25 września 2012

Czy PRL da się lubić?

Czy PRL był fajny? Trudno odpowiedzieć twierdząco. A jednak śledząc eksperyment małżeństwa przeniesionego w czasie, miałem wrażenie, że autorów pociągała nie tylko chęć eksperymentu na ciele i umyśle, lecz również pragnienie ponownego przeżycia dzieciństwa. Taka bitwa o pamięć, plus kozetka u terapeuty. Tylko zamiast specjalisty – autentyczne eksponaty, zamiast technologii – oryginalne realia epoki. Żeby odnaleźć wszystko, co było odrażające, brudne, złe. Ale też, by odnaleźć „fajność”.

 

Jeden z rozmówców w „Naszym małym PRL-u” twierdzi, że PRL-ów jest tyle, ilu autorów. Trochę jak w „Rashomonie” Kurosawy, który dowiódł, że prawda jest jak wiara – każdy ma swoją. To prawda: inaczej było za Gomułki, inaczej za Gierka. Ja pamiętam czasy Jaruzelskiego, byłem nastolatkiem. I wiem, że wszyscy stali w kolejkach. I wszędzie pito kawę plujkę. Natomiast nie wszyscy faceci zapuszczali wąsy, nie wszystkie kobiety nosiły trwałą. Dlatego niektóre zabiegi wczucia się w klimat, jak „pożyczka na Łukaszenkę” na głowie Witolda Szabłowskiego, czy noszenie pod swetrem ciężkiej bielizny a la „chłop z Mazur”, traktuję jako uproszczenie. Tak nas widzi BBC albo CNN, od 50 lat złośliwie nazywając Polskę: Potatoland. Podoba mi się za to dystans do technologii, odrzucenie komórek, internetu i kablowej telewizji na rzecz książek i kontaktu z człowiekiem.

 

Zafascynowało mnie również kolejkowe życie, o którym zapomniałem i próba odtworzenia menu, w którym mięso, towar deficytowy, było serwowane jako największy rarytas. Zszokowało natomiast podejście znajomych autorów, którzy początkowo tłumnie ich odwiedzali, a potem przestali. Kiedy przyszła refleksja, że zostało się potraktowanym jak małpa w ZOO, albo co gorsza, wydarzenie na Fejsie. Powierzchowność, bylejakość: to się nie zmieniło ani na jotę.

 

Nie ma już PRL-u i dobrze. Jednak bardzo wielu Polaków wciąż w nim tkwi: mentalnie, życiowo, intelektualnie. Homo Peerelus nie odpuszcza. Zyskaliśmy niezmiernie dużo. Ale też dużo daliśmy sobie zabrać. I to na własne życzenie. I taki wniosek znajdziemy w finale. A także to, że PRL nie był fajny, fajna była młodość. Im człowiek starszy, tym bardziej do niej tęskni. A kawę plujkę lubię do dziś.

Książki, o których pisał autor