15 września 2014

Dziesięć książek, które uformowały Michała Rusinka

Nasz znakomity felietonista postanowił podzielić się z czytelnikami Xiegarnia.pl swoją dziesiątką. Oto ona:

Rusinek_Michal_fot_Jacek_Poremba

1) Tove Jansson, „Muminki” – książka, której się w dzieciństwie autentycznie bałem, a zarazem mnie fascynowała –  i chyba mi to zostało, choć teraz już wiem co to jest i do czego służy psychoanaliza;

 

2) A.A. Milne, „Kubuś Puchatek” i „Chatka Puchatka” – mistrzostwo świata w dziedzinie literatury dziecięcej, także z powodu kongenialnego przekładu Ireny Tuwim;

 

3) J.R.R. Tolkien, „Władca pierścieni” – przeczytałem trzy razy pod rząd i mało brakowało, a zacząłbym rozmawiać z rodziną językiem elfów, jak córka narratora genialnej książki Erlenda Loe „Doppler”;

 

4) Ursula LeGuin, „Czarnoksiężnik z Archipelagu” – książka-pomost między literaturą fantasy a literaturą jako taką; po niej nie miałem już ochoty wracać

 

5) J.L. Borges, opowiadania ze wskazaniem na „Fikcje” – absolutne literackie mistrzostwo świata; do tych książek ciągle wracam, zmęczony gadulstwem innych pisarzy; Borges jest jak detoks.

 

6) Zbigniew Herbert, wiersze; czytane pod koniec lat 80. miały szczególne wibracje; dostałem się na studia dzięki temu, że na olimpiadzie polonistycznej wylosowałem pytanie o Herberta, którego sporo wierszy znałem na pamięć

 

7) Bruno Schulz, opowiadania – nie wiem, czy umiałbym go czytać teraz z podobnym zachwytem, ale pierwsze zetknięcie z tą frazą było jak smakowanie egzotycznych dań;

 

8) Tomasz Mann, „Czarodziejska góra” – książka, w której, jak mi się zdaje, poznałem wiele pierwowzorów postaci, które potem miałem poznać osobiście;

 

9) Vladimir Nabokov, ale trudno mi wybrać tę jedną książkę; owszem, „Lolita”, ale i „Pnin”, ale przede wszystkim „Tamte brzegi” – pierwszy dla mnie dowód, że autobiografię można napisać w tak zachwycający sposób;

 

10) Michel Foucault, „Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu” – pierwsza książka naukowa, która mnie zachwyciła stylem; wciąż uważam, że to największy stylista poststrukturalistyczny;

 

11) Nick Hornby, „High Fidelity” – po angielsku, bo tytuł nieprzetłumaczalny; zabawna książeczka, w której bohater musi sporządzić podobną listę, ale nie książek, lecz muzycznych utworów, jego zdaniem najważniejszych; i nie potrafi, wciąż zmienia, wciąż coś dopisuje, wścieka się; bo takie listy to nie jest dobry pomysł, drodzy Państwo; pozdrowienia łączę, wściekły MR

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także