Około 30 ekranizacji, nie licząc seriali. Pierwsza nie trwała dłużej niż 10 minut, ostania uderza przepychem i ambicjami twórców. Żaden bohater ani żadna bohaterka filmowa nie umierała na ekranie chyba tak często jak Anna Karenina. Raz jeden, w 1927 roku darowano jej życie, ponieważ badania amerykańskiej publiczności pokazały, że widzowie woleliby ją widzieć w ramionach Wrońskiego, a nie pod kołami pociągu. Twórcy filmu zachowali jednak resztki zdrowego rozsądku i zmienili tytuł filmu rezygnując z odniesienia do powieści i zostawiając tylko "Love".
W rodzimej prozie widać ostatnio zalążki nowego i jednocześnie na wskroś tradycyjnego podejścia, jakby pisarze przypomnieli sobie, że zwyczajny czytelnik (a tacy na szczęście jeszcze się zdarzają) oczekuje od nich przede wszystkim dobrej historii, i taką właśnie historię próbują mu sprawnie przedstawić. Czy można już nieśmiało ogłosić powrót opowieści do polskiej literatury? Czy odchodzą w niepamięć czasy, gdy polski prozaik nie był w stanie napisać powieści bez utyskiwania na trudną kondycję artysty?
„Najbardziej dziwacznym ze wszystkich zboczeń seksualnych jest zachowanie wstrzemięźliwości” – stwierdził niegdyś Remy de Gourmont. A że był Francuzem i poetą w jednej osobie, od razu nasuwa się myśl, że na seksie znać się musiał bardzo dobrze. Oczywiście to tylko stereotyp. Jeden z wielu, które krążą wokół twardego jądra tabu kultury Zachodu, jakim od wieków jest seksualność.
Jak donosi prasa, krakowska prokuratura przesłuchała Bronisława Maja. Trudno jej się dziwić, ostatecznie przesłuchiwanie Bronisława Maja jest prawdopodobnie jedną z najprzyjemniejszych czynności, jaka się może w życiu przydarzyć.
Jarosław Mikołajewski w „Rzymskiej komedii” stwierdza, że Rzym jest rzeczą wielką, a więc każda pisząca osoba czuje w jego obliczu twórczy zew. Włochy także są rzeczą wielką i w zrozumiały sposób inspirują. I to nie tylko tych, nad którymi wisi świadomość, że wszystko już zostało przez kogoś opisane, że Goethe, że Iwaszkiewicz... Napełnia natchnieniem także pisarzy, którzy brawurowo posługują się brzytwą Ockhama i – rach, ciach – bez Standhala z Herbertem – wchodzą prosto we włoskie światło, by spałaszowawszy miskę spaghetti, ot tak, napisać o tym bestseller.