8 września 2015

Najtrudniejsze spotkanie

„Lucynka, Macoszka i ja” czeskiego pisarza Martina Reinera to niezwykle kameralna opowieść o tym, jak przypadkowe i niezrozumiałe dla nas decyzje zmuszają do opuszczenia bezpiecznej samotni i nawiązania głębokich relacji, które jednak po pewnym czasie trzeba zerwać, by skonfrontować się z najtrudniejszym: z samym sobą.

Droga do tego spotkania jest niezwykle długa i wymaga wielu poświęceń. Najpierw musi pojawić się impuls, jakim w przypadku głównego bohatera powieści okazuje się zobaczenie tajemniczej wiadomości napisanej do przebywającego na emigracji poety Macoszki. Tomasz nie zastanawia się zbyt długo i wyrusza tropem zapomnianego artysty, aż do szaleństwa zagłębiając się w jego twórczości. Równocześnie spadają na niego obowiązki rodzicielskie – musi wejść w zupełnie obcą mu rolę ojca i zająć się Lucynką – córką Marty – by nie trafiła do domu sierot.

„Człowiek prawie nigdy nie rozumie, co oznaczają dni, które właśnie przeżywa” – wyznaje Tomasz, który na skutek podjęcia jednej decyzji – wyruszenia tropem Macoszki – wchodzi na drogę ciągłego zmagania się z własnymi lękami. Czeski artysta i jego twórczość stają się dla niego niepokojącym lustrem, stopniowo coraz wyraźniej pokazującym mu jego własne życie. Natomiast Lucynka uczy go bezinteresownego poświęcenia, odpowiedzialności za drugiego oraz odcięcia się od nadmiernego analizowania każdej czynności, zrozumienia, że czasem wystarczy po prostu być, żeby wszystko stało się łatwiejsze.

Ciekawe jest to, że powieść Reinera nosi wyraźne cechy autobiograficzne – autor bowiem od lat jest zapalonym badaczem twórczości czeskiego pisarza Ivana Blatnego, o którym, podobnie jak o Macoszce, krążyły przeróżne opowieści: o licznych romansach, przedwczesnej śmierci, emigracji. Reiner skrupulatnie rozmywa granice między rzeczywistością a fikcją, wprowadza prawdziwe postaci, np. artystów Nezvala czy Kubištę, lecz obok nich ustawia przede wszystkim bohaterów o zmienionych nazwiskach lub tych całkiem zmyślonych.

W „Lucynce…” najbardziej wciągające jest jednak wchodzenie w osobistą, niespieszną opowieść, dla której odległe tło stanowią istotne wydarzenia historyczne, czyli upadek komunizmu. Gazety pokazują, jak odnaleźć się w nowej demokracji, lecz tego, jak opiekować się pięcioletnią dziewczynką, trzeba dowiedzieć się samemu. I to niewątpliwie najtrudniejsza, ale i najważniejsza lekcja. Lekcja, która umożliwi następny krok: konfrontację z własnym „ja” i zaakceptowanie swojej homoseksualnej tożsamości.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także