24 października 2015

Błazen czy nowe wcielenie wieszcza?

Kim jest nowoczesny Stańczyk, przeszywający wzrokiem to, co ma w polu widzenia? Dlaczego otaczają go różnego rodzaju demony, przypominające mistyczne zwierzęta ze średniowiecznych miniatur? Abstrakcję na okładce dopełnia strój (a)historycznej postaci – dres chłopaka z osiedla i ogrodowy fotel. To wszystko sygnowane: Jakobe Mansztajn, „Studium przypadku”.

Jakobe MansztajnMowa oczywiście o najnowszym tomiku wierszy młodego, gdańskiego poety. Debiutował tomem „Wiedeński high life” (2009), różniącym się pod wieloma względami od „Studium…”. Ten ostatni ma zdecydowanie bardziej klarowną formułę i strofę, jest też bardziej przejrzysty treściowo, wraz z okładką tworzy spójną całość.

Mansztajn podzielił „Studium przypadku” na dwie części: „Piosenkę o witaminach i minerałach” oraz „Czarne nad i pod głowami pole”, które dopełniają się i łączą. To jedna z głównych cech poezji Mansztajna, jego wiersze przenikają się wzajemnie, odsyłając do poprzednich w tomie, pomagając odnaleźć nowe konteksty dla przeczytanych już utworów; co ważne, każdy wiersz jest autonomiczny i posiada niezależny sens, wewnętrzna intertekstualność nie jest więc narcystyczna – to naturalna składowa twórczości poety. Wszystkie utwory poetyckie rozwijają wciąż te same motywy: mieszkania i przestrzeni w ogóle, Dariusza, rodziny, odwiedzin znajomych, śmierci, alkoholu, autotematyzmu.

„Studium przypadku” to wielowymiarowe przedstawienie sytuacji lirycznych, które mimo silnego zakorzenienia w świecie ponowoczesnym, nie odstają od tego, co zwykliśmy nazywać poezją (choć wszelkie pojęcia gatunkowe uległy już dewaluacji). Tu należy zaznaczyć, że pisząca te słowa fanką współczesności nie jest, tym bardziej przyznać należy, że to, co stworzył Mansztajn, jest godne uwagi.

To, co dzieje się w „Studium…”, widzę w następujący sposób: Stańczykiem-dresem z okładki jest sam Poeta; przybiera on pozę mądrego błazna, posiadającego umiejętność osądzania. Ważne jest, że poeta nie udaje wieszcza, ale jest jednym z wielu, z tym, że potrafi bez ogródek wskazać niedostatki świata, w którym żyje. Istotna jest kwestia pozapoetycka, będąca ważnym punktem interpretacyjnym – Poeta odsyła czytelników do alegorii, licząc na ich umiejętność posługiwania się i syntetyzowania różnych tekstów kultury.

Ale czy to, co widzi Stańczyk-dres, jest wizją apokaliptyczną? Otaczające go „demony i szatany” mogą, tylko symbolicznie, wskazywać na istniejące zagrożenia, które nie są wcale tak współczesne. W poezji Mansztajna dominuje ton ironiczno-sarkastyczny, stwarzający prześmiewczą kreację otaczającego świata. Ta kreacja jest zresztą jednym z najcenniejszych walorów poezji gdańszczanina – pozwala na chwilę trzeźwości w dzisiejszym poczuciu absurdu, wytwarzanym przez konsumpcjonizm i zanikające relacje intymne.

Mansztajn_Studium_PrzypadkuTomik zaczyna się od napisu „świat skojarzeń jest okrutny”, by zakończyć się paradoksalnie pozytywnymi słowami „jakie piękne tej jesieni / są kolory, jakie są obrzydliwie piękne”. I tak w 39 wierszach zamyka się kilka historii oraz ich rozmaite stadia. Ta, która najbardziej zapada w pamięć z pierwszej części tomu, jest zasygnalizowana lakonicznie: umarł nam synek. Słowa niosące ogromny ładunek emocjonalny, wypowiadane są przy okazji niechcianych, pięciokrotnych odwiedzin („Odwiedziny”, „Dzyń dzyń”, „Pękanie”, „Zapijawszy”, „Maciejki”). Śmierć synka ma być dla bohaterów lirycznych pretekstem do odosobnienia, będącego w gruncie rzeczy odosobnieniem mentalnym, a nie fizycznym. Poeta demaskuje przekonanie o szczęśliwości współczesnego świata, podkreślając brak przestrzeni, gdzie ludzie mogliby przepracować swoją historię.

Śmierć jest stale obecna w „Studium przypadku”, powraca pod wieloma postaciami. Jej powtarzalność nie nuży, lecz wzbudza ciekawość, bo jest przedstawiona nonszalancko, czasem cynicznie. I oto kolejna umiejętność młodego poety, będąca właściwością roli, jaką obrał Poeta-Stańczyk – potrafi mówić o wzniosłości, równocześnie jej zaprzeczając.

Poezja Mansztajna zyskuje ze względu na kontekstualność: wierszem zasługującym na uwagę jest „Człowiek w pustym mieszkaniu”, będący ni to parodią, ni to trawestacją wiersza Szymborskiej „Kot w pustym mieszkaniu”.

Trudno tu zresztą dokładnie określić specyfikę tego, co robi Jakobe Mansztajn, gdyż jest to właściwie stańczykowska umiejętność przedstawiania i definiowania świata, takim jakim on jest, bez korekty i upiększeń.

Natalia Giemza

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także