30 stycznia 2014

Prohibicja, zgorszenie i cały ten jazz

Rok 1920. Trzydzieści sześć stanów, trzynaście miesięcy bojów. Osiemnasta poprawka do konstytucji, zakazująca produkcji, sprzedaży i picia napojów zawierających powyżej dwóch procent alkoholu, zostaje przegłosowana i diametralnie zmienia życie milionów ludzi. Stany Zjednoczone powinny stać się ostoją przyzwoitości i moralnym wzorem. Jednak prohibicja okazała się klęską. Osiemnasta poprawka była pierwszą usuniętą poprawką w historii konstytucji Stanów Zjednoczonych.

 

Ewa Winnicka wrzuca czytelnika książki w sam środek alkoholowego i politycznego fermentu. Bez zbędnych wstępów, których nie udało się uniknąć Iwonie Lubie, autorce książki „Berlin. Szalone lata dwudzieste. Nocne życie i sztuka” ( z tej samej serii PWN), reporterka przechodzi do rzeczy. Nowy Jork buntuje się. Narasta fala zgorszenia. Wielka Wojna wyniszczyła młodych Amerykanów, świat zadrżał w posadach. Kiedy próbowano uporządkować nowojorskie życie codzienne, walcząc o prawo do głosowania kobiet, wprowadzenie zakazu pracy dzieci, lepszą edukację publiczną czy chociażby więcej zieleni w mieście, życie nocne miasta kwitło jak nigdy dotąd. Kluby huczały od nowatorskiego jazzu, w rytm którego przytupywali Pola Negri i Rudolf Valentino. Parkiet drżał od charlestona. Między teatrami mnożyły się domy publiczne. Aktorki nierzadko zarabiały w obu lokalach na zmianę. Równie dobrze bawiono się na dolnym Manhattanie, jak i w Harlemie. Wall Street rosło w siłę. A Wielkim Gatsbym był wtedy prawie każdy majętny nowojorczyk.

 

„Sylwester w środku lata”, czyli szaleńcze pijaństwo ostatniego dnia czerwca (dzień przed wprowadzeniem poprawki), miał być pożegnaniem wolności osobistej Amerykanów. Okazał się jednak zapowiedzią kolejnych „mokrych dziesięcioleci”. Wypicie piwa groziło sześcioma miesiącami wiezienia lub tysiącem dolarów grzywny. Amerykanie nie bardzo się jednak tym przejmowali. Wymyślano coraz to nowsze sposoby na przemyt zakazanego towaru, łapówki sięgały horrendalnych sum, a podwiązka stała się niezbędnym elementem kobiecej garderoby – doskonale przytrzymywała bowiem piersiówkę. Żydowskie, włoskie i irlandzkie mafie zbijały majątek na rozpitym Nowym Jorku, przestępczość szerzyła się jak nigdy dotąd.

 

Czas prohibicji, a może raczej wielkiego picia, trwał przeszło trzynaście lat. Książka Winnickiej obejmuje jednak wielki kawał nowojorskiej historii, historii porywającej i arcyciekawej. Znana z „Londyńczyków” dziennikarka, dwukrotnie uhonorowana nagrodą Grand Press, doskonale wie, jak snuć opowieść. Dzięki wartkiej narracji, żywemu językowi i wspaniałej szacie graficznej książkę pochłania się niczym dobry film, trochę jak „Wilka z Wall Street” Martina Scorsese bądź „Wielkiego Gatsby’ego” Baza Luhrmanna.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także