24 stycznia 2013

Psycholog na moście

Według Hitchcocka kobieta, która publicznie się rozbiera, jest jak na wstępie zdradzone rozwiązanie kryminału. Najnowsza powieść Michaela Robothama na przekór tym słowom udowadnia, że nawet oba te elementy razem wzięte mogą stanowić fabularny atut, jeśli są poparte talentem autora. Chociaż „Grozę” otwiera obraz nagiej samobójczyni, a powód jej niespodziewanego zachowania szybko się wyjaśnia, książka ta jest jednym z ciekawszych thrillerów wydanych w ostatnim czasie.

 

Trzecia część cyklu o psychologu Josephie O’Loughlinie w subtelny sposób nawiązuje do poprzednich przygód bohatera. Robotham, rozważnie i świadomie budując narrację, pozwala odnaleźć się w powieści zarówno czytelnikom „Podejrzanego” i „Uprowadzonej”, jak i tym, dla których „Groza” to pierwsza przygoda z serią. Taka równowaga wśród twórców literackich tasiemców to niezwykła rzadkość; tym bardziej warto ją dostrzec i docenić.

 

Profesor O’Loughlin, prywatnie mąż i ojciec dwóch córek, walcząc z chorobą Parkinsona stara się prowadzić stabilne i spokojne życie. Rezygnuje z aktywnej roli psychologa i podejmuje się pracy na uniwersytecie. Jego spokój zostaje zakłócony w dniu, gdy na Clifton Suspension Bridge naga kobieta próbuje popełnić samobójstwo. Policja zwraca się do profesora z prośbą o pomoc. Skok kobiety do rzeki Avon wywołuje w Irlandczyku poczucie osobistej porażki aż do chwili, gdy w jego domu zjawia się córka zmarłej. Dziewczyna jest przekonana, że jej pełna woli życia matka nie mogła świadomie dokonać tragicznego czynu, że musiała paść ofiarą okrutnego działania. Profesor postanawia poznać przyczynę zachowania kobiety, chociaż swoim osobistym zaangażowaniem ryzykuje nie tylko zdrowie, lecz także bezpieczeństwo własnej rodziny.

 

Moja wyjątkowo pochlebna ocena książki wiąże się przede wszystkim z rodzajem serwowanego podczas lektury strachu. Pożywka stacji telewizyjnych, opatrzona i zbanalizowana przemoc fizyczna, nijak się ma do tej ukazywanej przez Robothama – psychicznej, uświadamiającej, jak wiele zła można uczynić wyłącznie za pomocą manipulacji i szantażu, gdy w grę wchodzą podstawowe ludzkie instynkty oraz, choćby wyobrażona, świadomość zagrożenia najbliższych nam osób. „Groza”, zgodnie ze swoim tytułem, wyjątkowo dosadnie obrazuje bezbronność każdego z nas nawet wtedy, gdy pozornie nie istnieje żadne fizyczne zagrożenie; przedstawia wreszcie, w jak prosty sposób można przenicować każdy, nawet stabilny i racjonalny umysł. Owa bliskość i realność strachu wprowadza niezbędne napięcie, które rośnie z każdą kolejną przeczytaną stroną.

 

Główny bohater, Joseph O’Loughlin, ze względu na swoją profesję, nadaje powieści psychologicznej głębi. Jako specjalista w swojej dziedzinie, oprócz zwykłej roli spiritus movens akcji, jest wiarygodnym interpretatorem mechanizmów działania ofiar i ich oprawcy, owiec i wilka, ostatecznie: ludzi kierowanych strachem i nienawiścią. Michael Robotham nie zapomniał przy tym o bohaterach pobocznych, niestereotypowych, wyrazistych, nie mniej ciekawych od samego profesora. To ich obecność czyni akcję wyjątkowo dynamiczną, za sprawą błyskotliwych dialogów, pełnych ciętych ripost, zgryźliwości i ironicznych uwag. Siłą wspóczesnych powieści kryminalnych, w większości budowanych jak scenariusze filmowe, są mocne i wyraźne dialogi. A tych w „Grozie” z pewnością nie brakuje.

 

Wiarygodność jednocześnie na poziomie bohaterów, intrygi kryminalnej i tła akcji to ogromne wyzwanie dla każdego autora gatunku. Michael Robotham sprostał mu bez potknięcia. Nawet Hitchcock nie powstydziłby się tej powieści.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także