20 listopada 2013

"Ekran między mną a światem"

Esej Konstantego Jeleńskiego, jednego z najżywszych polskich umysłów dwudziestego wieku, któremu ponadkrajową sławę zawdzięcza choćby Witold Gombrowicz, wzbudził swego czasu zainteresowanie między innymi Michela Foucaulta i Claude’a Levi-Straussa. Nic dziwnego – spotkanie otwartego intelektu polskiego myśliciela z niepokojącymi wizjami Hansa Bellmera dziś też potrafi skierować świadomość czytelnika na niespodziewane tory.

 

Hans Bellmer był urodzonym w Katowicach niemieckim surrelistą, według Jeleńskiego surrealistą chyba najciekawszym. Rysował, malował, rzeźbił, fotografował i pisał – wszystko w poszukiwaniu najbardziej pierwotnych fantazmatów pożądania i cielesności. „Chciałbym wierzyć, że istnieje ekran rozciągnięty między mną i światem zewnętrznym, na który podświadomość rzutuje obraz swego nadrzędnego podniecenia, lecz który byłby świadomie widzialny (i możliwy do przekazania obiektywnie) tylko jeśli druga strona, świat zewnętrzny, rzutuje jednocześnie ten sam obraz – i jeśli oba obrazy zgodnie nakładają się jeden na drugi”, pisał. Trochę więc magik, trochę artysta, trochę człowiek tęskniący. Miłośnikom wielkiej literatury znany prawdopodobnie z ilustrowania prozy Georgesa Bataille’a, sam twierdził o nim: „To, co mi w nim przeszkadza, to ten Bóg, choćby i martwy, ale wszechobecny niby voyeur„.

 

Otagowywanie eseju Jeleńskiego, w tym konkretnym wypadku jak najbardziej przydatne, powinno przebiegać od Bataille’owskiej czy Quignardowskiej nicości jako niewyobrażalnego obszaru przed poczęciem i po śmierci, i w konsekwencji głębokiego utożsamiania śmierci i seksu – aktu stworzenia poprzez freudowskie niesamowite aż po myślenie zbieżne z francuskimi poststrukturalistami wyrosłymi tyleż na naukach humanistycznych, co na surrealizmie. Chodzi o sprawy ciemne i wciągające, które trwają raczej w uświadomieniu niż pozytywnej wiedzy. A Jeleński zdecydowanie traktuje Bellmera jako człowieka, który coś prawdziwego przed nami odkrywa.

 

Lekturę eseju polskiego intelektualisty powinniśmy zaprogramować właśnie na przygodę w sferach niedoskonale zintelektualizowanych. Jeleński pisze o odczuciach, które może nieść skupienie na pracach Bellmera i o grząskim zapewne terenie, na który wchodzą. Esej jest dziełem niewątpliwego intelektualisty, ale spełniającego się w nim raczej jako otwarty, badający nieznane umysł, niż jako systematyk, działacz na niwie dyskursywności. To tam, gdzie nie wszystko jest jasne, intelekt ma coś do zrobienia.

 

Cieniutką książeczkę, wydaną przez słowo/obraz terytoria, uzupełniają krótki tekst Heinricha von Kleista „O teatrze marionetek” i słynny manifest samego Bellmera zatytułowany „Lalka”. Nie powiem może, że cała książka jest wybitna, ale powiem, że jest ciekawa i to wystarcza.

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także