9 października 2012

Co myślisz o Izraelu?

Co wiemy o ludziach, którym nie dano wyboru? Paweł Smoleński przez wiele lat rozmawiał z Arabami, dla których Izrael nie jest ojczyzną, ale innej mieć nie mogą. W swojej najnowszej książce, „Arab strzela, Żyd się cieszy”, opowiada o życiu w kraju, który jest dobry, bo daje żyć, choć wcześniej zabrał wszystko.

 

Jest rok 2006 roku. Trwa mecz Izrael – Irlandia, eliminacje do mistrzostw świata w piłce nożnej. Abbasa Suan w ostatniej minucie gry o wszystko strzela zwycięskiego gola. Doprowadza do łez nie tylko Arabów. Ze szczęścia płaczą również Żydzi, mimo że ich bohater nie śpiewa izraelskiego hymnu, a po golu oddaje pokłony w kierunku Mekki.

 

Każdy kto choć trochę zna się na piłce nożnej, wie, że izraelski futbol jest fatalny. Większość wie również, że Izrael to najbardziej rozwinięty gospodarczo kraj Bliskiego Wschodu i światowy lider w technologiach odsalania wody. Kolebka dwóch największych monoteistycznych religii świata. Językami urzędowymi są tu hebrajski i arabski. Nie można zawierać ślubów cywilnych, a religią państwową jest judaizm. Około dwudziestu procent obywateli kraju stanowią Arabowie. Nie mogą służyć w wojsku. „Pozostałe” osiemdziesiąt procent mieszkańców to Żydzi. Tyle z encyklopedii…

 

A jak jest naprawdę? Smoleński wychodzi poza statystki i kompendia wiedzy. Z jego książki dowiemy się, że Żydzi i Arabowie niewiele mają okazji do wspólnej radości. Po „Izrael już nie frunie”, w której dziennikarz wsłuchiwał się w historie izraelskich Żydów, poznajemy punkt widzenia Arabów, czujących się „obywatelami drugiej kategorii”.

 

Arabowie u Smoleńskiego przedstawieni są jako ludzie siedzący „okrakiem na barykadzie”. Czy jest nadzieja na to, by tę barykadę zamienić w most? Reporter nie odpowiada wprost na tak postawione pytanie. Uważnie słucha i pyta swoich rozmówców o „ich” kraj: co o nim myślą, jak im się żyje? A czasem nie musi pytać wcale. I niejednokrotnie przeciera oczy ze zdumienia. Dowiaduje się, jak trzeba się ubrać, żeby wyglądać na Żyda. Słyszy o tym, że komunizm i Związek Radziecki były dobre. I nie wie, co ma odpowiedzieć wspaniałej kobiecie, walczącej o prawa Palestynek. Nie wytrzymuje opowieści Mohammada o tym, że wszystko jest spiskiem i mówi „daj już spokój”.

 

Razem z bohaterami, których być może przedstawiają zrobione przez autora niepodpisane fotografie ilustrujące książkę, wędrujemy przez Tel Awiw, Jerozolimę, Akkę do Ber Szewy i Um El Fahm, żeby znów wrócić do Jerozolimy czy Tiry. Z zapartym tchem oglądamy przedstawiany przez Smoleńskiego Izrael, w którym Żydzi i Arabowie marzą o tym samym: aby sąsiada spotkała klęska, aby ten drugi został wygnany. A czasem marzą po prostu o pokoju.

 

Smoleński ma wszystko, co jest potrzebne do napisania dobrego reportażu, i umiejętnie potrafi to wykorzystać. Pisze o Izraelu nie po raz pierwszy. I za każdym razem jego reportaże z tego niezwykłego świata wciągają czytelnika. Nie pozwalają oderwać się od lektury. Nie trzeba być znawcą tematyki. Nie trzeba również rozumieć – bo chyba zrozumieć się nie da – wszystkich problemów regionu. „Arab strzela, Żyd się cieszy” to książka o Izraelu, ale przede wszystkim wciągająca opowieść o zwykłych ludziach, a przecież to o nich powinien traktować dobry reportaż; reszta winna być tylko tłem.

Książki, o których pisał autor