9 listopada 2012

Haruki Murakami – nasz ukochany wróg

Haruki Murakami jest jednym z najciekawszych zjawisk na literackiej mapie świata. Najciekawszych i najbardziej kontrowersyjnych. Nazywany magikiem, literackim hochsztaplerem, geniuszem i grafomanem, już od kilkudziesięciu lat wzbudza ogromne emocje zarówno wśród krytyków, jak i czytelników.

 

Biografia jak z powieści Murakamiego

 

Haruki Murakami ma 28 lat, wraz z żoną prowadzi klub jazzowy w Tokio. W kwietniu 1978 na tokijskim Stadionie Jingu ogląda pojedynek Yakult Swallows i Hiroshima Carp. Na murawę wychodzi baseballista Dave Hilton i wykonuje double’a. W tej samej chwili, gdy pałkarz dociera do drugiej bazy, Haruki postanawia zmienić swoje życie i odkrywa w sobie coś, o czym wcześniej nie miał pojęcia.

 

Sześć lat później mało znany pisarz, nauczyciel uczący na kursach wieczorowych, Tengo, dostaje dziwne zlecenie – musi zredagować książkę napisaną przez niezwykłą nastolatkę.

 

 

 

W czerwcu 1984 roku w mieszkaniu Tōru Okady dzwoni telefon, a on zostaje poproszony przez tajemniczą kobietę o dziesięć minut rozmowy. I jakby za sprawą tego telefonu rozsypuje się uporządkowana rzeczywistość, w której żyje Okada: znika jego kot, zostawia go żona, a on sam w końcu trafia do domu, którego mieszkańcy popełnili niegdyś samobójstwo i gdzie znajduje się tajemnicza studnia.

 

Dwa lata po meczu Yakult Swallows z Hiroshima Carp, Boku, dwudziestokilkuletni pracownik firmy reklamowej w Tokio, dostaje od swojego przyjaciela o imieniu Szczur kartkę pocztową ze zdjęciem owiec na pastwisku. Boku musi odnaleźć jedną z owiec ze zdjęcia – w przeciwnym razie grozi mu niebezpieczeństwo ze strony tajemniczego, wpływowego mężczyzny.

 

Historie Tengo, Tōru Okady i Boku nie wydarzyłyby się, gdyby nie ten jeden mecz baseballowy. Jest rok 1978. Haruki Murakami ogląda Dave’a Hiltona dobiegającego do drugiej bazy i postanawia, nagle i zupełnie nieoczekiwanie, zacząć pisać. Tej samej nocy rozpoczyna pracę na „Hear the Wind Sing”, by po kilku miesiącach otrzymać za swoją pierwszą powieść nagrodę literacką przyznawaną przez Uniwersytet Techniczny w Kyoto. Ośmielony sukcesem tworzy kolejne części swojej pierwszej trylogii: „Pinball” i „Przygodę z owcą”, które nazwane zostaną „Trylogią Szczura”. Potem napisze takie powieści, jak „Norwegian Wood”, „Kronika ptaka nakręcacza”, „Kafka nad morzem” i „1Q84”.

 

W 2012 roku Haruki wymieniany jest już jako faworyt do Literackiej Nagrody Nobla. Na pytanie Rolanda Keltsa z „New Yorkera”, czy chciałby dostać Nobla prowokacyjnie odpowiada: „Nie, nie chcę nagród. One oznaczają, że jest się już skończonym”. Opowieść o początkach kariery przypomina pierwsze rozdziały jego powieści.

 

Tak sławni byli tylko Beatlesi

 

Murakami nie udziela wywiadów telewizyjnych, rzadko można usłyszeć go w radiu, unika też prasy. A jednak stał się popkulturowym zjawiskiem, pisarzem, którego książki sprzedają się w milionach kopii – i nie jest to tylko efektowny frazes: cały nakład „1Q84” w Japonii rozszedł się w 24 godziny, a największa księgarnia japońska Kinokuniya „wyprzedała” cały swój zapas najnowszej książki Murakamiego w kilka minut.

 

Bardzo łatwo wyznaczyć początek komercyjnego sukcesu Murakamiego – była to jego piąta książka, „Norwegian Wood”, nostalgiczna powieść o dojrzewaniu, miłości, seksie i samotności. W przeciwieństwie do jego wcześniejszych dzieł, pozbawiona była charakterystycznych dla Murakamiego gier z konwencjami i narracją. Historią Tōru Watanabe, zakochanego w dwóch dziewczynach – wrażliwej Naoko i przebojowej Midori – ugruntował swoją pozycję jednego z najbardziej poczytnych japońskich pisarzy. Realizm „Norwegian Wood”, uniwersalność poruszanego tematu, liczne nawiązania do kultury zachodniej i rewolucji seksualnej sprawiły, że książka stała się niezwykle popularna na Zachodzie (w samych Stanach Zjednoczonych sprzedano 2,5 miliona egzemplarzy). I choć Murakami nie był pierwszym japońskim pisarzem, którego docenili zagraniczni czytelnicy (wystarczy wspomnieć Yukio Mishimę i Kōbō Abe), nikt przed nim nie był czytany na tak wielką skalę.

 

Czytelnicy autora „Kafki nad morzem” zapytani o zalety powieści Murakamiego, odpowiadają jednym tchem – enigmatyczny, ascetyczny styl narracji, niekonwencjonalni, tajemniczy protagoniści, oniryczny nastrój opowieści, surrealistyczne, niesamowite zdarzenia, w których uczestniczą „zwykli” ludzie. W alternatywnych światach Murakamiego nie znajdą Japonii – Krainy Kwitnącej Wiśni, gejsz, kimon i drzewek bonsai. W ponad tysiącstronicowej powieści „1Q84” nie pojawiają się tak „japońskie” słowa jak „sushi” czy „sake”. Bohaterowie piją francuskie wino, czytają Prousta, słuchają Duke Ellingtona, Janaczka i piosenek duetu Sonny i Cher. Murakami rezygnuje z „japońskiego sztafażu”, nieustannie odwołując się do kultury zachodniej. Niektórzy zachodni krytycy właśnie w tym dopatrują się jego siły, siły pisarza międzynarodowego, żyjącego w erze globalizacji, swobodnie poruszającego się na styku dwóch kultur. Inni, jak Michael Dirda z „The Washington Post”, doceniają „niemalże nadprzyrodzony” talent Murakamiego do snucia opowieści.

 

Japończyk czy Europejczyk? Murakami i krytycy

 

Podczas gdy krytycy doszukują się w „transkulturowych” powieściach Murakamiego „japońskiego ducha”, amerykańscy i europejscy czytelnicy ustawiają się w kolejkach po jego powieści, a japońscy fani stają się coraz młodsi (jak sam zauważa w jednym z nielicznych wywiadów). Jednak krytycy z Kraju Kwitnącej Wiśni wciąż podejrzliwie odnoszą się do twórczości Murakamiego.

 

Jego zdystansowanie się wobec japońskiej literatury, niekonwencjonalny styl i nieustanne odwoływanie się do zachodniej kultury już u progu kariery budziły kontrowersje i często traktowane były jako atak na rodzimą kulturę. Miał on być niemalże pisarzem jednej książki, czy też „lekkim pisarzem popularnym” – jak kiedyś wyraził się o nim noblista Kenzaburō Ōe. Wielu japońskich krytyków podkreślało, że Murakami nie jest pisarzem dwóch tradycji – wschodniej i zachodniej, lecz pisarzem pozbawionym własnej tożsamości narodowej, a jego sukces oznacza nie zwycięstwo multikulturalizmu, lecz triumf kultury amerykańskiej. Spór o Murakamiego to nie jedynie spór o „japońskość” pisarza. Jego krytycy zauważają, że tworzy on eskapistyczne, wyrafinowane opowieści, według nich będące jedynie intelektualną rozrywką oderwaną od rzeczywistości.

 

Zarzut ten formułują nie tylko japońscy krytycy pisarza. John Updike określił Murakamiego jako „malarza negatywnych przestrzeni”, twierdząc, że gorączkowa, obfitująca w liczne zwroty akcji narracja, ukrywa podświadomy pociąg (porównywalny z pociągiem seksualnym) ku nicości, pustce, błogiej nieświadomości.

 

Murakami odwdzięcza się swoim adwersarzom pięknym za nadobne. Niezwykle krytycznie wypowiada się na temat japońskiego literackiego establishmentu, podkreślając swoją niezależność. Jak sam mówi, nie potrzebuje krytyków, pisze dla czytelników, którzy kupują go nie z powodu recenzji w prasie czy akcji promocyjnych, ceniąc w nim profesjonalnego pisarza-rzemieślnika.

 

Słoń, który intryguje czytelników

 

„Zniknięcie słonia” to zbiór opowiadań, powstałych w latach 80. Kilka z nich publikowanych było wcześniej w rozmaitych amerykańskich czasopismach, były zatem znane amerykańskiej publiczności (Murakami jako nowelista jest też znany polskim czytelnikom – choćby z wydanego w 2007 roku zbioru „Wszystkie boże dzieci tańczą”). W opowiadaniach tych jak w soczewce ogniskują się wszystkie cechy jego pisarstwa, zalety jak i wady jego warsztatu, kształconego na najwybitniejszych amerykańskich prozaikach – czytelnicy zauważyć mogą ślady Salingera, Fitzgeralda, Capote’a czy Chandlera. Zwłaszcza Chandler i styl noir zdaje się patronować zbiorowi „Zniknięcie słonia”. Nie oznacza to jednak wtórności Murakamiego. Wręcz przeciwnie.

 

 

Karty opowiadań Murakamiego zamieszkują typowi dla niego bohaterowie – palący krótkie papierosy Hope, pijący wino, słuchający muzyki z płyt winylowych, należący do japońskiej klasy średniej. Zostali oni wytrąceni ze stanu zawieszenia przez niezwykłe, surrealistyczne wydarzenia. Tu chyba szukać należy klucza do wyjątkowości prozy Murakamiego: tkwi ona w zdolności do zestawiania ze sobą świata realnie istniejącego i światów (nie)możliwych. „Normalne” małżeństwo napadające na McDonalda, by zdjąć „klątwę” nieudanego napadu na piekarnię dokonanego przez małżonka jeszcze przed ślubem. Pani domu, której objawia się zakochany w niej, obrzydliwy, zielony zwierz. Bezimienna bohaterka nagle zapadająca na całkowitą bezsenność. TV People nawiedzający dom bohatera i przestawiający rzeczy jego i małżonki. Historie, które chciałoby się zakwalifikować jako „opowieści niesamowite” sąsiadują z opowiadaniami całkowicie realistycznymi – o rozpadzie małżeństwa Japończyków, studencie zarabiającym na życie pisaniem listów do kobiet uczęszczających na kurs doskonalenia umiejętności korespondowania, czy pracowniku dziełu reklamacji. Ich wspólną cechą jest pozorny brak puenty. Jak w tytułowym opowiadaniu „Zniknięcie słonia”, w którym wiekowy już słoń po prostu znika z miejscowego zoo, pozostawiając wszystkich – wliczając w to czytelników – w stanie całkowitej dezorientacji.

 

Wszystkie gry Murakamiego

 

Powieści i opowiadania Murakamiego przypominają skomplikowaną grę, której uczestnikiem staje się czytelnik. To od niego zależy, czy przyjmie reguły proponowane przez Murakamiego i da uwieść się prozie autora „Kroniki ptaka nakręcacza”. Akceptacja ich oznacza wkroczenie do świata, w którym wszystko jest możliwe, którym rządzi przypadek, słonie znikają bez powodu, a na niebie czasami świecą dwa księżyce. Nie powinna dziwić zatem popularność, jaką cieszy się Murakami, nieustannie podważający racjonalność i logiczność naszego świata. Bo w końcu czymże są jego powieści i opowiadania, jeśli nie baśniami dla dorosłych – czasami brutalnymi, lirycznymi, czasem absurdalnymi. To opowieści o tym, że nic nie jest takie, na jakie wygląda. I choć krytycy zarzucają mu często przewidywalność, schematyczność, pretensjonalność wreszcie, to nie mogą oni zaprzeczyć, że stał się prawdziwą gwiazdą, która kształtuje gusta literackie milionów odbiorców.

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także