15 listopada 2013

W poszukiwaniu Wunderwaffe, czyli komedia omyłek

Kamienie runiczne przynoszące nieśmiertelność, latający spodek, konstrukcja dzwonu o nieznanym przeznaczeniu – to tylko kilka pomysłów na Wunderwaffe, tajemniczą, acz dotychczas nieodnalezioną superbroń Adolfa Hitlera. Wciąż stanowi ona niewyczerpalne źródło inspiracji dla twórców wszelkiej maści – począwszy od autorów książek popularnonaukowych, skończywszy na filmowcach produkujących absurdalne obrazy z gatunku nazi fiction. Legendarne już zamiłowanie Hitlera do rzeczy magicznych, mistycznych i okultystycznych zdecydował się wykorzystać również Marek Ławrynowicz w swojej najnowszej książce o wiele mówiącym tytule „Mumia świętego Piotra”.

 

Nie jest to wcale próba budowania alternatywnej rzeczywistości, w której zaklęta w magię opatrzność prowadzi III Rzeszę ku zwycięstwu. To rzetelnie i zgrabnie skrojona opowieść sensacyjna, umieszczona w realiach II wojny światowej. Jej główny bohater, Jakub Abramowicz Henefeld, próbuje wszystkich możliwych środków, aby ocalić swoich synów zamkniętych w drohobyckim getcie. Jako profesor moskiewskiej Akademii Medycznej zajmujący się konserwacją ciał, Henefeld za najlepszą kartę przetargową uznaje swoją wiedzę o tym, co skrywają krypty Kremla. Łatwo się domyślić, że przekazanie tych informacji samemu Hitlerowi okaże się zadaniem niezwykle trudnym.

 

Miłośnik gatunku w książce Marka Ławrynowicza z pewnością znajdzie to, czego szuka zazwyczaj – wartką, wciągającą akcję, przygodę pełną niebezpieczeństw i niebanalny finał. Ponadto dostanie do ręki, mimo przewrotnego tytułu, opowieść w pełni prawdopodobną. To przede wszystkim zasługa wiarygodnie oddanych historycznych realiów, ale też drobiazgowych opisów topograficznych (szczególnie interesujące jest odzwierciedlenie Moskwy – z jej serpentyną podziemnych korytarzy czy tajemniczych tuneli metra). A jeśli ktoś ma wątpliwości co do tytułowego artefaktu, to bardzo łatwo je rozwiać. Skoro naziści poszukiwali magicznej energii vril w Tybecie, dlaczego nie mieliby szukać przynoszącej szczęścia mumii na Kremlu?

 

Literatura gatunkowa ma to do siebie, że naprawdę urzeka dopiero wtedy, gdy jej forma staje się grą między autorem a czytelnikiem. Pierwszy ukrywa w niej dodatkowe sensy i tropy, a drugi dodaje sobie punkty za każdą odnalezione odwołania czy cytaty. Ciekawą igraszką w powieści Ławrynowicza jest kilkukrotnie przywołana tutaj koncepcja doppelgängera. Oczywiście, nic dziwnego w tym, że Hitler i najważniejsi włodarze III Rzeszy mieli swoich sobowtórów. W „Mumii” idea ta zostaje jednak karykaturalnie przejaskrawiona, co daje efekt tyleż zaskakujący, co zabawny. Identyczne rysy twarzy po stronie radzieckiej i niemieckiej tworzą dziwaczną oś symetrii, którą zaburza jedynie fakt, że typ urody „kołchozowo-kartoflanej” jest znacznie powszechniejszy na wschód od Bugu. Ponadto sobowtóry z fizjonomią nie do odróżnienia niejednokrotnie odbiegają od siebie znacznie intelektem i usposobieniem. Rodzi to, rzecz jasna, wiele zabawnych sytuacji, a ta komedia omyłek równoważy nieco dramat ludzkich losów podczas wojny.

 

Mimo zabawy formą, Marek Ławrynowicz oddaje czytelnikowi to, co jest najmocniejszą stroną jego twórczości: słodko-gorzką opowieść, bogatą językowo, pełną literackich nawiązań i subtelnego, ale przekornego humoru.

Książki, o których pisał autor