11 stycznia 2013

Zapiski z nieudanej modernizacji

Zajmowali swój stolik na „górce” w Ziemiańskiej. Wśród nich były najgłośniejsze hetery, najlepiej ubrani warszawiacy, bogaci finansiści, arystokraci, dandysi ówczesnego świata, wielcy pisarze i artyści. Tworzyli konstelację czasami zaskakującą – Tuwim, Broniewski, Słonimski, Krzywicka, Sobański, Janta Połczyński, Boy, Szymanowski, Melcer, Stempowski, Grydzewski, Borman, Czapski, Brzechwa. Nie dało się marzyć o zostaniu pisarzem i się o nich nie otrzeć. Sprawowali wtedy władzę uzurpatorską i niepodzielną.

Pili, puszczali się, robili kariery, bogato żenili, żyli w trójkątach, zaliczali homoseksualne zauroczenia i heteroseksualne małżeństwa. Łączyli często w sobie to, co dla przeciętnej wyobraźni musiało być nie do zniesienia – żydostwo, kosmpolityzm, sukces, wolnomyślicielstwo, swobodę erotyczną, talent, arogancję, wolność. I mieli tylko jeden lęk: że przeminą bez echa, że nie zabłysną, nie olśnią, nie uwiodą. Czuli na plecach oddech historii, obawiali się, że ta ich piękna epoka wodewilowo-kabaretowa jest tylko antraktem, że świat stoi za progiem Małej Ziemiańskiej i ich ukochanej redakcji. „Wiadomości Literackie”, o których tu mowa i których pierwszy numer wyszedł 6 stycznia 1924, a ostatni datowany był na 3 września 1939 roku, stały się punktem orientacyjnym tego świata, centrum, w którym zbiegały się wszystkie promienie słońca.

 

Walka o uśmiechniętą Polskę

 

Międzywojenne dwudziestolecie literackie przetrwało w dwóch opowieściach – jednej rodem z musicalu „Lata dwudzieste, lata trzydzieste” i drugiej, którą najdobitniej opowiedział Miłosz w swojej „Wyprawie w dwudziestolecie”. Książka Małgorzaty Szpakowskiej „Wiadomości Literackie prawie dla wszystkich” plasuje się pośrodku tych narracji. Pozornie książka warszawskiej badaczki jest monografią najważniejszego pisma społeczno-literackiego swoich czasów, jednak przy bliższej lekturze staje się również stanowiskiem wobec sporu o dwudziestolecie, pytaniem o charakter polskiej modernizacji kulturowej, a także opisem najważniejszych starć światopoglądowych, które toczyły się w międzywojniu.

 

Kiedy spod prasy drukarskiej schodził pierwszy numer „Wiadomości Literackich” nic nie zapowiadało tego, czym miało stać się to pismo oraz związane z nim środowisko w ciągu następnych dwóch dekad. W początkowym okresie funkcjonowania było to pismo czysto literackie wzorowane na „Les Nouvelles littéraires” i odzwierciedlające w dużym stopniu eklektyczne literacko i estetycznie upodobania Grydzewskiego. Credo pisma i jego ostateczny kształt nie zostały jednak objawione przez wszechmocnego redaktora (choć władzę miał ogromną), ale wykreowane były przez współpracowników Grydzewskiego i swą ostateczną formę przyjęły na przełomie lat 20. i 30., kiedy pismo nabrało już charakteru społeczno-polityczno-kulturalnego.

 

Główną rolę odegrało tu dwóch ludzi Słonimski i Boy – obaj ponadprzeciętnie inteligentni, zdecydowani w poglądach, budzący sporą irytację wśród współobywateli. Słonimski oddziaływał przede wszystkim swoimi „Kronikami Tygodniowymi”, Boy w „Wiadomościach” występował raczej jako autor kontrowersyjnych ówcześnie kampanii społecznych, współtwórca dodatku „Życie Świadome”, a w dalszej kolejności jako tłumacz i krytyk teatralny. Łączyło ich to, co stało się znakiem rozpoznawczym całego środowiska – walka o nowoczesną, swobodną intelektualnie i światopoglądowo, a także uśmiechniętą Polskę.

 

Wyprawa w dwudziestolecie

 

Cały intelektualny horyzont „Wiadomości” da się zamknąć takimi hasłami jak wolność, racjonalizm, pacyfizm (jednakże: do pewnego momentu), emancypacja, równość, kosmopolityzm. I choć dziś te hasła brzmią trochę inaczej niż w dwudziestoleciu, to warto odbyć wyprawę z tę zamierzchłą z naszej perspektywy epokę, by zadać sobie pytanie, na czym polegała nieodrobiona lekcja z modernizacji, z której skutkami borykamy się do dziś, a także by zobaczyć na czym polega słabość takich projektów – elitarnych, ograniczonych do wąskiego kręgu odbiorców. Można postawić sobie pytanie, czy gdyby nie klęska wojny, a potem 45 lat komunizmu, boyowskie „życie ułatwione” byłoby dziś czymś normalnym?

 

Powszechnie przyjmuje się, że „Wiadomości” miały dwóch potężnych wrogów – kościół katolicki i środowiska narodowców, ale czy trzecim wrogiem nie był świat zdrowego, mieszczańskiego rozsądku? „Wiadomości” bowiem szły na wojnę ze wszystkim, co dla tego porządku jest święte. Po pierwsze z fundamentalną dla tego świata tradycją uproszczonego romantyzmu, po drugie ze świętą tradycją dworku jako kolebki polskiej tożsamości. Odrzucały też tak bliskie sercu każdego Polaka ułańskie czako wraz z całą tradycją, mitologią wojenną i wojskową (choć mitowi Marszałka pozostawały zaskakująco długo wierne), a także – co szczególnie – oburzające zapominały o składaniu życzeń na Wielkanoc i Boże Narodzenie.

 

Zamiast patosu „Wiadomości” wolały ironię, w miejsce narodu chętniej widziały społeczeństwo, zamiast tradycji wojennej wybierały tradycję pracy intelektualnej z przełomu wieków, odwołującą się do „Głosu” Dawida czy idei Abramowskiego. Lekturę „Ksiąg Narodu i Pielgrzymstwa Polskiego” zastąpiłyby lekturą „Legendy Młodej Polski”, w Brzozowskim bowiem widziały swojego patrona intelektualnego i swój wielostronny projekt modernizacyjny, niesformułowany nigdzie jako program, wywodziły z jego myśli. Jak jednak zauważa Szpakowska, o ile chętnie powoływali się na nazwisko autora „Płomieni”, o tyle gorzej było z recepcją jego myśli na łamach pisma. Jedyny problem związany z postacią tego myśliciela, który został w „Wiadomościach” szerzej przedyskutowany, to tak zwana „sprawa Brzozowskiego”.

 

Można jednak śmiało zakładać, że te fascynacje kręgu „Wiadomości” ani choćby nawet współpraca z Tuwimem, autorem głośnego opublikowanego w „Robotniku” wiersza „Do prostego człowieka”, po którym poeta został odsądzony od czci i wiary, nie odsuwały „warszawskich nowoczesnych” od przeciętnej wrażliwości tak, jak kampanie Boya uderzające w rodzinę, macierzyństwo, podległość kobiet. I choć Szpakowska, opisując te przedsięwzięcia Boya, zwraca uwagę na niekonsekwencje jego postawy, wskazuje na problematyczność jego stosunku do kobiet, i choć ja z kolei daleka jestem od przekładania sporów toczonych w ówczesnej Warszawie na grunt naszych dzisiejszych doświadczeń, to jest w tym coś uderzająco współczesnego. Ma rację autorka monografii, że życie w Polsce nigdy nie było dostatecznie ułatwione. Co z kolei pozwala postawić pytanie, skąd powtarzalność pewnych sporów kulturowych, a także pytanie o mechanizmy modernizacji kulturowej, której historia „Wiadomości” jest doskonałą ilustracją.

 

Maleńki Olimp

 

Pierwszą rzeczą, która od razu zwraca uwagę jest to, że projekt „Wiadomości” był projektem z góry obliczonym na określonych odbiorców (mimo że tutaj właśnie wspaniale rozwinął się reportaż, również ten społecznie zaangażowany), że był projektem dla myślących tak samo, wyznających ten sam system wartości, mówiących biegle po francusku, cieszących się dobrobytem i w miarę spokojną głową. Niewątpliwie jego heroiną była gombrowiczowska inżynierowa Młodziakowa. Był to również projekt jakby pisany wbrew „strasznym mieszczanom”, miał nie tyle zmieniać gusta, nawyki i zapatrywania, ile raczej prowokować. Środowisko „Wiadomości Literackich” z jednej strony toczyło ostre spory o antysemityzm, o to, czym jest sztuka nowoczesna, o wolność słowa i pacyfizm, z drugiej jednak strony można jednak odnieść wrażenie, że stawką w tych wojnach były również celna pointa, żart, czasem szyderstwo.

 

Również w przestrzeni sztuki „Wiadomości” zamiast budować szkołę myślenia krytycznego zajmowały się utrwalaniem własnego zakonu, czy to gloryfikując Schillera kosztem Osterwy, czy to IPS kosztem Zachęty, czy demaskacyjne techniki Boya kosztem Irzykowskiego. Wszystko zawsze we własnym sosie, maleńki Olimp, skromna plejada.

 

W omówieniach książki Szpakowskiej bardzo często pojawia się mechanizm przenoszenia obrazu dwudziestolecia, który stworzyła w swojej monografii, na obraz dzisiejszej Polski. Jest to niezwykle kuszące, bo analogia ciśnie się pod pióro sama, ale tamte spory i tamten język opisywały rzeczywistość zupełni inną od naszej. Leming nie sięgnąłby po „Wiadomości”, były jednak zbyt elitarne. Również dzisiejsze spory ideowe przebiegają wśród innych podziałów. Szpakowska podsumowując swoją opowieść o niespokojnym i barwnym okresie dwudziestolecia zauważa, że sami twórcy pisma, wielbiąc nowoczesność, odgrywali rolę anachroniczną jak na czasy, w których przyszło im żyć. Inteligencja już wówczas traciła swoją rolę nauczycieli i wychowawców, nawet jeśli podchodziła do niej pół żartem, pół serio – jak ci spod znaku Grydza. Poza tym za nimi czekali następni, młodsi o dekadę mniej więcej i to oni, Miłosz, Gombrowicz, Giedroyc, odegrali chyba ważniejszą rolę w odkurzaniu naszych umysłów. Ale to już zupełnie inna opowieść.

Książki, o których pisał autor