31 stycznia 2013

Malarska podróż w nieznane

Malarski komiks Marii i Michała Rostockich prezentuje się pięknie, ale strona wizualna nie jest jego jedyną zaletą.

 

Maria Rostocka jest malarką. Z warsztatem, który pozwolił na to, aby niemal każdy kadr „Niedźwiedzia, kota i królika” mógł być traktowany jako odrębna całostka pod względem czysto estetycznym. Każdy nadaje się po prostu do powieszenia na ścianie. Esteci musieliby być zadowoleni nawet, gdyby artystka zilustrowała w ten sposób jakąkolwiek historię ociekającą banałem, gdyż łatwo byłoby stwierdzić, że jest ona tylko pretekstem dla wydania albumu z obrazami.

 

Najlepsze w tym przypadku jest jednak właśnie to, że tak się nie stało. Owszem, historia opowiedziana w komiksie początkowo wydaje się pretekstowa – odsłania najprostsze motywacje psychologiczne zantropomorfizowanych zwierząt, które dokądś zmierzają. Z czasem okazuje się jednak, że prostota psychologiczna ma głębszy sens, zaś opowieść zamiast bajki zwierzęcej z morałem okazuje się parabolą poruszającą tematy postępu i wiary i tego, co wynika z wszelkich ludzkich dążeń.

 

Nie ma zresztą powodu się upierać co do faktycznego tematu historii opowiedzianej przez Rostockich, gdyż jest ona na tyle otwarta, że z pewnością zasadna jest nie tylko jedna, wyłączna interpretacja. Opowieść jest jednak przekazana w na tyle przemyślany sposób, że wydaje się ograniczać możliwości interpretacji głupiej. To duża wartość. A zwierzęta? Nawet jeśli są głupie, nie są naiwne i są w tym prawdziwsze niż postaci w niejednej komiksowej historii obyczajowej opowiadającej o niby-prawdziwych bohaterach.

 

Ciekawy scenariusz pełni jednak nadal funkcję skromniejszego brata bliźniaka oprawy graficznej, która od razu rzuca się w oczy nie tylko dzięki rysunkom, ale też za sprawą starannego, pięknego wydania albumu. Winduje to wprawdzie cenę siedemdziesięciostronicowego albumu, którego historię można poznać w pół godziny, w okolice siedemdziesięciu złotych, ale tworzy przedmiot, jakiego nie widzi się codziennie. W całym albumie nie ma śladu druku, wliczając w to nawet logotyp wydawnictwa. W malarskie kadry można wpatrywać się długo. Opowieść intryguje. Ogółem – bardzo udana rzecz.