5 lipca 2013

Przełom oddechu. Ocalony Paul Celan

Polskiemu czytelnikowi fundamentalna kwestia możliwości pisania poezji po Oświęcimiu kojarzy się głównie z twórczością Tadeusza Różewicza. Pewnie nie każdy wie, że słynne słowa Theodora Adorno odnosiły się pierwotnie do wiersza „Fuga śmierci” Paula Celana – twórcy uznawanego za jednego z najważniejszych, ale zarazem najtrudniejszych poetów dwudziestego wieku, należącego zarazem do wąskiej grupy wybitnych dwudziestowiecznych pisarzy takich jak Samuel Beckett, Maurice Blanchot czy Franz Kafka, którzy za główne zadanie obrali pisanie o tym, co niewyrażalne i konsekwentnie uświadamiali nicość stojącą za literaturą. Od niedawna możemy się z tą wielką poezją zapoznać od nowa za sprawą długo wyczekiwanego zbioru „Psalm i inne wiersze” w wyborze i przekładzie Ryszarda Krynickiego.

Dziękuję, ale pamiętam

 

W 1958 roku Paul Celan otrzymał za swoją twórczość poetycką nagrodę Wolnego Hanzeatyckiego Miasta Bremy. Był to jeden z pierwszych momentów, które pozwalały temu piszącemu po niemiecku żydowskiemu poecie poczuć, że jego książki zaczynają być doceniane. W liście skierowanym do urzędnika, który powiadomił go o tym zaszczycie, szczęśliwy Celan podziękował wylewnie. Kiedy osobiście odbierał nagrodę, ton jego przemówienia wyglądał już nieco inaczej. Owszem, dziękował za wyróżnienie, ale nie tylko. Oto fragment mowy:

 

„Myśleć (denken) i dziękować (danken) są w naszym języku słowami tego samego pochodzenia. Kto uda się ich śladem, zda się na obszar znaczeniowy: »pamiętać« (gedenken), »mieć w pamięci« (eingedenk sein), »pamięć« (Andenken), »nabożeństwo« (Andacht). Proszę pozwolić mi z tego miejsca podziękować Państwu”.

 

Celan zapożyczył tę analizę najpewniej od Martina Heideggera. Poeta bardzo inspirował się myślą niemieckiego filozofa, łączyło ich choćby podobne zapatrywanie na kwestie języka i poezji. Powszechnie znane są jednak nazistowskie sympatie Heideggera, z których na domiar złego po wojnie myśliciel nigdy nie uznał za stosowne nawet się wytłumaczyć. Drugorzędna w przytoczonej wypowiedzi jest nawet sprawa normalnie absolutnie dla poety pierwszorzędna – kwestia języka. „Naszego”, czyli zarówno żydowskiego poety, jak i rodowitych Niemców, także nazistów. Najważniejsze, co powiedział Celan Bremeńczykom to: dziękuję, lecz zarazem pamiętam.

 

Bezpaństwowiec

 

We współczesnym rozumieniu autor „Fugi śmierci” był właściwie bezpaństwowcem. Urodził się w żydowskiej rodzinie w 1920 roku w Czerniowcach na terenie ówczesnej Rumunii, a dzisiejszej Ukrainy jako Paul Antschel (pseudonim Celan jest anagramem rumuńskiego zapisu prawdziwego nazwiska poety). Jego pierwszym językiem był niemiecki – w końcu tylko dwa lata dzieliły go od przyjścia na świat w Monarchii Austro-Węgierskiej. Był Żydem, lecz z rodziny dość zasymilowanej – swoją judaistyczną duchowość Paul Celan w znacznej mierze odkrywał dopiero jako dojrzały człowiek, choć zawsze miał jej świadomość. Matka poety dbała, aby językiem używanym w domu Antschelów była staranna, literacka niemczyzna, nie zaś mieszany dialekt używany w tamtych czasach powszechnie na terenie Bukowiny. Inaczej było ze szkołami. Te młody Celan zmieniał często, a wskutek dynamicznych zmian historycznych, były to szkoły, w których obowiązywały różne języki wykładowe. Choć jego Muttersprache pozostał na zawsze język niemiecki, poeta znał także, lepiej lub gorzej: rumuński, hebrajski, jidysz, francuski, rosyjski, angielski, a także grekę i łacinę. Okazało się to istotne dla jego późniejszej twórczości translatorskiej – Celan tłumaczył z powodzeniem i na różne języki między innymi: Mandelsztama, Lermontowa, Jesienina, Apolinaire’a, Kafkę, Dickinson, Szekspira czy Frosta.

 

Język oprawców

 

Kiedy do Czerniowiec wkracza Armia Czerwona, a Północna Bukowina zostaje częścią Związku Sowieckiego, Celan ma 20 lat. Rok później, w czerwcu, NKWD przesiedla 4000 mieszkańców miasta na Syberię, większość z nich rzecz jasna narodowości żydowskiej. W lipcu do Czerwniowiec wkracza specjalny oddział SS. Żydzi są prześladowani lub eksterminowani, naziści palą świątynię, pozbawiają ludność żydowską praw obywatelskich i nakładają na nią obowiązek przymusowej pracy. Kilka miesiący później w Czerniowcach powstaje getto. Większość z 45 tysięcy ludzi, którzy je zamieszkiwali, zostaje deportowana. Celan spędza okres wojny w obozach pracy (najdłużej we wsi Tabaresti na terenie dzisiejszej Mołdawi) i gettach, pracując między innymi przy budowie mostu i robotach drogowych. W 1942 i 43 roku traci oboje rodziców, wojna odbiera mu zresztą niemal wszystkich bliskich. Po jej zakończeniu słusznie czuje się ocalony. Jak wszyscy Żydzi, którzy przeżyli, Celan nie potrafi pogodzić się z dwudziestowiecznym losem swojego narodu. Zostaje z nim związany jeszcze mocniej, tak samo, jak z traumą i poczuciem pustki. Los chciał, że już zawsze będzie wyrażał to wszystko w języku niedawnych oprawców.

 

Zagłada europejskich Żydów pozostanie punktem odniesienia dla wierszy Celana. Poeta nosił w sobie traumę swoją i swojego narodu i siłą rzeczy zawsze pisał, jeśli nie bezpośrednio o niej, to z nią w domyśle. Utworem, który opisuje kwestię niemieckiego Ostatecznego Rozwiązania jest najbardziej znany jego wiersz, tłumaczona na niezliczoną ilość języków „Fuga śmierci” (nawiasem mówiąc – jedyny wiersz w zbiorze tłumaczeń Krynickiego, którego ten nie zdecydował się przełożyć; znajduje się on w książce w starszym tłumaczeniu Stanisława Jerzego Leca). Wiersz wcale nie charakterystyczny dla Celana, który w późniejszym okresie nie czytał go nawet na spotkaniach autorskich i delikatnie się od niego odżegnywał, radykalizując swoją poetykę i coraz bardziej orbitując w kierunku ciszy oraz wagi pojedynczych, wieloznacznych słów. Utwór jest wyjątkowo muzyczny, a obrazem dominującym jest tu orkiestra przygrywająca pracującym na umór więźniom obozów pracy (lub koncentracyjnych). Skojarzenia z Bachem są raczej błędne – wiersz początkowo miał być, i we wczesnych wersjach był, tangiem. Dominuje w nim powtarzalność i pozornie odważna metaforyka. Dlaczego pozornie? Gdyż Celan niejednokrotnie starał się tłumaczyć czytelnikom, że jego obrazy nie są metaforami, a choćby fraza „grób kopiemy w powietrzu tam się nie leży ciasno” jest niestety jak najbardziej dosłowna.

 

Poeta hermetyczny?

 

Theodor Adorno w późniejszym okresie wycofał się ze swojej, wywołanej impulsem, opinii. Po latach pisał: „Wciąż trwające cierpienie ma także prawo do ekspresji, jak maltretowany do krzyku; dlatego raczej mylny byłby sąd, że po Oświęcimiu nie można już napisać żadnego wiersza”. W innymi miejscu filozof odniósł się także do samego urodzonego w Czerniowcach twórcy, nazywając go „najwybitniejszym przedstawicielem poezji hermetycznej we współczesnej liryce niemieckiej”. Celan, który jako pisarz potrzebował wyrazów aprobaty ze strony ludzi, których szanował, ucieszył się ze słów wywodzącego się ze szkoły frankfurckiej myśliciela. Nie mógł jednak zgodzić się z jego opinią w pełni, bowiem wielokrotnie podkreślał, że błędne jest uznawanie jego poezji za twórczość hermetyczną. Wypadałoby wyjaśnić, gdyż uznawane za trudne wiersze autora „Piasku z urn”, nadal często odbierane są właśnie w ten sposób.

 

Oto jak poeta komentował swoją późniejszą twórczość, powstałą w drugiej połowie lat sześćdziesiątych: „Już nie tworzę poezji muzycznej, jak w czasach bardzo popularnej »Fugi śmierci«, która do dziś wałkowana jest w podręcznikach. (…) Co do mojego rzekomego kodowania, określiłbym je raczej: nieprzemilczaną wieloznacznością (…) Próbuję odtworzyć skrawki na podstawie analizy widmowej, by ukazać wielość aspektów wzajemnego przenikania się. Widzę moją rzekomą abstrakcyjność i faktyczną wieloznaczność jako chwile realizmu”. Poezją hermetyczną można nazwać na przykład cykl „Pieśni” pisany przez Ezrę Pounda, w którym artysta dochodzi do sedna poprzez piętrowe nagromadzenie kulturowych odniesień, trudnych bądź niemożliwych do odczytania dla osób bez dobrego przygotowania choćby w zakresie filologii klasycznych. Hermetyzm jako „kodowanie” znaczeń, głębokie i celowe zanurzenie w dotychczasowym dorobku ludzkości, nie jest tym, co proponował Celan. Jego wiersze nie domagają się w takim stopniu odczytywania znaczeń ukrytych przez twórcę, ale raczej żywej interakcji. Wieloznaczność i trudna, ciemna metaforyka Paula Celana ma za zadanie wytwarzać treści w indywidualnym procesie lektury, a nawet po prostu wpływać na czytelnika za pomocą samej siły niecodziennie potraktowanego słowa. Odczytanie wiersza urodzonego w Czerniowcach twórcy niekoniecznie powinno być jego wyczerpującą interpretacją. Jest raczej pozwoleniem owym chwilom realizmu, o których wspominał, na zaistnienie w wyobraźni czytającego. Autor „Przełomu oddechu” twierdził, że wszystkim czego potrzebuje poezja jest uwaga. Tym samym według niego trudne, nieoczywiste wiersze, które pisał, nie stawiają przed czytelnikiem żadnych wymagań erudycyjnych, a jedynie zadanie wczucia się w nie, próby medytacji. Ma ona doprowadzić zarówno piszącego, jak i odbiorcę do, jak nazywa to sam poeta, „przełomu oddechu”. Celan porównywał pisanie i lekturę poezji z modlitwą i to właśnie porównanie – wraz z wachlarzem skojarzeń, z którym wiąże się „słowo” w tradycji judaistycznej – jest najlepszym kluczem do zrozumienia jego dzieł.

 

Syndrom ocalonego

 

Z czasem poezja Celana radykalizowała się jeszcze mocniej. Metafory stawały się coraz bardziej ryzykowne, coraz większą rolę zaczęły w jego wierszach odgrywać cisza i puste miejsca, utwory zaczęły być jeszcze bardziej skondensowane i jeszcze mniej jednoznaczne. Coraz większe napięcia zaczeły także towarzyszyć autorowi. Na początku 1963 roku Celan po raz pierwszy poddaje się stacjonarnemu leczeniu w klinice psychiatrycznej, co zresztą później zdarzało się już dość regularnie. Staje się nieznośny dla rodziny, dokonuje prób samobójczych. Głównym powodem zaburzeń psychicznych poety jest to, co zwykle w takich wypadkach nazywa się syndromem ocalonego. W 1965 roku w napadzie szału poeta atakuje nożem swoją żonę, pochodzącą z dobrego, francuskiego domu artystkę Gisele Celan-Lestrange. Dwa lata później prosi ona o rozstanie, na co uzyskuje zgodę męża. Wiosną 1970 roku Paul Celan nie wytrzymuje ciężaru depresji i popełnia samobójstwo, topiąc się w Sekwanie.

 

Wiersze Celana warto czytać nie tylko ze względu na ich niewątpliwą jakość i oryginalność, która umożliwiła im na wskroś nowoczesną niemożliwość oddzielenia w nich planu treści od planu formy. Autor „Fugi śmierci” uważany jest za jednego z najwybitniejszych, jeśli nie najwybitniejszego pisarza zajmującego się tematem Zagłady. Patrząc z innej perspektywy – należy do wąskiej grupy wybitnych dwudziestowiecznych twórców takich jak Samuel Beckett, Maurice Blanchot czy Franz Kafka, którzy za główne zadanie obrali pisanie o tym, co niewyrażalne i w swojej twórczości konsekwentnie uświadamiali finalną nicość stojącą za literaturą. Poezja Celana domaga się lektury dlatego, że tylko poprzez kontakt z nią samą, nie zaś tekstami próbującymi ją omawiać, możemy w jakikolwiek sposób się do niej zbliżyć i zrozumieć ją. Osobliwe jest w niej również zachowanie proporcji pomiędzy wymiarem świadectwa, a byciem samoistnym dziełem sztuki. Artyści zajmujący się tematyką Zagłady zwykle przedkładają treść ponad formę, głównie z pobudek etycznych. Paulowi Celanowi udało się pisać poezję skupioną na efekcie artystycznym, tworzoną właściwie z pominięciem najprostszych, choćby narracyjnych, odniesień do tematu Ostatecznego Rozwiązania, a mimo tego, cała jego twórczość ma od razu zauważalne korzenie w tym doświadczeniu i nie daje się czytać bez świadomości jej uwikłania w Zagładę. Będąc świadectwem, poezja Celana nie przestaje być sztuką. I odwrotnie.

 

***

 

Na zakończenie proponuję jeszcze zainteresowanym posłuchać słynnego i przejmującego autorskiego wykonania „Fugi śmierci”, które jest dostępne na Youtubie:

 

//www.youtube.com/watch?v=gVwLqEHDCQE

 

Podczas pisania artykułu posługiwałem się między innymi książką Johna Felstinera zatytułowaną „Paul Celan. Poeta, ocalony, Żyd”, kanoniczną pracą dotyczącą zarówno biografii, jak i twórczości Celana.

 

Fragmenty zbioru „Psalm i inne wiersze” przeczytać można tutaj.

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także