25 kwietnia 2013

Człowiek, który klasyfikuje

„Urodziłem się” – tyle pewnego. Szczególnie, jeśli żyje się w świecie Georgesa Pereca, jednego z najbardziej intrygujących i najdziwaczniejszych pisarzy XX wieku. Poza faktem urodzenia, Perec nie mógł być pewny w swoim życiu niczego.

 

Autor „Życia. Instrukcji obsługi” nie miał większego pojęcia na temat własnego pochodzenia, trochę żydowskiego, trochę francuskiego, trochę polskiego, trochę nie wiadomo jakiego. Nie mógł nawet skonsultować się z rodzicami – tych stracił podczas wojny. Perec jest bezdomną przybłędą – fascynacji przygodnością i zmiennością natury tożsamości dał upust w tekście na temat Ellis Island, gdzie ubodzy emigranci czekali na łaskę wpuszczenia do Ameryki, obietnicy nowego życia.

 

Jest tylko jedna rzecz, nad którą da się zapanować – pisarz może zapanować nad swoim dziełem. Perec jest królem miejskiej codzienności, imperatorem dynamiki biurka, władcą kawiarnianego stolika – rozwój sytuacji na biurku opisuje niczym sprawozdanie z bitwy. Nie znam innego autora, który z polotem i dowcipem potrafiłby stworzyć szczegółowy katalog posiłków, spożytych w 1974 r. Perec potrafił. Nie znam innego autora, który miałby wystarczający tupet, by coś takiego zaproponować czytelnikowi i wydawcy. Perec miał. Autor „Człowieka, który śpi” prowadzi czytelnika przez codzienność, zastanawia się nad statusem ontologicznym nierównego chodnika, kolekcjonuje zużyte bilety do metra, spisuje wszystko, co zjadł. Nerwica? Jak najbardziej. Perec nie czuje się zakorzeniony w świecie, musi o to zakorzenienie zadbać sam, nawet jeśli scalanie świata ma polegać na prowadzeniu absurdalnych inwentarzy. Być to klasyfikować, inwentaryzować. Tyle tylko, że „mam świadomość, że kiedy porządkuję, układam, gdzieś indziej będą miały miejsce zdarzenia, które zburzą ten ład”. Oto dramat – żyć się nie da pełną piersią, katalog nigdy nie będzie wyczerpany, choć w sumie nie o wyczerpanie zbioru chodzi, a o samo archiwizowanie.

 

Perec przygląda się uważnie codziennym czynnościom – chodzeniu, jedzeniu, czytaniu. Właśnie – w jakiej pozycji się czyta? Jaka pozycja jest optymalna dla najlepszego przyjęcia lektury? Czy lepiej czytać w wannie, w łóżku, czy może na stojąco albo w metrze? „Urodziłem się”, zbiór rozproszonych tekstów autora słynnego „La Disparition”, książki w której nie pada ani jedna litera „e”, to obraz artysty, którego wielkość polega na łatwości ubierania banalności w filozoficzne szaty, narzucania jej formalnego rygoru. Nagle czynności, wykonywane często bezrefleksyjnie, mechanicznie stanowią fundamentalny problem. Już nigdy nie uda mi się po prostu usiąść i przeczytać książki bez uprzedniego rozważania wszystkich „za” i „przeciw”, bez przemyśliwania – fotel, kanapa, podłoga, krzesło.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także