Sztuka gdybania jest człowiekowi niezbędna do życia. Gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdyby nasi protoplaści, zamiast zrazić się do ognia raz na zawsze po pierwszym oparzeniu, nie zastanowili się: „a gdybym tak w tamtej sytuacji użył patyka?”. Tworzymy więc równoległe wszechświaty, w których jesteśmy piękni, zdolni i bogaci, świat nas uwielbia, a momenty śmieszności się nie zdarzają. Nie wierzcie, gdy mówią wam, że nie ma co gdybać. To bzdura! Trzeba zawsze mieć alternatywną wersję swojego losu na podorędziu – to kwestia higieny psychicznej.
Rok 2014 niczym ciekawym się nie wyróżnia. Ani nie jest rokiem smoka jak 2013, ani rokiem końca świata jak 2012. A jednak! To rok fascynujących premier książkowych. Nad Wisłę z opóźnieniem docierają opowiadania Alice Munro; półki zapełniają się biografiami (PWN wyda np. życiorys J. D. Salingera i Władysława Bartoszewskiego); świat obchodzi setną rocznicę wybuchu wielkiej wojny, co z kolei skłania do historycznych wycieczek. Poza tym przed nami 365 dni z literaturą piękną najwyższej próby. Czas biec do księgarni.
W "Domu" Toni Morrison powraca do Ameryki lat 50., ale nie jest to podróż sentymentalna. Zamiast kunsztownej historyjki w stylu retro, laureatka nagrody Nobla serwuje nam pełnokrwistą opowieść, która zmusza do ponownego namysłu nad korzeniami i owocami rasowej segregacji.
W południowo-zachodnich lasach prowincji Ontario, pośród moczarów, narodziła się kanadyjska wiedźma, Alice Munro. Doprawia swoją prozę jakimś magicznym składnikiem, który osładza czytelnikowi jej gorzkie opowieści. Wiedźma wyczarowała już sobie Bookera, a ostatnio nawet Nobla. Nad Wisłę jej zaklęcia docierają z pewnym opóźnieniem. „Dziewczęta i kobiety” możemy przeczytać po 42 latach od czasu ich powstania.
25 października 2013
Artykuł
I do szachów, i do tanga trzeba dwojga. Rozrywki te jednak rzadko spotykają się w sztuce. Albo jest się strategiem albo artystą – wydawałoby się, że trzeciej drogi nie ma. Jedno wymaga cierpliwości, drugie nieokiełznania. A jednak zdarza się, że oba elementy świetnie ze sobą współgrają. Szachy z tańcem pogodził przecież Bergman w „Siódmej pieczęci”. Tam zjednoczyła je Śmierć. Podobnego mariażu w swojej najnowszej powieści dopuścił się Arturo Pérez-Reverte. Tym razem jednak spoiwem logiki i namiętności jest miłość.