29 stycznia 2014

Sztuka mięsa

Gargantuiczna, barokowa, erotyczna, rozbuchana, rozwiązła, realistyczna i fantastyczna – tak w skrócie można by opisać ostatnio wydaną w Polsce powieść Mo-Yana. „Bum!” oszałamia czytelnika swoim bogactwem, intrygując i irytując jednocześnie.

 

Bohaterami książek Mo Yana są zwykle mieszkańcy chińskiej prowincji. W “Bum!” to wieśniacy, którzy wszelkimi sposobami próbują się wzbogacić. Porzucają własne gospodarstwa rolne na rzecz bardziej dochodowego rzeźnictwa, by w końcu pod przywództwem lokalnego watażki i bogacza Lao Lana otworzyć olbrzymi zakład rzeźniczy. Narratorem powieści jest dorastający chłopiec Luo Xiaotong. Opuszczony przez ojca, który uciekł wraz z kochanką, a wychowywany przez surową i skąpą matkę, Luo Xiaotong odkrywa w sobie wyjątkowy talent do jedzenia mięsa. Po powrocie marnotrawnego rodzica, próbuje wykorzystać swój rzadki dar (i wyjątkową inteligencję), by stworzyć mięsne imperium. Na swojej drodze Luo Xiaotong spotyka szaleńców i dziwaków, oszustów, sprzedajnych urzędników, skorumpowanych biznesmenów, którzy w swoim życiu kierują się wyłącznie chciwością i pożądaniem. I miłością do mięsa – gotowanego i pieczonego, wołowiny, mięsa oślego i psiego, wreszcie wieprzowiny, której największy admiratorem i znawcą jest właśnie Luo. Opisy coraz to wymyślniejszych oszustw i zdrad sąsiadują ze scenami przyrządzania i spożywania mięsa, ucztami i bachanaliami. Tragiczne losy rodziny Xiaotanga przeplatają się z tragikomiczną historią upadku chińskiej prowincji, a wszystko to rozgrywa się w onirycznej atmosferze groteskowego karnawału.

 

Swoją książkę Mo Yan rozpoczyna od krótkiego eseju będącego apologią wielkiej powieści, wielkiej narracji. Powieść powinna „być jak wieloryb, który przesuwa się wolno w głębinach oceanu”, a o jej znaczeniu decydują „długość, gęstość oraz trudność”. Mo Yan wpisuje swoją twórczość w tradycję wielkich powieści chińskich, takich jak „Sen czerwonego pawilonu” czy „Wędrówka na Zachód”. „Bum!” formalnie spełnia te wymagania: na ponad pięciuset stronach przedstawiona zostaje chińska prowincja, o której opowiada milczącemu mnichowi buddyjskiemu młody chłopak.

 

Noblista, wymagając od powieści „ciężkości”, chce by była ona przestrzenią eksploracji rzeczywistości. Ale trochę jakby wbrew swoim zapowiedziom nie próbuje przedstawić czytelnikowi pogłębionego (i krytycznego) obrazu chińskiego społeczeństwa. Przygląda się wsi rzeźników, ich oszustwom czy zdradom, snuje swoją „łotrzykowską” opowieść, nie zastanawiając się przy tym, jak bardzo degradującym jest cały system, w którym przyszło żyć jego bohaterom. Pozostaje więc na powierzchni, bawiąc się językiem i konwencją, uwodząc swojego czytelnika wirtuozerią i cofając się przed trudnymi czy niewygodnymi pytaniami.

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także