26 września 2012

W poszukiwaniu włoskich braci Grimm

Gdy niezwykła, na wskroś przesiąknięta dziecięcą fascynacją przyjemność płynąca z lektury podszyta jest imponującym materiałem erudycyjnym, nie sposób uniknąć entuzjazmu. Z pewnością pierwszy z trzech zapowiadanych tomów pełnego wydania zebranych przez Italo Calvino „Baśni włoskich” to jedna z najpiękniejszych książek, jakie pojawią się w tym roku na sklepowych półkach.

 

Publikacja pierwszego wydania „Baśni włoskich” miała miejsce w 1956 roku, w 3 lata po ukazaniu się przełomowej „Morfologii bajki magicznej” Władimira Proppa. Praca rosyjskiego badacza niewątpliwie przyczyniła się do wzrostu popularności eklektycznego gatunku, jednak wpisywała się w kontekst o wiele szerszy. Fascynacja folklorem w zdewastowanej Europie była po części formą eskapizmu, wynikała też jednak z możliwości nowych odczytań, jakie stwarzała rzecz tak, zdawałoby się, dobrze znana, jak baśń. Także dla samego Calvino zanurzenie się w złożonym, baśniowym świecie miało ogromne znaczenie. Już wcześniej w swoich dziełach prozaicznych chętnie sięgał po elementy cudowności, ale to żmudna praca nad „Baśniami” sprawiła, że w jego późniejszych, najbardziej znanych powieściach odnajdziemy elementy najdawniejszych, przekazywanych ustnie podań i legend.

 

Ciężko cokolwiek książce zarzucić, choć osobiście wolałbym przepiękne ilustracje Wiesława Majchrzaka z pierwszego polskiego wyboru z lat 60 niż surowe ryciny Giuseppe Mari Mitelliego. Samemu antologiście udała się jednak sztuka niebywała. Z jednej strony stworzył dzieło nadzwyczaj spójne, na którym odcisnął swoje wyraźne piętno jako autor. Z drugiej – udało mu się zadbać, by książka pozostała różnorodna, ukazując możliwie szerokie spektrum baśni toskańskich, sycylijskich czy neapolitańskich. Tak jak w przenikliwej analizie bajki Proppa, znajdziemy tu powracające elementy opowieści. Nie przeszkadza to jednak w tym, by ten wspólny rdzeń układał się w coraz to nowe ornamenty. Utwory przybierają formę moralitetów, opowieści mieszczańskich, religijnych paraboli, czasem zbliżają się do klasycznej noweli. Warto tu zwrócić uwagę na komentarze samego Calvina – jedne zdawkowe, inne drobiazgowe, w każdym razie ułatwiające poruszanie się po konstelacji, która inspirowała włoskich twórców od Boccaccia i Machiavellego, przez autorów żyjących w czasach największej fascynacji baśnią w XIX wieku, aż po samego autora „Jeśli zimową nocą podróżny” czy Pasoliniego, w którego filmach odnajdziemy alegoryczny rys.

 

Zamiar odnalezienia włoskich braci Grimm, jaki przyświecał autorowi, został spełniony z nawiązką.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także