25 kwietnia 2014

Perełka dla każdego

Zawód poławiacza pereł jest niezwykle wymagający i niebezpieczny. Młodzi mężczyźni, ryzykując własnym życiem, nurkują głęboko, by wyłowić upragnione skarby. Ale to zarazem zawód bardzo dobrze płatny, nie brak więc śmiałków. W Polsce nikt pereł nie łowi. Niejako w zamian za to wydawnictwo Poławiacze Pereł wydaje książki naprawdę godne zainteresowania.

 

Gdyby chcieć opisać w jednym zdaniu ich najnowsze dzieło, „Kosmonautkę”, to nawiązując do tytułu, trzeba powiedzieć, że publikacja autorstwa Piotra Wawrzeniuka „sięga bardzo wysoko”. Łamie bowiem stereotypy na poziome treści, języka i szaty graficznej.

 

Wzrok przyciąga już sama okładka. Delikatnie niebieskie tło wypełnia podkreślony na niby-różowo tytuł. Kolory są bardzo stonowane. Niebieski nie jest intensywny, jak na marynarskich mundurkach, a różowy nie razi wyrazistością laleczkowych sukienek, za to razem ładnie ze sobą współgrają, przecząc stereotypowemu wyobrażeniu kolorów chłopackich i dziewczyńskich. Gdy już nasycimy oczy okładką, w środku znajdziemy krótkie, acz najeżone humorem i słownymi zabawami, wierszyki. Mama inżynierka jest w nich „prostolinijna i nie lubi przekrętów”, a generałka, choć pewnie uwielbia ład i czystość, unika w domu „generalnych porządków”.

 

Żeńskie określenia zawodów mogą budzić największe kontrowersje, jakie powstaną lub powstały wokół tej publikacji. „Architektka” czy „chemiczka” jeszcze jakoś ujdą w codziennej mowie, ale „prezydentka” czy „pilotka” dla wielu ludzi brzmią fatalnie. Określenia te skonsultowane zostały jednak z profesorem Mirosławem Bańko (autorem i współautorem wielu słowników oraz poradników językowych), możemy zatem mieć pewność, że nawet jeśli nie są akceptowane przez wszystkich użytkowników języka, to z pewnością są poprawne pod względem gramatycznym.

 

Sama książka jest dość krótka i szybko można przewertować strony, ciesząc oczy pięknym wydaniem. Można jednak powiedzieć, że stoją za nią prawdziwe historie. Otóż prawie każda opisana w „Kosmonautce” mama ma swoją odpowiedniczkę lub odpowiedniczki w rzeczywistości. I tak wierszyk o chemiczce wzorowany był na biografii Marii Skłodowskiej-Curie, „mamami źródłowymi” dla prezeski banku były Janet Yellen, Annika Falkengren i Hanna Gronkiewicz-Waltz. W polskiej armii nie ma obecnie generałki, ale kiedyś służyły w niej w tym stopniu Maria Wittek i Elżbieta Zawadzka (o nich wszystkich możecie przeczytać na oficjalnym fanpage’u wydawnictwa na Facebooku, co stanowi ciekawy przykład „życia książki”). Jedynie mama jeżdżąca w Formule 1 jest całkowitą fantazją autora. Po tak udanym debiucie Pawła Wawrzeniuka warto czekać na kolejne zapowiadane tomy. I kibicować, by spełniły się marzenia autora.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także