24 września 2013

Wrzask w przestrzeni 2

„Ta książka jest o tym, że w Polsce jest brzydko i wszystko wskazuje na to, że wkrótce będzie jeszcze brzydziej” – pisze Filip Springer w nowej książce o chaosie polskiej przestrzeni. Jednak zdaniem Ewy Stusińskiej nic nowego do tematu niestety nie wnosi.

Trzy sytuacje z ubiegłego miesiąca. Silvia Sencekova, Slowaczka, żona blogera Bartka Pogody, przeprowadza się właśnie do Polski i z tej okazji na swoim blogu zamieściła ostatnio notkę:

„Whatever you might think, Poland is one of the visually most depressive places I know. (…) Billboards covering buildings that have nothing to do with architecture and in between there are these huge gypsum statues of horses, bulls, spiderman, buffalos and I don’t know what else sticking out as some kind of proud figurative masterpieces, together with plastic palms covered in dust. It looks like if somebody delibrately decided to screw up everything that can be screwed. There is zero feeling for any kind of aesthetics, zero feeling for the nature, for combining architecture with the actual space, zero respect for the country and for the people as well”.

Jenn Pelly, dziennikarka portalu Pitchfork, która odwiedziła ostatnio Polskę z okazji katowickiego Off Festivalu, przedstawiła relację w podobnym duchu co Sencekova, rozsierdzając przy tym polskich patriotów. Niemal równocześnie, bo pod koniec sierpnia, w „Gazecie Wyborczej” pojawił się artykuł o katastrofalnych skutkach ustawy „Prawo o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym dla budżetów gmin”, w którym czytamy:

„Cały proces planowania trzeba zacząć w Polsce od początku, na podstawie nowych przepisów. Z czasem okazuje się, że powodują one wielkie koszty dla gmin, a nie przynoszą im niemal żadnych zysków. Po dziesięciu latach udało się przyjąć plany jedynie dla 25 proc. Polski. Jeśli ustawa nie zostanie znowelizowana, kolejnych planów nie będzie wiele”.

Większość wzruszy jedynie ramionami. Filipowi Springerowi komentarz zajął całą książkę. No i czego się dowiadujemy? Że spuścizna szarego komunizmu, lat dzikiego kapitalizmu, złego prawa, nieudolności władz, sarmackiej wyobraźni… Springer pisze o pastelozie, gargamelach architektury, reklamach w przestrzeni miejskiej, zagraceniu przestrzeni i niszczeniu krajobrazu. I znów jest źle, brzydko i beznadziejnie. Wrzeszczał już o tym Piotr Sarzyński, a „Wanna z kolumnadą” to w zasadzie poszerzone wydanie jego „Wrzasku w przestrzeni”, zbioru esejów o (nie)ładzie przestrzennym i osobliwym guście Polaków. Springer konstruuje swoją książkę bardziej demokratycznie, otrzymujemy bowiem bonus w postaci komentarza społecznego – głos zabierają nie tylko krytycy architektury, lecz także właściciele architektonicznych koszmarków, mieszkańcy przedmieść. Autor „Miedzianki” jest również bardziej zaangażowany niż krytyczny i zdecydowanie bardziej zabawny niż Sarzyński. Przedstawia np. klasyfikację pastelozy, która zdobi większość polskich bloków, jako epidemii z najczęstszymi odmianami: ropnicy póżółkłej, pawiaka tęczowego, wyprysku falistego, trójkąciaka pastelowego (zwanego też alfonsiakiem trójkątnym) i różowych ropni różowatych. No i Springer lepiej od dziennikarza „Polityki” pisze.

„Wanna z kolumnadą” piętrzy się i rozrasta – niczym hotel „Czarny kot” w Warszawie – o kolejne warstwy absurdów, zaniechań, ludzkiej nieudolności czy niekontrolowanej samowoli. Ale cóż z tego? Temat jest ważki. Jednak nie kolejnej książki tu potrzeba.

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także