania (lub zatrzymania się w rozwoju), możnaby rzec – swoisty Bildungsroman nowej polskiej demokracji. Zniesmaczeni poziomem brutalizacji współczesnego dyskursu politycznego mogą przeżyć wstrząs przy przytaczaniu epitetów, jakimi obrzucano Stanisława Tymińskiego przed drugą turą wyborów prezydenckich w 1990 roku. Z pewnością wyborcy Tymińskiego z pierwszej tury (w liczbie prawie 4 milionów) musieli poczuć się nieswojo, gdy poddano ich medialnemu terrorowi u progu demokracji. Dudek przytacza epitety, jakimi ówczesne media obrzucały kontrowersyjnego polityka: dziwny hochsztapler z błyskiem szaleństwa w bladym nieruchomym oku, robot sterowany z kosmosu, szarlatan, szurnięty ideolog dolarowej mamony z nieba, Targowica ’90, UFO, terrorysta, wariat, zero, złodziej, znarkotyzowany maniak, Żyd, człowiek Kaddafiego, człowiek który spadł z bambusa…

 

Niestety, szumne zapowiedzi o „pierwszej książce historycznej opisującej rządy PiS i PO” mogą zmylić, a sam Dudek podkreśla, że ta część jest stosunkowo krótka ze względu na brak źródeł i fakt, że obecne rządy pozostają otwartą kartą, a „na ich podsumowanie przyjdzie jeszcze poczekać”. Trochę to zaskakujące – poprzednia wersja tej syntezy obejmowała lata 1989- 2005 i skoro nam na interpretację ostatnich 7 lat przyjdzie jeszcze poczekać, to czemu cykl wydawniczy zdaje się tak niecierpliwy?

 

Pisanie o polityce po 2005 roku z zachowaniem metodologicznej precyzji to jednakże niełatwe zajęcie. Widać to wyraźnie w przypisach do tej części, zdominowanych przez prace publicystów zbliżonych do PO czy PiS. Wątpliwe, aby wydana niedawno książka Jarosława Kaczyńskiego „Polska naszych marzeń”, na którą powołuje się Dudek, miała taką samą wartość, jak choćby „My” Teresy Torańskiej z 1994 roku, w której Kaczyński (w wywiadzie być może nieautoryzowanym) wykłada swoją wizję w sposób pełny i fascynujący, choć nie do końca mieszczący się w kanonie języka nudnej propagandy. Dziś na działania polityków i na historyczną ocenę danego wydarzenia w dużej mierze wpływa tyrania sondaży – zjawisko groteskowe i przerażające.

 

Konserwatywna hegemonia

 

Książka Dudka to w sumie jedyna szerzej znana i komentowana próba syntetycznego ujęcia ostatnich 24 lat w polityce. Oprócz niej, najnowsza historia polityczna to domena zagospodarowana obecnie w dużej mierze przez wydawnictwo byłego redaktora naczelnego „Dziennika”, Roberta Krasowskiego, które zrzeka się jednak wspomnianego kultu i na historyczną „obiektywną prawdę” zdaje się patrzeć z podejrzliwością. To właśnie w wydawnictwie Czerwone i Czarne ukazały się w ostatnich latach biografie braci Kaczyńskich czy wywiady z aktywnymi i wpływowymi uczestnikami polityki, którzy nawet medium podobno tak niepopularne i wzgardzone jak książka potrafili przekuć w polityczną rozgrywkę (by przypomnieć choćby wywiady z Januszem Palikotem czy książkę Marka Migalskiego).

 

Szczególnie ciekawa wydaje się seria Historia III RP. Jej flagowym okrętem jest trzytomowa, publicystyczna książka „Po południu” Roberta Krasowskiego, który choć znaczenie ideologii w realnej polityce bagatelizuje, to jednak wywodzi się ze środowisk raczej konserwatywnych. W tym roku, oprócz zapowiedzianej drugiej części, serię uzupełniły trzy wywiady-rzeki z politykami, którzy w zamierzeniu mają reprezentować lewicę, centrum i prawicę. To próba wskrzeszenia ducha lat 90., gdy od wydania słynnej „Przerwanej dekady”, rozmowy Janusza Rolickiego z Edwardem Gierkiem, książki stanowiły narzędzie faktycznie użyteczne dla polityków, a ich wysyp, często w kuriozalnie wysokich nakładach, z pewnością wpływał na poziom debaty czasów polityki niezniszczonej jeszcze przez tabloidy i internet. Niedawny komercyjny sukces „Kulisów Platformy” stanowił w pewien sposób wypadkową tych dwóch tendencji – sentymentu za merytoryczną debatą skrzyżowaną z nośnymi tematami dla serwisów plotkarskich.

 

Wywiady z Leszkiem Millerem, Ludwikiem Dornem i Janem Rokitą mają już swoją historię. Rokita przez kilka lat publikował swoje teksty w „Dzienniku”, fragmenty tych książek można było przeczytać już jakiś czas temu w miesięczniku „Europa”, ale mimo to książki zaskakują aktualnością i precyzją. To nie wywiady biograficzne – główną bohaterką tych opowieści jest również historia polityczna III RP i jej wizja według prominentnych uczestników. Co chyba najciekawsze, w swojej summie publicystycznej Krasowski każdemu ze swoim rozmówców wiele zawdzięcza, rezygnując jednak z miana „historyka”.

 

Rokita jako analityk jest najciekawszy wtedy, gdy mówi o swoje karierze jako szefa URM w rządzie Suchockiej lub o triumfie „koalicji”, jak powszechnie nazywano wtedy Platformę i PiS. Miller wciąga opowieścią o drodze do pozycji „żelaznego kanclerza”, niepodzielnie panującego nad potężną lewicą po wyborach w 2001 roku. Ich drogi spotykają się w trakcie komisji pracującej nad aferą Rywina. Wspomnienia tego okresu doskonale pokazują, jak może wyglądać praca historyka grzebiącego w „źródłach” z ostatnich lat. Rozpiętość między gnostycznymi przekonaniami, ideologicznym zacietrzewieniem i cynicznym pragmatyzmem doraźnej polityki stanowią paliwo napędowe tych fascynujących rozmów, a każdą próbę usystematyzowania skazują na bycie tylko komentarzem, jedną z wielu interpretacji najnowszej historii.

 

Oczywiście, nie jest winą historyka, decydującego się korzystać z bieżącej publicystyki, że powołuje się na źródła w gruncie rzeczy oferujące obraz nienagannie jednolity. Nie do końca wiadomo, skąd bierze się dominacja konserwatystów na polu prac historycznych o III RP czy choćby wyrazistej publicystyki politycznej. Przepadł gdzieś choćby zapowiadany jakiś czas temu przez Krytykę Polityczną projekt wywiadów z postkomunistami, z kolei jedną z ciekawszych prac o ostatnich dwóch dekadach w Polsce napisała… Brytyjka Jane Hardy, której „Nowy polski kapitalizm” wydany w Bibliotece Le Monde Diplomatique może pokazać nam inną perspektywę patrzenia na politykę. Kapitulacja polskiej lewicy na tym polu oczywiście prowadzi do daleko posuniętych reperkusji, bo przecież „polityka historyczna” niejedno ma imię. Miejmy jednak nadzieję, że za kilka lat jak zwykle ciekawa „Historia polityczna Polski 1989-2020″ Antoniego Dudka doczeka się sensownej alternatywy lub choćby uwzględnienia głosów jeśli nie kwestionujących status quo, to chociaż odkrywających inne, znaczące społecznie fakty.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także