24 października 2015

Zapasy ciała i ducha

Debiutancki tom Mirosława Mrozka to indywidualny projekt humanizmu, który poeta formułuje w dialogu z tradycjami europejskimi. Jaki to jest humanizm?

fot. Łukasz Halczak

fot. Łukasz Halczak

W swej esencji z pewnością mocno egzystencjalny. Mrozek analizuje, co to znaczy być człowiekiem, zwraca uwagę na etyczny wymiar ludzkiego istnienia i wydaje się, że poezja ta ciąży w stronę diagnozy raczej pesymistycznej. Jego wiersze to historie mówione, krótkie opowieści, zgrabnie mieszczące w swej oszczędnej formie ogrom światoodczucia autora.

Poeta buduje nową hierarchię bytów, w której człowiekowi odmawia się najwyższego statusu, wskazuje na jego zależność od Czegoś-ponad-nim. Uczy pokory i uczula na egzystencjalną butę, zwracając uwagę na fakt, iż człowiek, pozostając w nieustannym zagrożeniu, istnieje trochę szczęśliwie, a trochę przez przypadek. Ludzka duma zostaje upokorzona przez mądrość milczenia, jak gdyby poeta pamiętał Heideggerowskiego człowieka, który – ugodzony przez prawdę bycia – rzadko ma coś do powiedzenia.

Wiersze Mrozka nie pozostawiają wątpliwości, że egzystencja tragiczna to jedyna możliwość istnienia. Jednakże podmiot, swoim życiem, przypisany mu los usiłuje przezwyciężyć. Determinizm zostaje więc na kartach „Horyzontu zdarzeń” przełamany ludzką wolą i możliwością etycznych wyborów w ramach tożsamości podmiotowej. I tu jednak czai się na człowieka zagrożenie: zostaje on uwięziony w tragicznym wyborze między nieokiełznaną wolnością a etyką, której sam jest twórcą. Wyrugowanie tej drugiej przywróciłoby człowiekowi wolność i pewność bycia w świecie, z którego znikną wątpliwości co do istoty człowieczeństwa. Czy to możliwe? Mrozek zdaje się wiedzieć, że nie. Poeta podkreśla rzecz jasna, iż uniwersum naszej kultury to w gruncie rzeczy nieco śmieszny w swej genetycznej przypadkowości bieg zdarzeń. I nawet ludzkie tożsamości, konstruowane wokół różnych ideologii, są jedynie autointerpretacjami podlegającymi przypływom i odpływom idei. Lecz jeśli nawet jedynym pewnikiem zdaje się biologia ludzkiego istnienia, a Kartezjański podmiot rozbija się o względność rozwiązań bez znaczenia, to jednak zadaniem człowieczym jest szukanie i wykraczanie poza horyzont, gdyż „materia/ nie zna spokoju ducha”.

W poezji Mrozka widać chęć ucieczki od frazesów i absurdów. Jest ona wypełniona nieufnością do płytkiej codzienności, toczy spory egzystencjalne ze światem. Poeta formułuje koncepcję Człowieka Innego, odrębnego i w jakiś sposób wyjątkowego w swym byciu oddzielnym. Ten Inny, choć świadom jest zasad światowej gry, odrzuca przymus ich akceptacji, próbuje wykraczać poza horyzont zdarzeń. Co tam znajdzie? O tym Mrozek nie chce mówić, by nie zbrukać tej swoistej egzystencjalnej tajemnicy, daje jedynie odczuć czytelnikowi sam fakt jej istnienia. „Dalekie horyzonty,/ wolne od ułudy zdarzeń” kryją być może jakiś sens, jakąś odpowiedź, istotę, którą człowiek-wieczny tułacz pragnie odnaleźć.

Mrozek_HoryzontPrzejście na drugą stronę horyzontu wiąże poeta z ideą obłąkania, z porzuceniem utartych ścieżek życia oraz ideologicznych wojen toczonych z Prawdami na sztandarach. Ta specyficzna utrata dla świata jest jednocześnie otwarciem na doświadczenie tajemnicy, przekraczającej granice ludzkich możliwości. Nie można pozostawać jednocześnie „tam” i „tu”, a powrót z „tam” nie będzie powrotem do normalności. W byciu poza horyzontem zdarzeń jest coś niewyrażalnego i niewyobrażalnego, coś, przed czym ludzka świadomość staje bezradna.

Z „Horyzontu zdarzeń” wyłania się autorefleksja poetycka: „poezja to sposób myślenia i działania” pisze autor i jest to najlepsza charakterystyka jego światopoglądu. Porozumienie z czytelnikiem nie jest osiągalne, gdyż tego ostatniego zbyt pochłaniają horyzonty, bielmo zdarzeń na oczach duszy. Poeta, dzikus i pijak, ma możność ich przekroczenia, lecz jedynie błądzi, odpowiedzi poznać nie może. I choć jest tak słaby, niekiedy dane jest mu „stanąć w prześwicie” i dostrzec coś z istoty, której będzie odtąd strażnikiem.

Mrozek analizuje człowieczeństwo i ból istnienia, rozkłada ludzką naturę na twarze, na osoby w osobie, stawia pytanie o granice tożsamości i spójności własnego „ja” w kontekście kluczowego ponowoczesnego pytania: kim jestem? Wskazuje też wyraźnie na wagę uczynków, decyzji i osobistych wyborów przy próbach odpowiedzi na nie. Podejście indywidualizujące człowieka lokuje się jednak w pesymistycznym horyzoncie całkowitej obojętności na egzystencję drugiego, którego można zdeptać i nie jest to żaden eksces. Przeciwnie. Podkreśliwszy w ten sposób paradoksy ludzkiego istnienia, poeta zdaje się świadczyć w „Horyzoncie zdarzeń” swoją wizję człowieczeństwa – ecce homo.

Gabriela Cioch

Książki, o których pisał autor

Czytelnicy, tego artykułu oglądali także