6 września 2012

Postwierność

Co trzecie małżeństwo w Polsce kończy się rozwodem. A pod tym względem i tak osiągamy jeden z lepszych wyników w Europie, gdzie rozpada się średnio co drugi związek małżeński. Jedną z najczęstszych przyczyn jest zdrada. Statystycznie popełnia ją 75% z nas. Więc może skończmy wreszcie z bajeczkami o wierności i miłości na całe życie, hipokryzją, seryjną monogamią i bądźmy wreszcie szczerzy?

 

Dlaczego nie? Trzeba zbadać swoje granice, to, jak daleko człowiek odważy się posunąć.

 

„Anatomia. Monotonia” Edy Poppy (pseudonim norweskiej pisarki Rangnhild Moe) jest historią związku, który mity o wierności dawno schował między wiersze. Lou i Vår są małżeństwem od kilku lat. On Francuz, ona Norweżka. Mieszkają w Londynie. Ona pisze, pozuje do aktów, on codziennie rano wychodzi do jakiejś pracy. Prywatnie Lou jest zaangażowany w relację z nastoletnią Sidney, którą przyprowadza do domu, zaprasza do wspólnego łóżka. Zaś Vår po kilku jednorazowych przygodach poznaje Amerykanina wiolonczelistę, dla którego będzie chciała rzucić wszystko. Fabuła jak wiele innych, gdyby nie fakt, że Lou i Vår pozostają wobec siebie tak szczerzy jak tylko potrafią. Opowiadają sobie o swoich zdradach. Dokładnie rozliczają się z nowych namiętności.

 

Chcę, żeby mój mąż się obudził, bym mogła mu opowiedzieć. Wszystko. O nieznajomym. Tak, żeby on mógł mi opowiedzieć wszystko o Sidney. Żebyśmy mogli wymienić doświadczenia… i może zazdrość…

 

Nie znaczy to, że już nic nie czują ani że nie ranią się tymi odejściami. Jednak pomiędzy obojętnym libertynizmem a dogmatyczną wiernością jest coś więcej. To, co „normy społeczne” od wieków kazały odrzucać lub przemilczać, jest sferą bardzo szczególnego samopoznania. Pragnienie nie poddaje się bowiem całkowitej kontroli – rządzi się ono swoimi własnymi prawami. Dlatego małżonkowie nie wypierają go, ale próbują przeżyć (zdrada), podzielić (szczerość), wypowiedzieć (literatura). W ten sposób wyrabiają swoje miłosne podniebienia. I to właśnie jest obsceniczne.

 

Wydaje mi się, że pachnę dziewczynką. Chciałabym nie myć się przez tydzień , żebym cała wydzielała równie mocny zapach jak moja cipka. Chcę to zrobić dla Amerykanina, nie przestrzegać higieny, nie czuć wstydu, podjąć ryzyko pozamałżeńskiego związku opartego na uczuciu.

 

Wolność nie jest tu jedynie kategorią abstrakcyjną, o której łatwo się dyskutuje. Chodzi o wolność niewracania do domu na noc, nieoddzwaniania, możliwość szczerej odpowiedzi na pytanie, na które nie istnieje dobra odpowiedź („miałaś z nim orgazm?”, „był lepszy ode mnie?”). Żadne z nich nie wyrzeka się siebie, ale jeśli zdecyduje się na powrót, to tylko wtedy gdy po przekroczeniu granicy, już po drugiej stronie, będzie czuć tęsknotę.

 

Każde zdanie tej książki jest szczegółową wiwisekcją pragnienia. Jakby człowieczeństwo uczyło się siebie na elementarnym poziomie uczucia/gestu. Wszystko tu jest konkretne. Jędrne i krótkie zdanie, takież rozdziały. To, co istnieje to uczucia/zachowania i ich realne skutki. Żadnych wielkich słów („zawsze”, „nigdy”), sentymentalnego rozdzierania szat ani mrzonek o „happy endzie”. Bezwstyd chwili.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także