15 marca 2016

Pilch intymny

Nowy Pilch, intymny Pilch

Już sam termin „wywiad rzeka” ma w sobie pewną poetyckość. To nie jest zwykła rozmowa dotycząca nowej książki bądź planów wydawniczych. To intymna konwersacja tocząca się z dala od informacyjnego zgiełku, której celem jest ukazanie innego aż chce się rzec prawdziwego oblicza rozmówcy. Może z lekko romantycznym, ale właśnie takim nastawieniem podszedłem do lektury książki Zawsze nie ma nigdy. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak.

Wybór był nieprzypadkowy. Wyłącznie Pietrowiak, będąca wieloletnią przyjaciółką pisarza, była w stanie sportretować jednego z najoryginalniejszych współczesnych twórców literatury polskiej w sposób, jakiego nie znamy z jego książek. A z pewnością jest kogo portretować. Wszak mowa o Pilchu, autorze Spisu cudzołożnic i Pod Mocnym Aniołem, o pisarzu, który, jak wiadomo, inspiracji „nie bierze z powietrza”, ale czerpie je z własnych doświadczeń.

Egzaminujący rzeczywistość sam znalazł się pod gradobiciem pytań. Dowiadujemy się dlaczego i w jakich okolicznościach Jerzy stał się Pilchem. Zawsze nie ma nigdy nie jest formą spowiedzi, ale przenikliwą rozmową, która pozwoli spojrzeć na pisarza inaczej, niż sprezentował to sam autor obydwu Dzienników. Przedstawia ten rodzaj intymności, którego nie jesteśmy w stanie dostrzec, nie będąc na stanowisku obserwatora z zewnątrz.

Tylna okładka ciemnożółtej, skądinąd pięknie wydanej książki, nie pozostawia niedopowiedzeń czy złudzeń: „Jerzy Pilch mówi co myśli naprawdę – o ojcu i rodzinie, o kobietach i małżeństwie, o śmierci i bogu, o misji podrywacza i samotności, o literaturze i tajnikach warsztatu.”

39 ołówków, Szymborska i Tiger

Pietrowiak zaczyna wiwisekcją biura w domu pisarza. Dopytuje o to, jak Pilchowi udało opanować się stosy książek „dziko rosnące” po kątach. Obydwoje penetrują liczne pudełka różnych rozmiarów, aby później dopytywać się o historię wszystkich zebranych w nich przedmiotów, skarbów czy zwykłych – jak sam je nazywa – „dupereli”.

Powszechnie znane są legendy o zwyczajach i rytuałach pisarzy. Jednym z zabawniejszych jest mit, jakoby Ernest Hemingway ostrzył i układał 52 ołówki, zanim przystąpił do pracy. Jerzy Pilch jest daleki od takich ekstrawagancji, a jego poczynania są wyłącznie pragmatycznej natury, chociaż zabarwione poczuciem humoru. Podkreśla, że niesłychanie ceni sobie rękodzieło i jest wielkim fanem galanterii papierniczej dlatego też na jego biurku znajduje się papier, kilka piór do pisania, atrament oraz cały szereg rezerwowych notatników. „A ołówki? Moje ręce są w różnym stanie, czasem trudniej jest pisać wiecznym piórem, łatwiej ołówkiem, dlatego mam je w pogotowiu. Trzydzieści dziewięć ołówków to prawie wieczność – wyobraź sobie, że wypiszesz trzydzieści dziewięć ołówków. Jak masz je na biurku, dają gwarancję długiej perspektywy życiowej”.

Najbardziej zaskakujący jest kierunek rozmowy, który obrała Pietrowiak. Nie tworzy jednej osi wywiadu, pytania utrzymane są w różnych tonacjach. Teatrolożka idealnie uchwyciła balans między niskim a wysokim, potocznym a patetycznym, gdzie egzystencjalne wywody przecinają humoreski z życia pisarza. Wątki dotyczące historii literatury krzyżują się z anegdotkami z półświatka wydawniczego. Ciekawostką jest relacja Pilcha z Szymborską, z którą jako jeden z nielicznych był na „ty”. Opowieści o temperaturze środowiska artystycznego spotykają się z dygresjami o specyficznych zamiłowaniach obojga pisarzy: „Wisława była przeurocza, kolekcjonowała najdziwniejsze rzeczy. Gdyby zobaczyła taki sklep jak Tiger, toby oszalała. Kupiłaby wszystko!”.

Biblia początkującego pisarza

Zawsze nie ma nigdy jest jedną z tych książek, które zawierają odpowiedzi na elementarne pytania początkujących pisarzy, o które każdy boi się zapytać lub nie wie jak je zadać. Młody skryba przeczyta wywiad rzekę z Jerzym Pilchem z przerażeniem w oczach i wypiekami na twarzy, ponieważ cała ta wiedza, święty graal i eldorado adeptów pióra nie jest ukryta na szczycie niezdobytej przez człowieka góry, ale na ziemi, w księgarniach, pośród nas. W miejscach, do których każdy ma dostęp, a i które w każdej chwili może zgłębić.

Pilch opowiada o swoim warsztacie i w jakich warunkach go ćwiczył. Tłumaczy bez egzaltacji, dydaktycznego tonu mędrca i nauczyciela. Mówi o debiucie prozatorskim w wieku trzydziestu sześciu lat, o żmudnej pracy z tekstem, gdy wena nie chce przyjść tygodniami. A wreszcie o samotności, jaka jest wpisana w ten zawód, choć raczej bliżej temu do życiowej postawy.

Najmocniejszą i najciekawszą stroną „Zawsze nie ma nigdy” jest ujęcie intymnego życia pisarza z perspektywy materialnych elementów jego codziennej rzeczywistości. Pilch często mówi o ewangelizmie, swojej relacji z bogiem oraz stosunku do świata. Prawdziwy rąbek tajemnicy zostaje uchylony dopiero, gdy Ewelina Pietrowiak dopytuje o jego mieszkanie i życie w nim. Wyłania się wtedy obraz osoby świadomej swojej samotności, człowieka, który się na nią zdecydował. Wielokrotnie mocniej wybrzmiewa relacja Pilcha ze współczesnością, gdy opisuje gdzie trzyma swoje „portki” i dlaczego akurat tam. Dlaczego koszule dzieli na „jednobarwne” (czyli czarne) i „wielobarwne” (białe).

Liczne dygresje i interpretacje relacji rodzinnych Pilchów, zamieszkałych niegdyś w Wiśle, przewijają się na kolejnych kartach książki. Pisarz rozwodzi się nad toksyczną relacją z ojcem, wychowaniem przez babcię i „swoim” wszechświecie, którego centrum jest dom matki w podgórskiej miejscowości. Poruszane są wątki śmierci, przemijania i codziennych zmagań z chorobą Parkinsona, z których to doświadczeń bije fascynujący spokój. Jednakże prawdziwie „intymny portret pisarza” ukazuje się w szczegółach, jak choćby w przypadku historii zamiłowania Pilcha do szklanych kulek, które w chwilach największego rozedrgania uspakajają jego ręce.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także