24 lipca 2015

Lekcje umierania

„Zwłoki, kiedy już oswoimy się z ich obecnością (…) okazują się wymarzonym towarzystwem” – wyznaje pracująca w trupiarni narratorka i zarazem główna bohaterka „Balsamiarki” – debiutu prozatorskiego Izabeli Kawczyńskiej.

Zmarli nie czują przecież bólu, a ich obecność pozwala choć na chwilę odzyskać to, o czym całe życie marzy opowiadająca, czyli święty spokój.

Chęć ucieczki towarzyszy przyszłej „balsamiarce” od najmłodszych lat. Dziewczynka pragnie wyzwolić się od bezkompromisowej matki karcącej ją za to, że wszystko robi nie tak jak należy, ojca funkcjonującego w jej wyobraźni jako „zły wilk” i babki – mistyczki, którą prześladuje obsesja czystości, a także tajemnicze wizje: „a to ukazała się jej Matka Boska, a to Jezusek w stajence puścił do niej oko”. Funkcjonowanie w opresyjnym układzie sprawia, że bohaterka mówi o sobie jak o dużej lalce: „Dobra ze mnie lalka. Udaję coś żywego, porządnie udaję”. Chwilą wytchnienia okazuje się dla niej jedynie moment gdy rodzice zamykają ją w szafie. Wówczas wyobraża sobie alternatywną rzeczywistość wobec tej, w której ludzie przypominają „przedmioty, wypchane zwierzęta lub zasuszone owady”. Te dwie przestrzenie – jawy i snu będą się nieustannie przenikać w dorosłym życiu bohaterki, pozwalając jej z jednej strony stawić czoła śmierci – zdecydować się na pracę w trupiarni i następnie prosektorium, lecz z drugiej strony – żadna z tych ról nie doprowadzi do zaniku nadzwyczajnej wrażliwości, sprawi natomiast, że dziewczyna zacznie dryfować na wąskiej granicy załamania nerwowego.

Rzeczywistość, w jaką została wrzucona „balsamiarka” nie jest jednak wypełniona dramatyzmem, wręcz przeciwnie: to świat groteski, czarnego humoru, karykatur, codziennej brutalności, która powoduje, że ciało staje się jedynie naczyniem wypełnianym śluzem, krwią, a po śmierci rekonstruowanym i upiększanym. Taki sposób postrzegania cielesności oddala od prawdziwego zmierzenia się z najtrudniejszą lekcją życia: lekcją śmierci. Łatwiejsze okazuje się podtrzymywanie iluzji trwania: balsamowanie zwłok zatrzymujące proces gnicia. Kawczyńska doskonale pokazuje, że o ile do śmierci można się przyzwyczaić, koncentrując się na jej wymiarze materialnym bądź estetycznym, o tyle towarzyszące nam umieranie, codzienne rozpadanie się na drobne kawałki jest procesem nieoswajalnym, zanurzeniem w oceanie ciemności, z którym można się zmagać, naiwnie powtarzając: „Ale to jest moja dłoń i to jest mój dom”.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także