7 września 2015

Dusza rosyjska i dusza żydowska

„Lato w Baden” zostało wydane w Polsce już jako dzieło owiane legendą. Zapomniana powieść odkryta ponownie u progu nowego wieku przez Susan Sontag rzeczywiście posiada zestaw cech, które pozwalają traktować ją w taki sposób.

Leonid Cypkin nie był tak zwanym zawodowym pisarzem. Kochał literaturę, ale przez przytłaczającą część życia pisał tylko w wolnych chwilach i do szuflady, będąc na co dzień znanym lekarzem i naukowcem. Nie doczekał wydania „Lata w Baden”, która to powieść nie poraża wprawdzie rozmiarami, ale zdradza maksymalistyczne ambicje, jednocześnie nie obnosząc się z nimi. Nie nazwę jej arcydziełem, ale rzeczywiście jest bardzo dobra i prowokuje do zadania jej wielu pytań.

Licząca niecałe 150 stron powieść miesza ze sobą co najmniej dwa plany czasowe (w zależności od założeń można naliczyć ich więcej). Najpierw poznajemy bezimienne alter ego autora, który jedzie pociągiem do Leningradu i czyta dziennik Anny, żony Fiodora Dostojewskiego, a potem dociera do miasta i spędza tam czas na odwiedzinach i włóczędze śladami autora „Zbrodni i kary”. To pierwszy plan. Drugi – życie Dostojewskich. Intensywne, pełne skrajnych emocji, przez pewien czas zdominowane przez hazardowy nałóg Fiodora. Te dwa plany mieszają się ze sobą bez wyraźnie zaznaczonych przeskoków, co ułatwia metoda pisarska Cypkina. „Lato w Baden” to wartki, emocjonalny potok narracji, który z braku lepszego sformułowania możemy określić jako strumień świadomości. Powieść gna do przodu i niemal pozbawiona jest kropek.

„Lato w Baden” trudno byłoby dokładnie zaklasyfikować gatunkowo, jeśli ktoś interesuje się tego typu zabawami. To nowoczesna powieść, która miesza porządki, jednocześnie pozostając klasycznie elegancka (sądzę, że chodzi o język, którym posługuje się Cypkin, język inteligenta pochodzącego z rodziny z tradycjami). Zrozumiała jest pokusa, która kazała Susan Sontag określić dzieło za pomocą wielkich słów i wypromować – proza Rosjanina może budzić jasne skojarzenia z tymi, którzy uchodzą za najbardziej klasycznych pisarzy drugiej połowy XX wieku. Fraza Cypkina w jakiś sposób koresponduje z manierą Bernharda, trudno również nie pomyśleć – jak pomyślała o tym Sontag w posłowiu do książki – że styl autora w jakiś sposób antycypował pisarstwo W.G. Sebalda.

Nie ma mowy, żeby format krótkiej recenzji wyczerpał temat treści „Lata w Baden”, powieść z pewnością jest bardzo podatna na różne odczytania. Gdybym miał wskazać główną wiązkę tematów, które porusza Cypkin, zrobiłbym to w ten sposób: powieść traktuje w pierwszej kolejności o narodzie rosyjskim i jego stosunkach z Żydami. Wydaje się, że to dlatego główną postacią wokół której toczy się narracja „Lata w Baden” jest właśnie Dostojewski, wielki pisarz, namiętny i niezrównoważony człowiek, antysemita. Cypkin (który sam był Żydem) dostrzega w pewnym momencie, że głównymi interpretatorami Dostojewskiego byli właśnie Rosjanie pochodzenia semickiego, którzy czytali go z uwielbieniem jak gdyby ignorując fakt jego własnej niechęci do – jak sam określał – „plemienia” żydowskiego (mówiąc na marginesie: problemy narodu rozpatruje się tutaj na poziomie dużo głębszym niż na poziomie dziewiętnastowiecznego konstruktu; być może „plemię” wcale nie musiałoby być słowem obraźliwym).

Z tą trudną miłością Żydów do Dostojewskiego i – być może – Dostojewskiego do Żydów, za których domenę od wieków można uznać literaturę i działalność interpretacyjną, zdumiewająco koresponduje równie trudna historia miłości Fiodora i Anny, będąca splotem podporządkowań, bezwarunkowym przywiązaniem i bardzo wymagającą relacją. Dostojewscy kochają się i niemal nienawidzą jednocześnie. Czy wobec tego osławiona „rosyjska dusza”, kojarząca się między innymi z oddaniem i skłonnością do poświęceń, nie różni się w istocie od duszy żydowskiej? Czy problem namiętności i różnie realizowanej miłości do życia jest uniwersalnym tematem Cypkina (i Dostojewskiego)? Na te pytania autor „Lata w Baden” nie odpowiada, tak jak nie odpowiada na żadne inne pytania, które można zadać powieści. On je tylko mnoży za pomocą pędzącej na łeb na szyję narracji, która w pewnym momencie nagle kończy się, bardzo zapamiętywalnie opisując śmierć Dostojewskiego i zostawiając narratora ze wszystkimi kwestiami, o które wyraźnie się ocierał, ale tak naprawdę nawet wcale wyraźnie ich nie sformułował.

Jeśli miałbym bronić tezy o wielkości dzieła Cypkina – a jednak, choć nie bezwarunkowo, bliżej byłoby mi do obrony niż do ataku, bo „Lato w Baden” to ciekawa lektura – wskazywałbym właśnie na tę jej cechę jako główną wartość: powieść udaje wycinek z życia człowieka myślącego (i akurat z jakichś określonych względów czytającego wspomnienia Anny Grigoriewny Dostojewskiej), który krąży wokół bardzo ważnych dla niego problemów, ale jeszcze nie potrafi lub nie chce wyrazić ich w formie eseistycznej, jasno określonej – woli je przeczuwać. I przeczuwa je bardzo wyraźnie, jednocześnie nie wymądrzając się. A że, jak wspominałem, mamy do czynienia z człowiekiem myślącym, są to bardzo ważne, uniwersalnie interesujące problemy. Czytelnik może albo próbować je dokładnie wyczytać, albo zanurzyć się w ciągnącej do przodu narracji. Nie da się powiedzieć, że któryś ze sposobów lektury „Lata w Baden” jest mniej wartościowy. Obejdźmy się w tej recenzji bez wielkich słów, ale to nie byle jakie osiągnięcie.

Czytelnicy, tej recenzji oglądali także