22 sierpnia 2016

Ofiary kruchych pajęczyn

„Linie kodu kreskowego” to zbiór piętnastu opowiadań węgierskiej pisarki Krisztiny Tóth. Ich głównymi bohaterkami są dorastające dziewczyny lub młode kobiety, a dodatkowe spoiwo tomu stanowi powracający motyw linii, wyeksponowany również w podtytułach kolejnych historii.

Pisarka opowiada z jednej strony o liniach, które podobnie jak kody kreskowe przekazują jasne informacje, o podziałach czy granicach wynikających ze społeczno-kulturowych uwarunkowań i decydujących o przynależności do określonej grupy, z drugiej zaś pokazuje, że znacznie więcej istnieje w naszym życiu linii niewidocznych, rozmytych i niezrozumiałych.

Mówienie o tych pierwszych liniach pozwala autorce subtelnie zarysować tło historyczne, czyli czasy tzw. kadaryzmu. Tóth stawia wyraźne granice między Węgrami, gdzie przyszło żyć bohaterkom, a światem Zachodu – odległym, fascynującym, ale też niejednokrotnie budzącym poczuciem zagrożenia. Pokazuje tandetę i ciasnotę mieszkań, zasady panujące w szkołach czy na obozach wyjazdowych, które mimo tego że miały być nagrodą, dla młodych uczennic często okazywały się najgorszą karą.

Jednak znacznie ciekawsze jest to, jak pisarka opowiada o drugim rodzaju linii: o tym, co nie do końca jasne i wytłumaczalne. Tóth mówi więc przede wszystkim o pragnieniach dziewcząt, które albo próbują odnaleźć miłość, albo uporać się z nieszczęśliwym uczuciem. Niezwykle poruszająca jest historia kobiety, która stara się odciąć od przeszłości, a pomóc ma jej w tym pozbycie się dwunastu spisanych wraz z dawnych partnerem próśb czy marzeń dotyczących ich związku. Bohaterka podczas podróży pieczołowicie wyszukuje miejsca dla kolejnych karteczek. Gdy zostają jej już tylko dwie, koperta, w której były umieszczone, niespodziewanie się gubi. Udaje się ją odnaleźć dopiero pod koniec wyjazdu w niedostępnej szczelinie hotelowego pokoju. Los spisanych pragnień pozostaje więc ciągle niejasny. Dziewczyna wierzy, że na moment stworzenia odgradzającej ją od przeszłości linii będzie musiała jeszcze poczekać. I pozostaje jej tylko ta wiara. Choć, jak pokazuje inna historia – nastolatki spędzającej wakacje w domu obcych jej zupełnie przyjaciół rodziców, gdzie dane jej było doświadczyć wielu traum – ta wiara może okazać się złudna. Po latach bohaterka wyznaje przecież: „Trzeba to odkreślić grubą linią, zwykła mawiać moja matka, odkreślić i już. Od tego momentu wszystko idzie w zapomnienie. Dobrze. Ale jaką linią?”.

I to pytanie wydaje się jak najbardziej zasadne. Historie węgierskiej pisarki sugerują bowiem, że najczęściej zmagamy się z liniami, które trudno jasno wyznaczyć i zdefiniować. To linie, które stawiamy sobie sami w naszych głowach, ograniczając się lub wymagając od siebie zbyt wiele. A te linie są jak pajęcze sieci: niby niewidoczne i niegroźne, ale jednak potrafią zniszczyć ofiarę, która się w nie złapie. I tak kolejne ograniczenia niszczą również bohaterki Tóth: kobiety wychodzące ku słońcu, szukające jasności, a mimo to ostatecznie zagubione i nieszczęśliwe.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także