19 września 2012

Pisarze i alkohol, część II

Historia literatury zanurzona jest w oceanie alkoholu. Alkoholowa była literatura światowa i polska. Obie trudno wyobrazić sobie bez takich postaci, jak Henry Miller, Wieniedikt Jerofiejew, Marek Hłasko czy Jerzy Pilch, zaś ich książki bez alkoholu nie byłyby takie same, a może nawet byłyby niemożliwe.

 

Henry Miller (1891 – 1980)

 

Henry Miller przybył do Paryża na początku lat 30. Minął okres, kiedy nad Sekwaną rozkwitał kwiat amerykańskiej bohemy z Hemingwayem, Scottem i Zeldą Fitzgeraldami oraz Gertrudą Stein na czele. Miller głodował, imał się dorywczych prac, przepijał wypłaty, naciągał napotkanych ziomków na pieniądze i pisał. Swoje paryskie przygody (również te seksualne) zawarł w kontrowersyjnym „Zwrotniku Raka”. Książka została uznana za pornograficzną i była zakazana w USA aż do 1964.

 

Promiskuityzm często idzie w parze z alkoholem. Autor „Sexusa” szczególnie upodobał sobie Benedictine, francuski likier na bazie koniaku składający się z 27 odmian ziół. W „Plexusie”, drugiej części cyklu „Różoukrzyżowanie”, Miller opisał kilka przepisów na swoje ulubione „drinki” z wykorzystaniem benedyktynówki. Oto jeden z nich:

 

Preludium do orgii

 

Składniki: Benedictine, Miller, Mona, Ulric, Marjorie, francuskie lody, whisky

 

Instrukcja: Ten prosty drink zawiera parę małżeńską, przyjaciela i przyjaciółkę. Obierz składniki z ubrań i pozwól im cieszyć się posiłkiem w negliżu. Niech francuskie lody swobodnie pławią się w benedyktynce i whisky; serwuj je natychmiast po obiedzie. To normalne, jeśli w trakcie posiłku Marjorie bawi się członkiem Ulrica. Następnie orgia. Serwuj dla czterech.

 

Charles Bukowski (1920 – 1994)

 

Charles Bukowski nie był Polakiem ani nie miał bliskich polskich korzeni. Urodził się w Niemczech, jego ojciec był Amerykaninem niemieckiego pochodzenia, a matka Niemką. W dzieciństwie rodzice zwracali się do niego po niemiecku.

 

Ale Bukowski pił jak Polak albo Rosjanin. Zaczął w wieku 13 lat i nigdy nie skończył. Jakimś cudem nie umarł na skutek choroby wrzodowej, a pewien okres w jego życiu („10 lat picia”) był jednym, nieustannym ciągiem alkoholowym. W swojej twórczości opisywał to, co widział: tanie bary, hotele wynajmowane na godziny, pijatyki, mordobicia, trudy kiepsko płatnej pracy, niewykwalifikowanych robotników, pokątnych artystów i ludzi zepchniętych na margines. W przeciwieństwie do wielu innych literatów pił rzeczy najprostsze. Na wyrafinowane drinki nie było go stać. Ulubioną mieszanką Bukowskiego był Boilermaker: kufel jasnego piwa, do którego wrzucało się whisky (razem z kieliszkiem) – popularny zestaw białej amerykańskiej klasy robotniczej.

 

Tak Bukowski pisał o piciu w „Kobietach”:

 

Na tym polega problem z piciem. Gdy wydarzy się coś złego, pijesz, żeby zapomnieć. Kiedy zdarzy się coś dobrego, pijesz, żeby to uczcić. A jeśli nie wydarzy się nic szczególnego, pijesz po to, żeby coś się działo.

 

Hunter S. Thompson (1937 – 2005)

 

Hunter Thompson wynalazł i spopularyzował styl dziennikarstwa zwany gonzo, polegający na aktywnym angażowaniu się reportera w opisywany materiał. W poetyce gonzo utrzymana jest jego najsłynniejsza powieść, „Lęk i odraza w Las Vegas”, znana dzięki ekranizacji Terry’ego Gilliama z Johnnym Deppem i Benicio del Toro („Las Vegas Parano”). Słynny stał się passus z początkowych partii książki:

 

Mieliśmy dwie torby trawy, 75 tabletek meskaliny, pięć znaczków LSD, pół solniczki kokainy i całą galaktykę przymulaczy i rozśmieszaczy. A także litr tequili, rumu, skrzynkę Budweisera, pół litra surowego eteru i dwa tuziny amylu.

 

Jak widać, Thompson nie wybrzydzał specjalnie przy doborze używek. Z kolei inna jego książka, „Dzienniki rumowe”, jawi się jako wielki pean na cześć ulubionego trunku Hemingwaya. Thompson jednak najbardziej cenił sobie whisky Chivas Regal oraz bourbona Wild Turkey, podawanego na lodzie (on the rocks).

Kingsley Amis (1922 – 1995)

 

Postać Kingsley’a Amisa to doskonały przykład brytyjskiego gentlemana-buca. Konserwatysta nie z tej epoki, rasista, narcyz pełną gębą, zawodowy literat, wykładowca znamienitych uczelni, kobieciarz. Czego by nie sądzić o Amisie, to jego wkład w literaturę angielską stanowią pierwszorzędne opisy picia, upijania się i leczenia kaca. Na to ostatnie zalecał m.in. polskiego żubra (Polish bison), czyli miksturę-klina, składającą się z wódki i rosołu wołowego w proporcji 2:4, doprawioną sokiem z cytryny i czarnym pieprzem. Takie panaceum może jednak zadziałać tylko w przypadku kaca fizycznego.

 

Wyższy typ kaca nazwał Amis kacem metafizycznym. Ten podstępny typ „syndromu dnia następnego” charakteryzuje się objawami ciężkiej depresji, smutku, niepokoju, poczucia niskiej wartości i porażki. Jeśli masz kaca metafizycznego, to jedyne, co możesz zrobić, to powiedzieć sobie, że twój obecny stan to tylko i wyłącznie kac. Może nic w tym odkrywczego, ale Amis potrafi to opisać jako coś świeżego i wyjątkowego, okraszając całość doskonałym angielskim poczuciem humoru.

 

W książce „O piciu” (On drinking) Amis podał przepis na bardzo ciekawy drink o nazwie Lucky Jim: 12 do 15 porcji wódki, jedna porcja wermutu i dwie porcje soku z ogórków. Smacznego…

 

Wieniedikt Jerofiejew (1938 – 1990)

 

„Moskwa-Pietuszki” Jerofiejewa zasługuje na miano biblii literatury alkoholowej. To pozycja obowiązkowa obok utworów Amis czy „Pod wulkanem” Malcolma Lowry’ego, a nawet od nich ważniejsza. Biografia Jerofiejewa przebija nawet życiorys Bukowskiego. Dorastał w najgorszym okresie stalinowskiego ZSRR, przebywał w sierocińcach i w mrozach koła podbiegunowego, wykonywał rozmaite, czasem najgorsze, prace fizyczne. Pił na umór to, co było pod ręką.

W „Moskwie-Pietuszkach” pojawiają się najdziwniejsze mikstury, które człowiek kiedykolwiek mógłby wymyślić. Balsam kanaański: denaturat, ciemne piwo, politura; Duch Genewy: woda kolońska, środek przeciwko poceniu się nóg, piwo żygulowskie, lakier na spirytusie; Łza komsomołki: lawenda, werbena, woda kolońska, lakier do paznokci, płyn do płukania ust, lemoniada; Psiakrew: piwo żygulowskie, szampon, płyn do zwalczania łupieżu, klej, płyn hamulcowy, środek owadobójczy, tytoń z cygar (dla bezpieczeństwa nie podaję proporcji).

 

Możliwe, że powyższe „drinki” są efektem wyobraźni Jerofiejewa. Z drugiej strony, jeśli człowiek może zjeść wszystko, kiedy jest głodny, to pewnie może wszystko wypić, gdy jest spragniony.

 

Wszyscy, oczywiście, uważają mnie za marnego człowieka. Sam też tak o sobie myślę rano i gdy jestem przepity. Nie można jednak polegać na opinii człowieka, który nic jeszcze nie wypił na kaca! Za to wieczorami na jakie wznoszę się szczyty! Na jakie wznoszę się szczyty wieczorami, jeżeli oczywiście w ciągu dnia dobrze się zaprawiłem.

 

Polacy i Polki

 

Jak słusznie zauważyła Justyna Sobolewska na łamach „Polityki”, polska literatura alkoholowa zawsze była wódczana. W rodzimych opisach wódka leje się strumieniami, próżno szukać bardziej wyrafinowanych trunków. Gusta postaci fikcyjnych nie różnią się przy tym od twórców. Pili wódkę Borowski, Andrzejewski, Broniewski, Hłasko, Wojaczek, Himilsbach, Tyrmand. Od kieliszka nie stroniła Maria Dąbrowska, ani też – acz ostrożniejsza – Szymborska. Pociągał też Miłosz, który wyznawał:

 

Panie Boże, lubiłem dżem truskawkowy / I ciemną słodycz kobiecego ciała. / Jak też wódkę mrożoną… („Wyznanie”).

Marek Hłasko ponoć miał słabą głowę, ale usilnie starał się nadążać za swoim wyobrażeniem pisarza przeklętego. Piotr Wasilewski („Śladami Marka Hłaski”) przytacza anegdoty o tym, jak to Hłasko z Henrykiem Berezą wypili wspólnie litr wódki, co skończyło się dla młodszego literata izbą wytrzeźwień, z której uciekł w niemal pełnym negliżu; albo jak Hłasko, zmęczony pijaństwem, próbował przespać się na posadzce kościoła Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu i nabluzgał na księdza, który zmącił jego spokój.

 

„Pięknych dwudziestoletnich” czyta się jak opis nieustającej balangi, zakończonej potężnym kacem moralnym. Opowiadanie „Pętla” (a później film z Gustawem Holoubkiem) pokazuje niemożność wyjścia z zaklętego koła alkoholizmu, którego przezwyciężeniem jest dopiero śmierć. O apogeum picia można oczywiście oskarżać realia Peerelu i gospodarkę permanentnych niedoborów. Byłoby to jednak zbytnie uproszczenie. Przed wojną elity piły szampana, lecz powojenna wymiana elit i znaczny niekiedy awans ludzi z warstw niższych przyniósł tradycje wyniesione spod strzechy – nie z dworu. A wódka, tradycyjna polska specjalność – zawsze była tania.

Tak o Peerelu opowiadał Janusz Głowacki, naczelny kronikarz polskiego alkoholizmu:

 

Więc się piło. Romantycznie albo tragicznie, albo antykomunistycznie, albo przez rozum. A także dla przyjemności. Dookoła bieda codzienna, chamstwo, kłamstwo, brak perspektyw. „Tylko wódka zapomnienie da” – jak śpiewał harmonista w filmie Hasa „Pętla” według opowiadania Marka Hłaski. Narzeczona zdradza – seta, nie ma na buty – sto pięćdziesiąt, cenzura zdejmuje książkę – pół litra, przyjaciel zakapuje – półtora, nasi przegrywają z Ruskimi w nogę – trzydniówka.

 

Inaczej u Pilcha w „Pod mocnym aniołem”. Tutaj mamy już III RP, piją zdeklasowani intelektualiści, mieszający zagraniczne trunki, wciąż jednak pielęgnując tradycję „wódki z czerwoną kartką”. Peerelowskie realia „picia, żeby pić” przypomina bardziej „Bombel” Mirosława Nahacza. Za to pijackie opisy Świetlickiego z trylogii o Mistrzu wydają się autoironicznie przerysowane, nie dorównują jednak słynnemu pojedynkowi inżyniera Wilgi z przeważającymi siłami Australijczyków:

 

(…) wszystkim było dobrze wiadomo, że Australijczycy dzierżą w Armii Renu palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi o odporność na alkohol. Inżynier Wilga zasiadł za stołem, mając naprzeciw siebie pięciu drabów w fantazyjnych kapeluszach, jakie Australijczycy uważają za wojskowe nakrycie głowy, po czym wypił blisko trzy litry ginu, dopóki ostatni z Australijczyków nie zwalił się bełkocząc pod stół, względnie nie poczołgał się do toalety, co było dozwolone i przewidziane w regulaminie zawodów. Ten wyczyn zjednał Wildze ogromną popularność, a narodowi polskiemu wielką sławę i uznanie wśród alianckich sił zbrojnych. (Leopold Tyrmand, „Zły”)

 

Powyższy fragment pokazuje, że zagranicą piło się co innego. Przykładem są ekspatrianci, pozbawieni dostępu do ojczyzny i wódki. Miłosz w USA przestawił się na whisky, szkocką uwielbiał też żyjący w Gwatemali Andrzej Bobkowski (Seagram’s i Canadian Club, jak pisał w liście do Giedroycia). Gombrowicz prawie nie pił alkoholu. Robił wyjątek dla Miłosza, z którym się przyjaźnił. Rita Gombrowicz wspominała: „Witold kochał Miłosza. Miłosz był z Gombrowiczem bardzo szczery, ale pełen respektu. Był młodszy, silniejszy, wyższy i przystojniejszy. Pił whisky, a Witold cierpiał po kilku kieliszkach, bo był słaby i chory”.

 

*

 

Historia literatury, tak dzieł, jak i ich twórców, opływa oceanem alkoholu. Wódka i inne trunki czasem pomagały w pozyskiwaniu weny, częściej jednak niszczyły talenty i życie artystów pióra. Dla nas, czytelników, pozostają czynnikiem dramatycznych lub zabawnych anegdot i przeżyć literackich. Nieliczne przykłady pokazują jednak, że literatura może obyć się bez alkoholu. Bułhakow i Lovecraft byli abstynentami i nie brakowało im wyobraźni ani weny twórczej.

 

Przeczytaj pierwszą część tekstu „Pisarze i alkohol”.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także