6 maja 2013

Jak się mieszka w Formie Otwartej?

To nie jest książka o małżeństwie Hansenów. To książka o Oskarze Hansenie. Papieżu i Don Kichocie Formy Otwartej. Polskim Le Courbusierze, jeśli chodzi o format myśli. Twórcy idei, którą można uznać za największą ideę nowoczesnej architektury polskiej.

To również książka o kolejnym „źle urodzonym”, którego nazwisko obecnie nawet nie pada na polskich wydziałach architektury, i którego zaledwie 5 projektów doczekało się trwałej realizacji. Jeśli nie liczyć mieszkania Hansenów na Sędziowskiej oraz ich domu w Szuminie, są to osiedla na Przyczółku Grochowskim i Rakowcu w Warszawie oraz Słowackiego w Lublinie, czyli miejsca gdzie diabeł mówi dobranoc.

 

Na początku był modernizm

 

U źródeł tej książki leży pewna moda. Moda na modernizm. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych a przede w wszystkim na początku XXI wieku pojawiły się publikacje, które przychylnym okiem zaczęły przyglądać się osiedlom z wielkiej płyty, dworcom, budynkom rządowym i innym reliktom minionej epoki, kojarzonym potocznie z szarym komunizmem. Zaczęto w nich dostrzegać ślady modernistycznych ideałów i przedwojennej szkoły architektury. Pod nieświeżym mięsem zabudowy dostrzeżono lukier szczytnych założeń i nowatorskich rozwiązań.

 

Helena Skibniewska, Arseniusz Romanowicz, Witold Lipiński, Bohdan Pniewski, Marek Leykam, Oskar Hansen stali się twarzami minionej epoki. Ich pomysły były doskonałe w warstwie projektowej, ale w praktyce na skutek kolejnych redukcji i kompromisów, nacisków władzy i fatalnej jakości materiałów, przychodziły na świat wybrakowane i chore. Ich dalszy żywot okazywał się jeszcze trudniejszy. Kilku z nich poświęcił „Żle urodzone” Filip Springer. W jednym z rozdziałów przyznał się, że jego ulubionymi bohaterami byli Hansenowie i że to właśnie ich twórczość chciałby poznać lepiej. Tę możliwość dało mu Muzeum Sztuki Nowoczesnej, zamawiając książkę o twórcach Przyczółka Grochowskiego. Springer przeprowadził się na Przyczółek i rozpoczął prace nad książką. „No i jak Ci się mieszka w Formie Otwartej?” – spytała kilka lat później dziennikarka.

 

Dzieło otwarte

 

Springer nie jest architektem ani znawcą modernizmu, ale jest rasowym reportażystą. Na pytanie o Hansena odpowiada, odbijając piłeczkę i oddając głos kolejnym osobom, miejscom, ukazując detale. W przeciwieństwie do historyka czy krytyka sztuki nie ślęczy też nad papierami ze szkiełkiem (choć na pewno dobrze odrobił zadane lekcje), ale jest w ciągłym ruchu. Przyczółek Grochowski w Warszawie, Syväranta, Oświęcim, Otterlo, Wilno, Świnoujście, Paryż, Bergamo… to kolejne nazwy rozdziałów książki i miejsc, gdzie Springer szuka śladów Hansena.

 

Można pomyśleć, że niczym neofita podejmuje wyzwanie mistrza w formie swojej książki, otwierając ją na jak największą liczbę relacji, aby zdynamizować, zwielokrotnić, maksymalnie wzbogacić portret Hansena. Słyszał bowiem, jak powściągliwy na co dzień twórca, ciskał niegdyś gromy na głowę tego, kto ośmielił się zaproponować wykonanie realistycznej rzeźby Hansena.

 

Springer jest jednak przede wszystkim sprawnym pisarzem, który wie, że symultaniczność akcji, rozbitej na kilka wątków, lokalizacji i wiodących postaci najlepiej odpowiada dzisiejszej zguglowanej wrażliwości czytelnika, który nie może się nudzić i wciąż otwiera kolejne okna uwagi. Dlatego jego opowieść o zapomnianym polskim architekcie, który za młodu odmówił wielkiej światowej kariery, a pozostając w Polsce mógł zrealizować swoje utopijne projekty jedynie na makietach, wydaje się świetnym materiałem na film.

 

Obejrzyj wydanie Xięgarni z Filipem Springerem w głównej roli.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także